- Jasne, w końcu Twoja praca była dla Ciebie zawsze najważniejsza. - Powinna zamknąć paszczę, ale tego nie zrobiła. Nie wspomniała o tym, o którą pracę jej chodziło, ale mógł się domyślić, że nie o Munga, a raczej o tę jego własną, prywatną działalność przez którą nie mogli być razem, bo przecież jej o tym powiedział. Jego interesy na Nokturnie im to utrudniały, a nadal (przynajmniej z tego, co zrozumiała) nadal w je brnął, bo nie mógł się z tego wycofać, cokolwiek to oznaczało. Zachowywał się tak, jak nigdy nie mógłby zrezygnować z raz już podjętego wyboru.
- Przecież wiesz, że my, Yaxleyowie chuja się znamy na tytułach. Jeśli tak Ci zależy może być i paniczyk, chociaż sama nie posiłkowałabym się tym, bo chyba jesteś na to trochę za stary. - Skoro już sięgali po takie wysokie argumenty, to nie zamierzała się miarkować. Zdecydowanie przekroczyła granicę, ale niespecjalnie ja to martwiło, aktualnie przecież nie miała niczego do stracenia, była to kolejna kłótnia po którą sięgnęli, jakby mogło to zmienić jeszcze cokolwiek. Nie miarkowali się w słowach, mówili wszystko to, na co mieli ochotę. Znajdowali się w dziwnym miejscu, bo kiedyż, chociaż przez chwilę zastanawialiby się nad tym, co właściwie mieli do powiedzenia. Teraz między nimi tego nie było, wręcz przeciwnie, starali się jak najbardziej zranić poprzez słowa padające z ich ust.
Potrafili się ranić, tego nie dało się nie zauważyć. Umieli korzystać z tego, że bardzo dobrze się znali. Zresztą byli do siebie kurewsko podobni, chociaż mogło się wydawać zupełnie inaczej. Jednak ich charaktery? Cóż, były idealnym odbiciem, zresztą nie raz powtarzała to, że byli wyjątkowi, że pasowali do siebie idealnie. To też nie wzięło się bez przyczyny.
- Nie wierzę, naprawdę nie jestem w stanie uwierzyć w to, co słyszę. - Po cholerę miał jej to mówić? Naprawdę, czy nic dla niego nie znaczyła, czy sądził, że ją to obejdzie, nie zasługiwała na prawdę? - Nie sądzisz, że zasługiwałam na prawdę? - Nie mogła zrozumieć tego, co do niej mówił, niby mówili w tym samym języku, ale jego słowa były dla niej zupełnie niezrozumiałe. - Po cholerę? Bo byłam przy Tobie przez jakieś siedem lat? Nie zasługiwałam na to? - Nie mogła tego znieść, to ciągle do niej wracało. Nie poruszali jeszcze tego tematu, to był pierwszy raz, ale okropnie ja bolało to, że to przed nią ukrył, że nie wiedziała, co się wtedy wydarzyło, nic nie mogła z tym zrobić, nie było jej przy nim gdy potrzebował jej najbardziej. Jakim cudem nie umiał tego zrozumieć?
- Pierdolisz, nie zachowywałbyś się tak, gdyby to nie było prawdziwe, czekam na to, aż się do tego przyznasz. - Tylko i wyłącznie o to jej chodziło, chciała usłyszeć te słowa, chciała, żeby powiedział jej iż miała rację. Mimo, że przecież miała podstawy, aby tak myśleć, bo jego gesty mówiły same za siebie, to jednak słowa padające z ust mężczyzny były mylące. Zdecydowanie w tej chwili zależało jej przede wszystkim na tym, aby przyznał się jej do tego, że dla niego to też nie była tylko iluzja. To pozwoliłoby się jej w jakikolwiek sposób pogodzić z tym, co się między nimi wydarzyło.
- Już dawno przypisałam Ci odpowiednią narrację, liczyłam jednak na to, że w końcu przyznasz się do tego, co faktycznie uważasz za słuszne, jak widać się przeliczyłam, bo nadal grasz, nadal się pogrążasz. - W końcu widziała te wszystkie gesty, widziała jak na nią patrzył, a co najważniejsze usłyszała od niego trochę słów wyjaśnień, kiedy dolała mu do herbaty tego śmiesznego eliksiru. Nie miała pojęcia dlaczego nie chce się z nią podzielić tym, co było prawdziwe, bo niby sięgał po gesty, które wyrażały wiele, ale później nie miał problemu z tym, aby mówić, że nic z tego nie będzie. Niby jakim cudem mogła się w tym nie zgubić? Chyba każdy normalny człowiek zacząłby wątpić w to, co działo się między nimi.
Yaxleyówna wyprostowała się słysząc jego kolejne słowa. Jej ręce nadal były skrzyżowane na piersiach, właściwie niemalże nie zmieniła swojej pozycji. Wyglądała jak skała, której nie dało się ruszyć, chociaż nieco poturbowana, bo przecież jej policzki nadal był czerwone, tak samo jak oczy, kilka minut wcześniej płakała, a teraz wypełniała ją ta okropna irytacja.
- Nie zrobiłeś tego z jakiegoś powodu, dlaczego nie potrafisz się przyznać z jakiego? - Skoro byli w stosunku do siebie tacy szczerzy i otwarci, to miała zamiar drążyć temat. Zresztą nie miało jej już aktualnie co powstrzymać. Razem znaleźli się w Whitby, razem podjęli decyzję o tym, żeby się tam zaszyć, dać sobie czas, mimo, że on sugerował, że to tylko chwilowe, później dawał jej nadzieję, nie wyznaczył konkretnej daty ich rozejścia, to też nie było przypadkowe. Dlaczego nie potrafił powiedzieć wprost tego, że zaczęło mu to pasować, że też się w tym zatracał? Zamierzała to z niego wymusić, chociaż to też nie było szczególnie dobrym pomysłem.