Wiedziała, że sporo zależy od tego, czy uda jej się odpowiednio odwrócić uwagę od brata, który w tym momencie nieszczególnie popisywał się rozgarnięciem. Była jego starszą siostrą, musiała jakoś zareagować, jeszcze tego brakowało, żeby go stąd wywalili i zamknęli nie wiadomo gdzie. Matka na pewno nie byłaby zadowolona, właśnie dlatego wzięła do na siebie i chyba misja jej się powiodła.
Odetchnęła z ulgą, niezauważalnie, jednak dzięki temu stała się spokojniejsza. Theo został przy jej boku, nie musieli się przejmować tym, że zostaną stąd wyrzuceni, a dzięki temu też, reszta miała szansę dostać się do tego nieszczęsnego gabinetu, chociaż na tyle im się przydali.
Mrugnęła jeszcze do brata, bo widziała, że przygotował te nieszczęsne zaproszenia, a raczej ich imitacje, dzięki czemu wspólnymi siłami, jakoś wyszli cało przed zagrożenie.
- Zamierzam się wdzięczyć do kogo mam ochotę, przecież nie robię nic złego, próbuję być miła! - Uniosła nieco ton głosu, aby odpowiedzieć bratu. Wypadało chyba, aby nadal robili zamieszanie, skoro wybrańcy z ich grupy, mieli się wkraść do gabinetu niezauważeni. Mieli odwracać uwagę tłumu, jak najdłużej. Wzięła to sobie do serca i nadal grała.
- Jeśli będziesz się dalej zachowywał w ten sposób, to nie będziemy tutaj więcej mile widziani, a ja chciałam zapoznać się z tą wspaniałą kulturą, poznać nowych ludzi, dlaczego zawsze musisz być o mnie taki zazdrosny?! Nie robię przecież niczego niepoprawnego. - Co innego mogłaby zrobić, jak nie dalej unosić głos i kręcić tą dramę narzeczeńską, czy coś.
Akcja nieudana
Sukces!