• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy

[02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#18
01.03.2025, 13:54  ✶  
Nie mogłem się oprzeć myśli, że ściąganie spodni w miejscach publicznych nie było dla mnie aż tak niecodziennym widokiem. Byłem tu, w sercu magicznego Londynu, ale wspomnienia z dalekiego kontynentu, gdzie spędziłem praktycznie pół życia, nie dawały mi spokoju. To dziwne, jak szybko umysł potrafi przenieść się w czasie i przestrzeni.
Szczególnie, ilekroć przebywałem w pobliżu morza, bądź oceanu, natrafiałem na sceny, które mogłyby zszokować niejednego turystę. W moim umyśle od razu pojawiły się obrazy portów, które odwiedziłem w przeszłości - to były brudne, szemrane miejsca, gdzie ludzie często tracili wszelkie hamulce. Sytuacje, które zwykle wstrząsałyby innymi, były tam na porządku dziennym. Nie, nie byłem jednym z tych, którzy ściągali spodnie w miejscach publicznych, chociaż widziałem to wiele razy. Zdarzało mi się być świadkiem wielu dziwnych rzeczy, mimo tego, że sam zawsze trzymałem się z dala od takich incydentów. Miałem szacunek do siebie, ale znałem ten świat na tyle dobrze, by wiedzieć, że ściąganie spodni w miejscach publicznych to nic nadzwyczajnego, zwłaszcza tam, gdzie nocne życie tętni pełną parą - w wielu miejscach, gdy słońce zachodziło za horyzont, a ulice wypełniały się śmiechem i krzykami, takie sceny były czymś normalnym... Widok mężczyzn, zazwyczaj zniszczonych życiem, ściągających gacie do kostek w ciemnych zaułkach nie był mi obcy. W takich lokalizacjach, gdzie nie brakowało alkoholu i nocnych przygód, widziałem wiele. Ludzie, niestety, z pozoru mojego pokroju, z ich bezceremonialnym podejściem do życia, często nie przejmowali się konwenansami - a panienki, które czekały na nich w mrocznych zaułkach, były częścią tego niepisanego porządku.
Zazwyczaj nie miałbym oporów, żeby to powiedzieć. Rzuciłbym niewybrednym żartem, jednak teraz, w towarzystwie tej kobiety, czułem się nieco zakłopotany. Nie potrafiłbym jednak opowiedzieć o tym nieznajomej, która stała obok mnie. Miała w sobie coś, co sprawiało, że nie potrafiłem być całkowicie sobą. Może to jej sposób mówienia, może sposób, w jaki na mnie patrzyła - nieważne, w każdym razie czułem, jak rumieńce zaczynają przebijać się przez moją opaleniznę. Dobrze, że chyba nie zauważyła mojego zażenowania.
Wiedziałem, że nie mogę pozwolić, by moje myśli poniosły mnie zbyt daleko. Musiałem skupić się na tym, co tu i teraz. Kiedy nieznajoma zaczęła mówić o pracy, kiwnąłem głową, próbując zrozumieć, co miała na myśli.
- Nie mam pojęszia, gdzie plasujesz, ale skolo tak mówisz, to pewnie masz lasję. - Odpowiedziałem, starając się brzmieć swobodnie. Jej kolejne słowa zbiły mnie z tropu. Hospicjum? To brzmiało na hospicjum? Nie potrafiłem zrozumieć, co mogłoby ją tam sprowadzić z Munga. W jej oczach dostrzegałem coś, co nie pasowało do tej roli. Czekałem na odpowiedź, zaintrygowany jej słowami.
- Plasujesz w hospisjum? Nie? Kostnicy? - Wyrwało mi się, ton mojego głosu zdradzał zdziwienie - wyglądała zupełnie inaczej niż to, co sobie wyobrażałem. Nie pasowała mi do obrazu osoby, która mogłaby pracować w hospicjum. - Nie wyglądasz mi na kogoś, kto by tam plasował. - Oceniłem moim wyśmienitym okiem, które, jak już wspomniałem, doskonale znało się na uzdrowicielach.
- Wiesz. - Zacząłem ostrożnie. Nie chciałem być niegrzeczny, ale nie potrafiłem zrozumieć, co pcha ją w stronę ciał, a nie żywych dusz. - Wydaje mi się, sze mosze nie do końca potlafisz leszyć ludzi, skolo plasujesz głównie s maltwymi. - Nie mi oceniać, no, ale...
Prychnąłem pod nosem, nie chcąc dać jej satysfakcji z mojej niedyspozycji. Przepełniony pewnością siebie, wyprostowałem się, napinając mięśnie i wypinając pierś.
- Nie takie szeszy lobiłem. - Powiedziałem, patrząc na nieznajomą, która z jakiegoś powodu postanowiła skomentować moje plany. - Mały szpaszel to dla mnie nisz tahiego. Zawsze byłem ahtywny. - Nie mogłem pozwolić, by miała rację. W mojej głowie zaczęły krążyć myśli, które nakazywały mi udowodnić, że się myli. Początkowo szło mi całkiem nieźle. Choć świeży uraz kolana dawał o sobie znać, z każdym krokiem przekonywałem się, że mogę ignorować ból, byleby tylko nie dać za wygraną.
Jednak szybko zorientowałem się, że ten stan nie może trwać wiecznie - nagle poczułem, jak kolano nie wytrzymuje obciążenia, a ja, prawie w zwolnionym tempie, zaczynam tracić równowagę... Znikąd, zupełnie na prostej i równej powierzchni. Tak - szło mi całkiem nieźle, dopóki nie zaplątałem się o nic innego, jak o własne nogi. W jednej chwili wydawało mi się, że jestem w stanie dać sobie radę, w następnej znalazłem się przy krawężniku, balansując na krawędzi upadku... Chciałem tylko zrobić krok naprzód, ale nogi mnie zdradziły. Próbując się ratować, wpadłem na - niespodzianka - drugi krawężnik. Syknąłem, kiedy dodatkowo teraz i moja stopa ustawiła się w niewłaściwej pozycji.
Na szczęście udało mi się w porę złapać równowagę - inaczej to byłoby najgłupsze zakończenie mojego życia, jakie mogłem sobie wyobrazić. Na rozbiciu sobie głowy na twardym, miejskim chodniku. To byłoby żenujące, nie do wybaczenia. Westchnąłem z irytacją, zażenowany sobą i własnymi ograniczeniami, czując, jak na mojej twarzy pojawia się rumieniec. To był moment, w którym moje argumenty zaczęły tracić na znaczeniu. Żenada.
- Pszeplaszam. - Powiedziałem, starając się brzmieć jak najbardziej pokornie, potarłem czoło ręką, próbując ukryć swoje zmieszanie. Tak, nie chciałem odejść z tego świata w tak głupi sposób. Duma musiała ustąpić miejsca rozsądkowi. - Szy mogłabyś mi pomóc? Potszebuję wspalcia...

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6395), Prudence Fenwick (5532)




Wiadomości w tym wątku
[02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 17.02.2025, 14:49
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 17.02.2025, 17:57
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 17.02.2025, 19:08
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 17.02.2025, 22:09
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 17.02.2025, 22:37
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 18.02.2025, 02:02
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 18.02.2025, 11:07
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 18.02.2025, 15:36
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 18.02.2025, 21:41
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 20.02.2025, 17:34
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 20.02.2025, 22:47
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 21.02.2025, 01:35
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 21.02.2025, 14:13
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 22.02.2025, 14:35
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 22.02.2025, 21:54
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 25.02.2025, 22:04
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Prudence Fenwick - 26.02.2025, 01:32
RE: [02.09.1972] Pan Mruczkens | Pru & Benjy - przez Benjy Fenwick - 01.03.2025, 13:54

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa