-Niech będzie i pychy - mruknął, a jego słowa zostały zagłuszone przez szklankę. -Oh, doskonale o tym wiem i dlatego jestem wdzięczny, że tego nie robisz. Dzięki temu gobliny czują się bezpieczniejsze i zrzędzą trochę mniej, niż zwykle, a to bardzo ułatwia pracę - Nah, gobliny cały czas zrzędziły.
Tak, popełnił błąd.
Dla niego był to zwykły żart. Niepoważna rozmowa, z której będą się później jeszcze śmiać w rozmowach z innymi, a nie poważna umowa.
Spodziewał się raczej, że Charlotte go zdzieli po głowie za ten worek, ale w sumie po swojej matce powinien spodziewać się wszystkiego i niczego - Charlotte wiedziała, jak zaskakiwać.
Sam się wpakował i dotarło to do niego, kiedy jego matka uśmiechnęła się w dość niepokojący uśmiech. Mina mu zrzedła.
-Za dużo entuzjazmu. Worek nie jest tego wart - może siatka rybacka... Wybacz, Jonathanie, zdjęć znów nie będzie. -Pójdę na randkę z Benjim. Benji!
Zawołany, psiak wychylił łeb zza drzwi, a kiedy Jessie wyciągnął do niego ręce, Benji natychmiast podbiegł do niego, machając radośnie ogonem.
-Pójdziemy na rankę, przystojniaku? - zaśmiał się Jasper, zaczepiając pupila. -Albo lepiej. Napiszę do Electry i zorganizujemy ci i Cerberowi podwójną randkę. Co ty na to? - na taką psią randkę, w roli opiekuna, mógłby iść.
Minęła dłuższa chwila, nim Jessie odpowiedział matce na jej "zarzut" braku zaufania jej najstarszego syna do niej. Przez ten czas po prostu na nią patrzył, nie mrugając, a brwi miał uniesione. Zaraz potem pochylił się, wyglądając na korytarz.
-Theo nie ma, prawda? - spytał niespodziewanie. -Nie dałby mi spokoju, gdyby to usłyszał. I nie, nie wstydzę się ciebie i podczas wizyty Electry zachowywałaś się bardzo ładnie, więc chyba nie mam powodów do obawy, prawda? Nie było sensu przedstawiać ci kogoś, z kim byłem krócej, niż trzy miesiące - bo związek zakończyli z naprawdę głupiego powodu, ale cóż, takie jest życie. -Nie mam serca marnować tak twojego cennego czasu.