02.03.2025, 02:36 ✶
Isaac od razu wyczuł, że cała ta sytuacja mocno zestresowała dziewczynę. Był również pewien, że nie chodziło tylko o zwykłą złość - była spięta, przygaszona, jakby ta chwila w pubie była tylko kolejnym ogniwem w długim łańcuchu rzeczy, z którymi musiała się mierzyć. Nie miał jej więc za złe, że pierwsze słowa, które wypowiedziała, nie należały do najprzyjemniejszych. Nie musiał znać szczegółów, by domyślić się, że coś było nie tak. Darował sobie głupie żarty, przynajmniej na chwilę, i jedynie skinął głową.
Gdy Faye sięgnęła po papierosa, wyjął zapalniczkę i podpalił jej peta, osłaniając dłonią płomień przed lekkim podmuchem wiatru. Sam zaraz zapalił swojego, biorąc długi, uspokajający wdech.
-Tak to już jest.- Westchnął, wsuwając jedną rękę do kieszeni.- i będzie jeszcze gorzej. Historia nie pozostawia złudzeń. Społeczeństwo czarodziejów coraz bardziej się dzieli, a każda rewolucja zaczynała się od takich drobnych incydentów. Od drobnych aktów nienawiści, które z czasem stawały się codziennością.- Spojrzał na papierosa, który powoli wypalał się między jego palcami.-A potem budzisz się któregoś dnia i okazuje się, że przestajesz być obywatelem, bo masz niewłaściwe nazwisko albo zbyt bliskie powiązania z mugolami.- Mówił powoli, niemal spokojnie.-Dziś rzucają w kogoś czosnkiem, jutro wprowadzą listę osób, których nie obsługujemy w barach. A za kilka lat...- Zerknął na dziewczynę. Nie dokończył. Nie musiał. Ona na pewno rozumiała.
Zamiast tego wzruszył ramionami i posłał jej lekki uśmiech, jakby chciał złagodzić ciężar własnych słów.
-Ale nie będę cię zanudzał moimi przemyśleniami. Pewnie masz już dość tych tematów.- Powiedział, strzepując popiół z papierosa.-Może zamiast myśleć co nas czeka, napijemy się czegoś mocniejszego? Albo, jeśli wolisz, możemy po prostu zapalić w ciszy.- Isaac ostatnio często zarzucał haczyk, ostrożnie sondując grunt w rozmowach o polityce i sytuacji w świecie czarodziejów. Nie robił tego nachalnie - nie miał zamiaru nikogo cisnąć, zmuszać do opowiedzenia się po którejkolwiek stronie. Był cierpliwy. Wiedział, że ludzie najwięcej zdradzają nie wtedy, gdy się ich naciska, ale wtedy, gdy czują się swobodnie. Jeśli rozmówca chwytał temat, kontynuował, a jeśli nie, to zawsze znajdował sposób, by odpuścić i gładko zmienić kierunek rozmowy.
Z przykrością zauważył, że gdy rozmowa schodziła na te tematy, napięta cisza, zawahanie rozmówcy i subtelne zmiany tonu głosu tylko potwierdzały, jak głębokie są podziały w społeczeństwie. To było jak mapowanie niewidzialnej sieci wpływów - nie każdy mówił wprost, ale wystarczyło słuchać, czytać między wierszami.
Prędzej czy później każdy będzie musiał się określić. On już to zrobił. Tylko że teraz chciał wiedzieć, kto jeszcze myśli jak on, kto jest po drugiej stronie barykady, a kto po prostu czeka, aż świat zdecyduje za niego.
Gdy Faye sięgnęła po papierosa, wyjął zapalniczkę i podpalił jej peta, osłaniając dłonią płomień przed lekkim podmuchem wiatru. Sam zaraz zapalił swojego, biorąc długi, uspokajający wdech.
-Tak to już jest.- Westchnął, wsuwając jedną rękę do kieszeni.- i będzie jeszcze gorzej. Historia nie pozostawia złudzeń. Społeczeństwo czarodziejów coraz bardziej się dzieli, a każda rewolucja zaczynała się od takich drobnych incydentów. Od drobnych aktów nienawiści, które z czasem stawały się codziennością.- Spojrzał na papierosa, który powoli wypalał się między jego palcami.-A potem budzisz się któregoś dnia i okazuje się, że przestajesz być obywatelem, bo masz niewłaściwe nazwisko albo zbyt bliskie powiązania z mugolami.- Mówił powoli, niemal spokojnie.-Dziś rzucają w kogoś czosnkiem, jutro wprowadzą listę osób, których nie obsługujemy w barach. A za kilka lat...- Zerknął na dziewczynę. Nie dokończył. Nie musiał. Ona na pewno rozumiała.
Zamiast tego wzruszył ramionami i posłał jej lekki uśmiech, jakby chciał złagodzić ciężar własnych słów.
-Ale nie będę cię zanudzał moimi przemyśleniami. Pewnie masz już dość tych tematów.- Powiedział, strzepując popiół z papierosa.-Może zamiast myśleć co nas czeka, napijemy się czegoś mocniejszego? Albo, jeśli wolisz, możemy po prostu zapalić w ciszy.- Isaac ostatnio często zarzucał haczyk, ostrożnie sondując grunt w rozmowach o polityce i sytuacji w świecie czarodziejów. Nie robił tego nachalnie - nie miał zamiaru nikogo cisnąć, zmuszać do opowiedzenia się po którejkolwiek stronie. Był cierpliwy. Wiedział, że ludzie najwięcej zdradzają nie wtedy, gdy się ich naciska, ale wtedy, gdy czują się swobodnie. Jeśli rozmówca chwytał temat, kontynuował, a jeśli nie, to zawsze znajdował sposób, by odpuścić i gładko zmienić kierunek rozmowy.
Z przykrością zauważył, że gdy rozmowa schodziła na te tematy, napięta cisza, zawahanie rozmówcy i subtelne zmiany tonu głosu tylko potwierdzały, jak głębokie są podziały w społeczeństwie. To było jak mapowanie niewidzialnej sieci wpływów - nie każdy mówił wprost, ale wystarczyło słuchać, czytać między wierszami.
Prędzej czy później każdy będzie musiał się określić. On już to zrobił. Tylko że teraz chciał wiedzieć, kto jeszcze myśli jak on, kto jest po drugiej stronie barykady, a kto po prostu czeka, aż świat zdecyduje za niego.