- Nie, jesteś czarnowidzem, pesymistą, jak zwał tak zwał. - Chujem, mujem, dzikim wężem. Nie wątpiła, że realia aktualnie były dość nieprzyjemne, jednak mimo wszystko można było w nich dostrzec chociaż odrobine światła. Jej zdaniem Ambroise skupiał się wyłącznie na tym wszystkim, co było złe. Mógł mówić, że jest realistą, ale ona w to nie wierzyła, nie po tym, co od niego ostatnio usłyszała. Skupiał się na tym, co było niewłaściwe.
Ostatnio taplali się w bagnie, tak, to było prawdą, jednak miewali swoje przebłyski, kilka chwil, momentów zupełnie niepasujących do tego obrazka, to oznaczało, że jeszcze czasem mogło być między nimi dobrze. Gdyby tylko spróbowali podchodzić do siebie nieco inaczej. Nie miała pojęcia dlaczego rozmawiali ze sobą w ten sposób, chyba próbowali po prostu jakoś sobie radzić z tym, co ich przytłaczało, nie było to jednak szczególnie zdrowe, wręcz przeciwnie. Mogli się dość mocno zranić zupełnie niepotrzebnie. Gdyby tylko, któreś z nich potrafiło przestać. To też wcale nie było takie proste, bo kiedy już pozwolili sobie popłynąć, to zupełnie nie panowali nad tym, co opuszczało ich usta. Brnęli w to dalej, bez żadnego zastanowienia, jakby faktycznie te słowa nie miały żadnego znaczenia, a przecież uderzały w nich, w jedno i w drugie, ranili się nimi dosyć mocno.
- Narracja się zmieniła, ona jest elastyczna. - Wybierała tę opcję, która jej bardziej pasowała w danej chwili, co świadczyło samo o sobie. Była kurewsko zagubiona w swoich osądach, zmieniała zdanie, w zależności od tego, jak zawiał wiatr, bo tak naprawdę nie była skłonna przyjąć jednej wersji. Zresztą sama przed chwilą mu oznajmiła, że się z nim zgadza, że to był koniec, że ich czas nadszedł, a teraz stała przed nim i kłóciła się z nim chuj jeden wiedział o co, a najwyraźniej i on nie wiedział, bo Roise też wydawał się być w tym zagubiony.
- Raczej rozumiem, bo znamy się przecież od dawna. - Przynajmniej kiedyś przecież go rozumiała, bez najmniejszego problemu, często bez słów, wystarczyło, że na niego spojrzała i dokładnie wiedziała, o czym myśli, czego chce. Teraz było zupełnie inaczej, nic nie było takie proste, jak mogło się wydawać. To przez to, że niby byli ze sobą szczerzy, niby sięgali po prawdę, ale miała wrażenie, że nie była ona do końca odsłonięta. Nadal ukrywali przed sobą część myśli, nie dzielili się wszystkim, co dość mocno utrudniało ustalenie czegokolwiek. Poszli więc zupełnie inną ścieżką, tą, w której rzucali w siebie bezsensownymi wyzwiskami i oskarżali się o coś, o co? Sama nie do końca umiała to stwierdzić.
Nie powinna wspomnieć o bracie, ale to też jej się wymsknęło, cóż, widać było, że zupełnie nie panowała nad tym, co padało z jej ust, bo zdecydowanie nie chciała się dzielić z Roisem swoim nowym problemem, którym był młodszy brat, wampir, uzależniony od eliksirów nasennych. To powinno interesować tylko i wyłącznie ją, nie mogła mieć o to pretensji przecież do Greengrassa, to był i wyłącznie wybór Astarotha i to, że sobie nie radził z rzeczywistością, w której musiał się odnaleźć. Musiała jakoś mu pomóc, bo była w końcu jego starszą siostrą, to do niej należał ten obowiązek, a nie do innych, postronnych osób. Nie mogła wymagać od nich jakiejkolwiek odpowiedzialności za to, co działo się z jej bratem, a i tak to zrobiła. Świadczyło to tylko i wyłącznie o tym, w jakim stanie się aktualnie znajdowała, jak bardzo straciła kontrolę. Nie chciała przecież dokładać kolejnych problemów Ambroisowi, a i tak to zrobiła.
Trafili już chyba na samo dno podczas tej kłótni, zresztą przecież sama to zauważyła, że to nie miało najmniejszego sensu. Nie wiedziała o co się kłócili, kiedyś nie sięgali po takie niskie zagrywki, jak w tej chwili. Błądzili, bardzo zabłądzili, na szczęście chyba jeszcze mieli jakieś ostatnie pokłady rozsądku, może bardzo głęboko ukryte, ale jeszcze gdzieś tam tkwiły. Była zrezygnowana, nie miała pojęcia, co uda im się osiągnąć poprzez tę rozmowę, raczej wydawało jej się, że nic, bo czego właściwie mogła spodziewać się po tym filozoficznym rozważaniu na temat chujów? To zdecydowanie było zbyt wiele. Świadczyło to tylko o tym, jak bardzo się zagubili i nie panowali nad tym, co się wokół nich działo. Kiedyś nie doprowadziliby do tego, żeby poruszać równie ambitne tematy.
Najwyraźniej i Ambroise zauważył absurd tej całej sytuacji, bo kiedy się odezwał zupełnie zszedł tonu. Zaskoczył ją tym nagłym opamiętaniem się, to wybiło ją z rytmu, po raz kolejny. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, przeszywała go wzrokiem, naprawdę tego chciał? Naprawdę sądził, że tego właśnie potrzebowali? Nie ruszyła się jednak z miejsca, bo dość mocno ją zdziwiła jego zmiana zachowania.
Naprawdę chciał, żeby teraz, po tym wszystkim znalazła się w jego ramionach? Nie mogła w to uwierzyć, to znaczy nie było to też niczym nietypowym, bo przecież nieraz w swoim życiu zaliczyli już kłótnię, tyle, że ta była nieco inna. Dużo bardziej przykra, zupełnie się w niej nie miarkowali i rzucali w siebie naprawdę kąśliwymi uwagami. Odetchnęła więc głęboko, chyba próbowała podjąć decyzję, co właściwie powinna zrobić. Nie żywiła do niego urazy, wiedziała, dlaczego ta sytuacja między nimi była tak okropnie napięta.
Nie ruszyła się z miejsca mimo tego, że widziała do czego zmierza, tym razem jednak nie musiała tego robić. W mgnieniu oka znalazł się tuż przy niej i zamknął ją w swoich ramionach. Tego się nie spodziewała, zupełnie. Pozwoliła mu to zrobić, bo dlaczego miałaby go teraz odrzucić? Miała świadomość, że to co się między nimi przed chwilą wydarzyło uderzyło i w nią i w niego, to nie było jednostronne.
Był przemoczony, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało, zresztą ona kiedy się pojawiła w jego gabinecie zrobiła to samo, też znalazła się w jego ramionach po spacerze w deszczu. Z początku jej ciało było nieco napięte, jednak bardzo szybko się rozluźniła, kiedy poczuła ciepło bijące od mężczyzny, jego zapach przemieszany z zapachem wilgoci, po tym jak znaleźli się na dachu.
To wystarczyło, aby się uspokoiła, by te emocje, które jeszcze przed chwilą nią targały opadły. Zawsze dużo łatwiej przychodziło im porozumiewanie się przy pomocą gestów, to je wybierali, a nie słowa. Tym razem chyba również niosło to za sobą większe przesłanie.
Nie zamierzała go okładać, to nie był odpowiedni moment, nie kiedy zeszły z niej już te wszystkie negatywne emocje. Zamiast tego po prostu przymknęła oczy i napawała się po raz kolejny tą wspólną chwilą i bliskością, którą wybrał. Może nie powinna zakłócać tej ciszy, która teraz ich otulała, ale wypadałoby jednak się odezwać. - Przepraszam. - Mruknęła cicho, bo wypadało przecież przeprosić go za to, że przed chwilą wyzywała go od chujów i chujków, to w ogóle nie powinno mieć miejsca i zdawała sobie bardzo dobrze z tego sprawę. Niby była sfrustrowana, to jednak nie powinno być wytłumaczeniem tego zachowania.