01.03.2025, 20:25 ✶
Alice, mimo ogromnej sympatii do Brenny, czasem dziwiła się, jakich rzeczy nie wiedziała. Ona sama od najmłodszego wieku czytała o księżniczkach i książętach, a potem o tych bardziej skomplikowanych arystokratycznych powiązaniach. No, ale w sumie, niewiedza przyjaciółki na te tematy była raczej urocza. Też fakt, że sprzeciwiała się jeszcze większym wariactwom związanym z umacnianiem pozycji czystokrwistych świadczył, że tym bardziej miała serce po właściwej stronie. Alice zawsze starała się unikać oszołomów, którzy oceniali ludzi w tych kategoriach, ale słyszała na korytarzach czasem szepty, w których nie dało się nie wychwycić słowa na "sz". Ojciec czasem w domu narzekał na czarodziejów, którzy nie okazywali mu w pracy szacunku, tylko ze względu na jego krew. Niestety, w takiej sytuacji Alice nie mogła być nieświadoma tych problemów. Wolała, jednak, nie angażować się w nie otwarcie.
– Tutaj ci książęta są raczej... dla ubarwienia fabuły. Troszkę, jak mówisz. Samotnik mieszkający w wielkiej rezydencji wydaje się niektórym o wiele lepszą partią na męża... Szczególnie jak daje damie czekoladki.
Nie chciała mówić o tym, że poczuła się odrobinę dziwacznie, gdy Brenna wspomniała o tym całym byciu mężem. Na przykład policzki Alice zapłonęły rumieńcem, nie wiadomo czemu. Przecież nigdy nie była specjalnie urzeczona tym, że męski bohater był bogaty, a kobieta biedna. Ale... gdyby obie były kobietami? Nie. Czegoś takiego przecież by nikt nie przeczytał. A jednak... dla Alice wydawałoby się to o wiele ciekawsze. Rzecz jasna, ze względu na oryginalność takiego pomysłu. Nic więcej.
– Um... Ale tak... może fajna by była książka, gdzie to dziewczyna jest bogata, a chłopak... powiedzmy, że pochodzi z niższych warstw. To wtedy on musiałby być ładny, prawda? – uśmiechnęła się. To był rzeczywiście drugi pomysł, który przyszedł jej do głowy. I chyba o wiele łatwiej było go wygłosić w towarzystwie.