03.03.2025, 10:23 ✶
Czy ona kiedykolwiek spojrzała na kogoś jak na coś zepsutego? Czy kiedykolwiek dała komukolwiek odczuć że jest gorszy tylko i wyłącznie przez to, że był inny? Nie. Faye Travers miała naprawdę brzydką przypadłość, która polegała na tym, że dostrzegała dobro w niemalże każdej osobie, z którą krzyżowała swoje losy. Nigdy nie traktowała nikogo protekcjonalnie czy z góry, szczególnie jeżeli ten ktoś był inny. Bo ona również była odmieńcem - i chociaż nie każdy o tym wiedział, to przecież czuła w środku złość na myśl o tym, że inni mogą traktować Lazarusa czy Leviathana gorzej tylko dlatego, że byli fizycznie inni. Leviathana jak Leviathana - można go było gnębić za to, jak parszywy miał charakter, lecz jego ojca w jakimś stopniu Traversówna podziwiała od zawsze. Współczuła mu również lecz nie dlatego, że był inny. Współczuła mu dlatego, że musiał użerać się z debilami, którzy nie rozumieli, że wystarczyło po prostu zmrużyć oczy i spojrzeć dalej niż na czubek własnego nosa. Ona miała ten komfort, że jej odmienności nie było widać na zewnątrz a jednak wszystkie te sytuacje, gdy ci, którzy wiedzieli o jej likantropii, wodzili za nią pogardliwym wzrokiem, sprawiały jej niemalże fizyczny ból. Nigdy nikogo nie skrzywdziła, zawsze się kontrolowała, robiła wszystko to, co chciało Ministerstwo: a jednak wciąż gdy mijała niektórych pracowników departamentu kontroli nad magicznymi stworzeniami, czuła że nie jest tam chciana przez to, kim była. Mogła sobie tylko wyobrazić co czuli Rowle.
Gdy Leviathan znowu burknął coś w jej kierunku, Faye przewróciła oczami, odruchowo zaciskając usta. Jej kolejną ciekawą zaletą było to, że nie traktowała ulgowo nikogo tylko dlatego, że ktoś był inny. Leviathan nie miał u niej więc absolutnie żadnej taryfy ulgowej przez to, jak wyglądał. To znaczy inaczej: gdyby się przestał odzywać tak na amen, to pewnie w końcu poczułaby do niego sympatię, ale problem leżał w tym że Traversówna dostawała szału za każdym razem, gdy ten typ otwierał usta. I nie miała zamiaru go głaskać po główce, bo wyglądał jak pół-jaszczurka i ojojojoj ludzie byli dla niego niemili.
- Tobie z kolei nieszczególnie służą. Czy ten kamień po lewej stronie twojej klatki piersiowej odczuwa jakiekolwiek emocje? - niemalże wypluła to zdanie, marszcząc gniewnie brwi. Naprawdę: nie było na świecie innej takiej osoby, która aż tak bardzo ją denerwowała. - Trzy...
Faye zamknęła porządnie klatkę i sprawdziła, czy kłódka którą wyjęła z kieszeni, na pewno wytrzyma. Po chwili wahania rzuciła jeszcze na to wszystko zaklęcie zabezpieczające, tak na wszelki wypadek, żeby tym gnojom zaraz nie przyszło do głowy, by próbować zwiać z klatki przy pomocy... No cóż, rozwalenia jej.
- No to siup - a niech sobie pierdoli co chce. Nie zepsuje jej tego - zostało jedno licho, którego trzeba było się pozbyć. Dopóki tu krążyło, nie byli w stanie zająć się tymi, które złapali. Faye ścisnęła więc różdżkę w dłoni i bez ostrzeżenia dała nura w las.
Kici kici, czy znajdę ślady licha? Percepcja
Rzut Z 1d100 - 62
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 27
Akcja nieudana
Akcja nieudana