02.03.2025, 22:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2025, 22:28 przez Faye Travers.)
Gdyby wiedziała, co teraz chodzi mu po głowie, być może zmieniłaby odrobinę do niego stosunek. Cały ten ich taniec-odpychaniec polegał na tym, że stąpali niby bosymi stopami po rozżarzonych węglach, przy okazji próbując strącić jedno drugiego tak, by móc łatwo wdrapać się po ciele i uratować własną skórę. Lecz niestety ani nie czytała w myślach, ani nie miała oczu dookoła głowy jak niektóre okazy, na które przyszło jej polować - nie widziała również tego ściągnięcia brwi i kroku w swoją stronę. Jej oczy były całkowicie pochłonięte obrazem, który malował się przed nią. Licho szamotało się z wściekłością godną buchorożca tak skutecznie, że bańka energii pękła niczym ta mydlana. Z ust Faye zdążyło wydobyć się tylko gardłowe warknięcie, tak nienaturalne i zwierzęce wręcz, że gdyby nie wrzaski od strony stworzeń, to jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że Traversówna nie jest do końca ludzka.
Dziewczyna już wyciągała swoją różdżkę, już rozchylała usta by wypowiedzieć formułę zaklęcia, mającego tym razem odepchnąć licho w pizdu, jak najdalej od nich, gdy na powrót wokół jego ciała uformowała się półprzezroczysta bańka. Teraz dopiero Faye zerknęła kątem oka na Leviathana, a nawet kącik ust jej drgnął gdy tak nie pilnowała swoich odruchów. Byli bezpieczni, o ile były tu tylko dwa te dziadostwa. Ale zanim to sprawdzą: musieli przetransportować je do klatki. Faye machnęła różdżką, próbując przy pomocy wytworzonego podmuchu wiatru przesunąć pierwszą wytworzoną przez Rowle bańkę w stronę otwartej klatki.
Kształtowanie na wiaterek
Rzut Z 1d100 - 6
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 48
Sukces!
Sukces!
- Do klatki gnoja - powiedziała zaskakująco pogodnym głosem, kierując bryzą w taki sposób, by bańka z lichem numer 1 znalazła się w klatce. - Mówiłeś że ile ich było?
Odruchowo wbiła wzrok w gęstwinę. Dwa, trzy... Czy Leviathan mówił jej kiedykolwiek ile tych gówien tu latało?