Nie sądziła, że da się jeszcze bardziej nie znosić tego miejsca, a jednak tak się stało. Teraz od zawsze Mung będzie jej się kojarzył z tą chwilą. Nie spodziewała się, że kiedyś wyprze to z pamięci. Nienawidziła szpitali i miała ku temu coraz więcej powodów. Nie zamierzała tutaj wracać, kolejny raz pewnie pojawi się tutaj dopiero, gdy nie będzie mogła sama zadecydować o tym, gdzie ma się znajdować jej ciało, cóż nie, żeby to nie było możliwe.
Wrócili się do jego gabinetu, bo tak, musiała zabrać swój płaszcz, jeszcze chwila i będzie mogła się stąd oddalić. Uciec, jak przystało na prawdziwego przegranego. Nie, żeby czuła się z tym dobrze, ale przecież nie miała innego wyjścia. Już się z tym pogodziła, a przynajmniej udawała, że tak jest. Pewnie proces będzie trwał dużo dłużej, ale nigdzie jej się w końcu nie spieszyło. Miała całe życie na to, aby sobie to ułożyć w głowie.
Otaksowała wzrokiem pomieszczenie, na podłodze jeszcze znajdowały się te papiery, jej bojowe zadanie do którego ją oddelegował. Zabawne, że minęła ledwie chwila, a już nie miało być tu dla niej miejsca. Wszystko działo się bardzo szybko, szczerość i prawda ich dzisiaj pokonały. Nie było już miejsca na kolejne złudzenia, nie po tym, co sobie powiedzieli. Bardzo wiele słów padło między nimi przez ten tydzień, szkoda, że doprowadziły je one tylko i wyłącznie do ich końca. Powinna się jednak była tego spodziewać, to nie był pierwszy raz, o czym wcale nie zapomniała. Wierzyła jednak w to, że teraz będzie inaczej, jej wiara jednak nie miała żadnych podstaw.
Zdjęła z siebie bez słowa jego kitel i powiesiła go na krześle. Pomysł z udawaniem asystentki Roisa wydawał się jeszcze przed chwilą być taki właściwy, gdyby tylko wiedziała, że lepiej było zostać tutaj, chociaż czy rzeczywiście byłoby lepiej? No nie do końca, to prędzej, czy później musiało eskalować. Nie ominęłoby ich to.
Przetarła dłonią oczy, które okropnie ją piekły, przestała już płakać, ale jej oczy nadal był zaczerwienione, podejrzewała, że tak samo wyglądała jej twarz, na szczęście włosy miała rozpuszczone, więc mogły zasłonić to jak chujowo się właśnie prezentowała.
Skrzyżowała sobie ręce na piersiach, kiedy obserwowała, jak zamykał drzwi na klucz. To miało być szybkie wejście i wyjścia, chyba jednak zmierzało ku czemuś innemu.
- Nie mówisz o tym, nie mówiłeś o tym, dajesz sprzeczne sygnały Roise, kurewsko sprzeczne. - Nie próbowała mu wyrzucić, że było mu łatwiej, tylko cholernie źle się czuła z tym, że to ona próbowała coś z tym zrobić. Jasne, miał swoje powody, ale nie umiała ich zrozumieć. Nie umiała rozgryźć tego, że postanowił pozwolić na to, żeby faktycznie pozostać przy tym niczym. To nie było w jego stylu, naprawdę nie potrafiła pojąć tego, że był wobec tego taki obojętny, a może próbował być.
- Nie mam pojęcia dlaczego wtedy mi o tym nie powiedziałeś, czemu wziąłeś to wszystko na siebie. - Nie powinna wracać do tego, ale chyba nie widziała innej możliwości. Skoro już dzisiaj postanowili mówić sobie wszystko, to dlaczego miałaby to przemilczeć. - Walka w pojedynkę nie ma sensu, szczególnie, kiedy masz obok siebie drugą osobę. - Nie, żeby teraz coś się zmieniło, kiedy sama wiedziała jak to wygląda, jednak nie mogła przestać myśleć o tym, co by było gdyby. Mógł jej wtedy o tym wszystkim powiedzieć, trzymał ją jednak od tego z daleka. Wziął na siebie tę rolę odpowiedzialnego za wszystko i nie do końca jej się to podobało.
- Na to też już jest za późno. - Nie zamierzała ukrywać tego, że ją to zabolało, że ją zranił, znowu. Nie mogli cofnąć czasu i ułożyć tego inaczej, mieli możliwość jedynie wpłynięcia na swoją ewentualną przyszłość, ale to też im nie wyszło.
- To był błąd. Nie wiem skąd Ci się wzięło to myślenie, dlaczego byłeś skłonny tak bardzo uwierzyć w to, że to miało jakiś większy sens. Nie chcę Cię za to winić, ale chyba nie umiem inaczej. To była Twoja decyzja, tylko i wyłącznie Twoja. Zresztą robisz to po raz kolejny, ale nie mam zamiaru Ci tego uniemożliwiać Roise. Widzę, że przegrałam, mam nadzieję, że jesteś zadowolony z tego powodu. Poddaję się, bo nie zamierzam dłużej walić głową w ścianę, nie da się tak żyć. - Wiedziała, że te słowa mogą go rozjuszyć, bo dawał jej do zrozumienia, że nie był z tego powodu zadowolony, ale w tej chwili zachowywał się jak niespełna rozumu. Nie mogła tego ignorować, uważać, że tego nie widzi.
- Pierdolenie, moglibyśmy to odzyskać, gdybyś tylko miał w sobie więcej odwagi, ale boisz się sięgnąć po to, na czym Ci zależy. Widzę to. - Ona też nie była ślepa, wbrew pozorom. Nie miała pojęcia, skąd wynikał ten strach, jasne, na świecie działo się sporo zła, wybory, których dokonał w przeszłości go przytłaczały, ale co z tego? Była gotowa w to z nim wejść, mówiła mu o tym, była w stanie mu pomóc, ale on zafiksował się na punkcie tego, że to było dla niej zbyt niebezpieczne, że zasługuje na coś więcej. Nie miało to żadnego sensu, nie dla niej, nie kiedy jedynym, czego chciała to to, aby znowu byli razem.
- To niby jak mam to traktować? Mogłeś postąpić inaczej, a powielasz swoje zachowania. Znowu to robisz, nam to robisz, nie tylko mnie, ale sobie też, po co? - Wiedziała, że jedno i drugie będzie cierpieć, i nie miało to dla niej najmniejszego sensu.