01.02.2023, 00:20 ✶
- Jestem pewna, że gdybyśmy inaczej zaczęli tamtą rozmowę, to patrzyłabym na ciebie inaczej – ale to już wiedział, już o tym rozmawiali. Pewnie nie było sensu kolejny raz strzępić o to języka? Bo czasu przecież już nie cofną, nie będzie drugiej szansy na zrobienie pierwszego, tym razem dobrego, wrażenia. Mieli co mieli i musieli jakoś uciągnąć to, w jakim stanie była ich relacja. Poprawić ją. Stopniowo to przecież robili. Na początku grudnia przecież nie poszliby chlać na cmentarz, gdzie zupełnie spokojnie ze sobą rozmawiali. Tak normalnie – jak im minął tydzień od ich ostatniego spotkania. Teraz zaś Victoria po prostu pomału się uczyła, choćby tego, ze Sauriel wcale nie był takim skończonym dupkiem, za jakiego chciał uchodzić. Że nie był tak bez serca, jak chciał powtarzać. Że jednak brał ją pod uwagę i myślał o niej, wcale niekoniecznie źle. I ze wzajemnością, bo lestrange często łapała się na tym, że myślała sobie o tym co tam u niego słychać. Co porabia. Czy sobie radzi.
Bardzo pomalutku też zaczęła przeglądać księgi z eliksirami i składnikami, bo choć może mogła uchodzić za chodzącą encyklopedię, to nią nie była. I zastanawiała się, czy jest możliwe stworzenie właśnie takiego eliksiru… Po którym ugryzienie wampira tak bardzo by nie bolało.
Choć może na początek trzeba by było wiedzieć jaką skalę bólu należy zbić?
- Niespecjalnie za nim przepadałam – stwierdziła po prostu. Nie rozmawiali o tym w zasadzie wcześniej… Ale może powinien to wiedzieć? Że ona i Drake niekoniecznie się nawet dogadywali.
- Ach. Byłam na pogrzebie Simone Malfoy. Jeszcze była rocznica śmierci Drake’a. Nie lubiłam go, ale źle wspominam tamten dzień, zresztą nie życzyłam mu śmierci – kiedy zginął, ona pracowała. I była jedną z osób, które musiały sprzątnąć zawalony mugolski dom, w którym były jego zgniecione i spalone zwłoki. Nawet nie wiedziała wtedy, że zbiera swojego narzeczonego. - I jakiś taki ten tydzień był… Za dużo zadumy – stwierdziła po prostu i przysunęła sobie nos do szyjki butelki z miodem. Uśmiechnęła się pod nosem. - No wiesz? Tak inne panny- - podrywać, ale nie dokończyła bo wtedy usłyszeli to pierwsze BLEEE.
- Sam jesteś dzieciak, smarku – odpowiedział mu głos i wtedy z powietrza tuż obok Sauriela wyłonił się… duch. Który przez niego przeleciał i gdyby Sauriel był człowiekiem, to pewnie poczułby nagłe uderzenie chłodu. Na pewno jednak mógł sobie to wyobrazić – pewnie w Hogwarcie poczuł to nie raz i nie dwa razy. - Kieeedyś ta młoodzież była bardziej wychowana, no naprawdę, jak Merlina kocham – wystękał. To był mężczyzna, ewidentnie, który wyglądał, jakby lała się z niego woda – ale nic takiego się w rzeczywistości nie działo. - Ooooojj taaak, kieeeeedyś to byyyłoooo - zamarudził i pogleciał kawałek dalej, gapiąc się tępo w przestrzeń przed nimi.
- Myślałam, że zawału dostanę – wydusiła z siebie w końcu i jeszcze raz uderzyła się w mostek po czym zakaszlała. Paliło ją gardło z niedawnego bólu i skurczu, no i z tego, że to jednak był alkohol. - Musisz nam przeszkadzać w spokojnym piciu? – przez moment nie wiedziała, czy ma go ignorować czy nie, ale ostatecznie uznała, że tyle duchowi powie: że jest, cholera jasna, niegrzeczny i NIEWYCHOWANY.
- Bleblebleleeeee czy możesz nie przeszkadzać blablablaaaa – brzmiało to jakby przedrzeźniał Victorię, stojąc (lewitując) tyłem do nich, po czym się odwrócił, przeleciał żałośnie (!) przez kobietę i za jej plecami ponownie zaczął swoje - Bleeeeeeeeeeeblllllllleeeeeeeeeeeebleeeeeeeeeeee.
Bardzo pomalutku też zaczęła przeglądać księgi z eliksirami i składnikami, bo choć może mogła uchodzić za chodzącą encyklopedię, to nią nie była. I zastanawiała się, czy jest możliwe stworzenie właśnie takiego eliksiru… Po którym ugryzienie wampira tak bardzo by nie bolało.
Choć może na początek trzeba by było wiedzieć jaką skalę bólu należy zbić?
- Niespecjalnie za nim przepadałam – stwierdziła po prostu. Nie rozmawiali o tym w zasadzie wcześniej… Ale może powinien to wiedzieć? Że ona i Drake niekoniecznie się nawet dogadywali.
- Ach. Byłam na pogrzebie Simone Malfoy. Jeszcze była rocznica śmierci Drake’a. Nie lubiłam go, ale źle wspominam tamten dzień, zresztą nie życzyłam mu śmierci – kiedy zginął, ona pracowała. I była jedną z osób, które musiały sprzątnąć zawalony mugolski dom, w którym były jego zgniecione i spalone zwłoki. Nawet nie wiedziała wtedy, że zbiera swojego narzeczonego. - I jakiś taki ten tydzień był… Za dużo zadumy – stwierdziła po prostu i przysunęła sobie nos do szyjki butelki z miodem. Uśmiechnęła się pod nosem. - No wiesz? Tak inne panny- - podrywać, ale nie dokończyła bo wtedy usłyszeli to pierwsze BLEEE.
- Sam jesteś dzieciak, smarku – odpowiedział mu głos i wtedy z powietrza tuż obok Sauriela wyłonił się… duch. Który przez niego przeleciał i gdyby Sauriel był człowiekiem, to pewnie poczułby nagłe uderzenie chłodu. Na pewno jednak mógł sobie to wyobrazić – pewnie w Hogwarcie poczuł to nie raz i nie dwa razy. - Kieeedyś ta młoodzież była bardziej wychowana, no naprawdę, jak Merlina kocham – wystękał. To był mężczyzna, ewidentnie, który wyglądał, jakby lała się z niego woda – ale nic takiego się w rzeczywistości nie działo. - Ooooojj taaak, kieeeeedyś to byyyłoooo - zamarudził i pogleciał kawałek dalej, gapiąc się tępo w przestrzeń przed nimi.
- Myślałam, że zawału dostanę – wydusiła z siebie w końcu i jeszcze raz uderzyła się w mostek po czym zakaszlała. Paliło ją gardło z niedawnego bólu i skurczu, no i z tego, że to jednak był alkohol. - Musisz nam przeszkadzać w spokojnym piciu? – przez moment nie wiedziała, czy ma go ignorować czy nie, ale ostatecznie uznała, że tyle duchowi powie: że jest, cholera jasna, niegrzeczny i NIEWYCHOWANY.
- Bleblebleleeeee czy możesz nie przeszkadzać blablablaaaa – brzmiało to jakby przedrzeźniał Victorię, stojąc (lewitując) tyłem do nich, po czym się odwrócił, przeleciał żałośnie (!) przez kobietę i za jej plecami ponownie zaczął swoje - Bleeeeeeeeeeeblllllllleeeeeeeeeeeebleeeeeeeeeeee.