03.03.2025, 08:21 ✶
- Trochę chyba jestem, faktycznie - mruknął, bardziej do siebie, niż do niej, bo jakby nie patrzeć w jakoś udało mu się ją złapać. Co prawda w sposób równie głupi co przypadkowy, ale nie zamierzał się na tym w tym momencie aż tak bardzo roztrząsać. Widać jednak było, że ta pyskówka należała do tych z rodzaju niskich lotów i wyrzuconych z siebie ze zmęczenia i raczej nisko zawieszonego poczucia obowiązku, by bronić się czym tylko miało się pod ręką. Nigdy nie uważał jej za przesadnie kreatywną, jeśli chodziło o słowne utarczki, ale w teraz trochę biła samą siebie i jego też na głowę. Ściągnął usta w wyrazie zastanowienia, przez moment tylko patrząc na nią, jak nagle zastygnięty w wyczekiwaniu gad.
Doczekał się, ale chyba nie tego czego się spodziewał. Wymruczane przeprosiny były raczej czymś, co ani razu nie znalazło się w możliwym scenariuszu tego, jak mogła potoczyć się ta rozmowa. Wszystko sprowadzało się do jakiejś niepisanej zasady, że siebie nie przepraszali. Byli szorstcy, drażniący i na pewno nie spolegliwi wobec siebie.
Rowle podrapał się po nieco szorstkim policzku, z dziwną manierą posągu, który był w stanie poruszyć tylko jedną kończyną, jednocześnie nie drgnąwszy wszędzie indziej nawet o milimetr. W głowie widział, że otwiera się przed nim jakieś dziwne okienko i gdyby tylko sprawnie wcisnął w nowopowstałą szparę otwór, to może dowiedziałby się czegoś ciekawego. Nie był tylko pewien czy chciał to robić.
Los jednak zdecydował za niego, albo raczej za nich, bo Faye nie wyglądała jakby robiła to specjalnie - bo to przecież było pierwsze, co przyszło mu do głowy. Że teraz, kiedy gotowi byli walczyć o miejsce w kolejce do Lazarusa, to był jej sposób na pierwszeństwo. W pierwszym odruchu w ogóle chciał zrobić krok w tył i pozwolić jej polecieć tam gdzie chciała, ale zamiast tego wyciągnął rękę na której mogła znaleźć podporę.
- Powinnaś usiąść - szkoda, że ministerialne korytarze nie były stworzone do posiadówek. Tu się wchodziło i wychodziło, a przysiąść można było sobie w biurach. Większość rzeczy pewnie i tak załatwiało się za pomocą sowy. - Teraz już musisz powiedzieć co się stało, albo odniosę cię do stołówki i tam zostawię. A nie wrócisz póki nie nabierzesz sił - kąciki jego ust drgnęły w marnym żarcie podszytym groźbą bez pokrycia, ale w oczach czaiło się gdzieś zaciekawienie.
Doczekał się, ale chyba nie tego czego się spodziewał. Wymruczane przeprosiny były raczej czymś, co ani razu nie znalazło się w możliwym scenariuszu tego, jak mogła potoczyć się ta rozmowa. Wszystko sprowadzało się do jakiejś niepisanej zasady, że siebie nie przepraszali. Byli szorstcy, drażniący i na pewno nie spolegliwi wobec siebie.
Rowle podrapał się po nieco szorstkim policzku, z dziwną manierą posągu, który był w stanie poruszyć tylko jedną kończyną, jednocześnie nie drgnąwszy wszędzie indziej nawet o milimetr. W głowie widział, że otwiera się przed nim jakieś dziwne okienko i gdyby tylko sprawnie wcisnął w nowopowstałą szparę otwór, to może dowiedziałby się czegoś ciekawego. Nie był tylko pewien czy chciał to robić.
Los jednak zdecydował za niego, albo raczej za nich, bo Faye nie wyglądała jakby robiła to specjalnie - bo to przecież było pierwsze, co przyszło mu do głowy. Że teraz, kiedy gotowi byli walczyć o miejsce w kolejce do Lazarusa, to był jej sposób na pierwszeństwo. W pierwszym odruchu w ogóle chciał zrobić krok w tył i pozwolić jej polecieć tam gdzie chciała, ale zamiast tego wyciągnął rękę na której mogła znaleźć podporę.
- Powinnaś usiąść - szkoda, że ministerialne korytarze nie były stworzone do posiadówek. Tu się wchodziło i wychodziło, a przysiąść można było sobie w biurach. Większość rzeczy pewnie i tak załatwiało się za pomocą sowy. - Teraz już musisz powiedzieć co się stało, albo odniosę cię do stołówki i tam zostawię. A nie wrócisz póki nie nabierzesz sił - kąciki jego ust drgnęły w marnym żarcie podszytym groźbą bez pokrycia, ale w oczach czaiło się gdzieś zaciekawienie.