01.03.2025, 14:11 ✶
Gdy młody Icarus Prewett zerwał z równie młodą Moną tamtego lipcowego wieczoru prawie osiem lat temu, był to zawód miłosny — ten najzwyczajniejszy i najpospolitszy, ale znany każdemu, kto chociaż raz pozwolił komuś pozamieszkiwać w swoim sercu. Jednakże gdy potem kolejny raz kruk wracał bez odpowiedzi, miała wrażenie, że coś brutalnie rozrywało jej duszę na strzępy kawałek po kawałku. Ostatnią wiadomość wysłała rok temu. Wrzesień, 1967. Mona już wtedy była świadoma, że utraciła swoją bratnią duszę. W tej chwili nie miało to już znaczenia. Odpowiedzi nie było. Nigdy nie przyszła, a ból nie zniknął, ale z czasem stracił na ostrości i osadził się na tyle głęboko, aby mogła już nie wybuchać płaczem przy każdej możliwej okazji. A słowa Alice uderzyły ją niespodziewanie. Otworzyła szerzej oczy, potem usta.
— Tak sądzisz? — zapytała niepewnie i zwróciła wzrok na ziemię. Nie każdemu pisana była miłość romantyczna. Jeśli rzeczywiście nie było w tym nic złego, jeśli mogła to przyjąć nie jako porażkę, lecz jako wybór — to może już dawno powinna była ruszyć dalej? Po wysłuchaniu Alice zamiast odpowiedzi, roześmiała się cicho rozbawiona surową krytyką, chociaż coś w niej domagało się obrony pani Diany Darlington, której twórczość jakkolwiek niespodziewanie przypadła jej do gustu i nawet jeśli nie wiedziała i może miała nigdy się nie dowiedzieć, że ta stała we własnej osobie przed nią. — Ejże, akurat bardzo odpowiada mi sposób, w jaki poprowadzono tu romans. Naprawdę czułam, że czytam coś nowego, innego, świeżego. Co sądzisz o tym tomie, bo widzę, że go czytałaś?
I no była również kwestia tych nieszczęsnych książek. Alice chyba była pierwszą osobą, która mówiła o tym otwarcie i zdawała się myśleć podobnie, jak ona. Mona nigdy nie bała się myśleć inaczej niż reszta, ale nie miała z kim podzielić się tymi myślami, bo otoczona ludźmi, z którymi łączyły ją jedynie obowiązki, rzadko kiedy mogła pozwolić sobie na podobne rozmowy. Przesadą było dzielić się tym, co czytała z ewentualnymi współpracownikami, z ojcem rozmawiać o tym to byłaby fatalna katastrofa, z Reginą nie miała kontaktu od dłuższego czasu, cud był, jak odpisała z tych swoich podróży, a Levi był Levim.
— Tak sądzisz? — zapytała niepewnie i zwróciła wzrok na ziemię. Nie każdemu pisana była miłość romantyczna. Jeśli rzeczywiście nie było w tym nic złego, jeśli mogła to przyjąć nie jako porażkę, lecz jako wybór — to może już dawno powinna była ruszyć dalej? Po wysłuchaniu Alice zamiast odpowiedzi, roześmiała się cicho rozbawiona surową krytyką, chociaż coś w niej domagało się obrony pani Diany Darlington, której twórczość jakkolwiek niespodziewanie przypadła jej do gustu i nawet jeśli nie wiedziała i może miała nigdy się nie dowiedzieć, że ta stała we własnej osobie przed nią. — Ejże, akurat bardzo odpowiada mi sposób, w jaki poprowadzono tu romans. Naprawdę czułam, że czytam coś nowego, innego, świeżego. Co sądzisz o tym tomie, bo widzę, że go czytałaś?
I no była również kwestia tych nieszczęsnych książek. Alice chyba była pierwszą osobą, która mówiła o tym otwarcie i zdawała się myśleć podobnie, jak ona. Mona nigdy nie bała się myśleć inaczej niż reszta, ale nie miała z kim podzielić się tymi myślami, bo otoczona ludźmi, z którymi łączyły ją jedynie obowiązki, rzadko kiedy mogła pozwolić sobie na podobne rozmowy. Przesadą było dzielić się tym, co czytała z ewentualnymi współpracownikami, z ojcem rozmawiać o tym to byłaby fatalna katastrofa, z Reginą nie miała kontaktu od dłuższego czasu, cud był, jak odpisała z tych swoich podróży, a Levi był Levim.