02.03.2025, 20:29 ✶
Korespondencja poprzedniego dnia, a raczej wyjec, którego Charles otrzymał rankiem, przelał czarę goryczy. Cokolwiek źle zrobił, czy nie należały się najpierw wyjaśnienia? Poza tym, czym był Necronomicon i gdzie leżała jego wina? Tego nie wiedział i póki ojciec nie powie mu więcej, nie zamierzał zastanawiać się nad tym więcej. Podejrzewał, że mogła być to sprawa z Baldwinem... ale jeśli Scarlett poszła ze skargą do Richarda, to znaczyło źle tylko o niej. Charles miał swoje powody, które chętnie przedstawi ojcu.
Po miłym wieczorze ze Scyllą i Rodolphusem miał nadejść niezbyt miły poranek z ojcem. Dlaczego w ogóle zgodził się spotkać w mieszkaniu, tego nie wiedział. Rano zdążył tylko ogarnąć salon, w którym wciąż walały się resztki świec i brokat. Zbyt wiele brokatu, który pokrywał niemal wszystkie powierzchnie, skrząc się drobinkami, gdy wydawało się, że zostało posprzątane. Sam Charles również miał brokat, najwięcej we włosach, i nawet kolejny prysznic ich nie wywabił. Będzie musiał radzić sobie z tą osobliwą ozdobą we włosach przez przynajmniej kolejny dzień.
Szykował się do pracy jak zawsze. Kiedy usłyszał pukanie do drzwi, wciąż wiązał krawat - ten przeklęty pasek materiału nie chciał współpracować! Przed sobą miał jeszcze śniadanie, ale to miał plan zjeść razem z ojcem. Może nad jedzeniem Richard nie będzie wrzeszczał i rozwodził się nad tym, jakim rozczarowaniem jest jego syn.
- Tato. Dzień dobry. - Przywitał Richarda, otwierając mu drzwi. Nie rzucił mu się na szyję, nie uśmiechnął się nawet. Był ostrożny, nastawiony na konfrontację, której nie miał szans wygrać, jeśli ojciec na coś się uprze. Taki już był. - Wejdź. - Zaprosił do środka, lecz nie gestem, bo dłonie zajęte miał krawatem.
Po miłym wieczorze ze Scyllą i Rodolphusem miał nadejść niezbyt miły poranek z ojcem. Dlaczego w ogóle zgodził się spotkać w mieszkaniu, tego nie wiedział. Rano zdążył tylko ogarnąć salon, w którym wciąż walały się resztki świec i brokat. Zbyt wiele brokatu, który pokrywał niemal wszystkie powierzchnie, skrząc się drobinkami, gdy wydawało się, że zostało posprzątane. Sam Charles również miał brokat, najwięcej we włosach, i nawet kolejny prysznic ich nie wywabił. Będzie musiał radzić sobie z tą osobliwą ozdobą we włosach przez przynajmniej kolejny dzień.
Szykował się do pracy jak zawsze. Kiedy usłyszał pukanie do drzwi, wciąż wiązał krawat - ten przeklęty pasek materiału nie chciał współpracować! Przed sobą miał jeszcze śniadanie, ale to miał plan zjeść razem z ojcem. Może nad jedzeniem Richard nie będzie wrzeszczał i rozwodził się nad tym, jakim rozczarowaniem jest jego syn.
- Tato. Dzień dobry. - Przywitał Richarda, otwierając mu drzwi. Nie rzucił mu się na szyję, nie uśmiechnął się nawet. Był ostrożny, nastawiony na konfrontację, której nie miał szans wygrać, jeśli ojciec na coś się uprze. Taki już był. - Wejdź. - Zaprosił do środka, lecz nie gestem, bo dłonie zajęte miał krawatem.