01.02.2023, 02:18 ✶
W tej jednej kwestii Daisy zależało aż za bardzo.
Kwestia honoru, mściwej pamiętliwości i takich tam różnych. A poza tym, hej, był jej bratem! Nie wyobrażała sobie, by akurat Darcy mógł ją tak paskudnie zdradzić.
Posłała mu dziwne spojrzenie, jakby przez moment nawet rozważała na nim jakąś ogromną i straszliwą karę, gdyby postanowił złamać jej zakaz. W rzeczywistości najwyżej zmyłaby mu głowę i urządziła karczemną awanturę z płaczem, krzykiem, tupaniem, trzaskaniem drzwiami i długą litanią skarg do rodziców. Na więcej, wobec Darcy’ego – którego kochała szczerze i szczerze życzyła mu wszystkiego co najlepsze - nie było jej stać.
Roześmiała się pod nosem, gdy wspomniał o karmieniu za darmo.
- Może nawet mieliby takie malutkie krewetki w koktajlach – podchwyciła. Co prawda, kiedy ostatni raz widziała takie napoje, nie za bardzo była do nich przekonana, ale po czasie, gdy wszystko sobie przemyślała, uznała że mogłaby przynajmniej spróbować. – O połowie skandali i tak nie moglibyśmy napisać ani słowa – przypomniała, trochę mniej entuzjastycznie. – Wyobrażasz, że pozwoliliby nam puścić artykuł o tym, że Avery zdradza żonę a Mulciber sprzedaje trefne kadzidła, którymi zatruł się Black?
Choć marzycielka, Daisy wiedziała jedno: czystokrwiste snoby to czystokrwiste snoby. Pisać o takim coś niepochlebnego to jak szykować się na długą i pełną obelg tyradę połączoną z tuzinem gróźb. Co innego zaatakować czarną owcę rodu albo kogoś kto narobił aż tyle, że nie dało się tego nijak wybronić (ale wtedy musiałby broić na środku Pokątnej albo przy fontannie w Ministerstwie Magii).
Przy kapłankach, tak jak i brat – wyglądała na wcielenie zasłuchanej niewinności. Patrzyła przyjaźnie, ciepło, jakby wcale nie myślała o tym, że kapłanka wyrzuca z siebie tak nudne banały, że równie dobrze mogliby je sami sobie wymyślić bez pytania jej o zdanie.
- Och, ale przyznacie, że wizje, o których wspomniał mój brat brzmią niepokojąco, prawda? Nie wydaje wam się to odrobinę… odrobinę jakby brzmiało jak ostrzeżenie? – zapytała z zaaferowaniem, nagle wypełniającym jej głos. W tym momencie wyglądała jakby naprawdę była głęboko przejęta i zaniepokojona, a nie jakby była tylko wścibską dziennikarką, która założyła sobie, że wyciśnie z tej rozmowy cokolwiek.
- No cóż… wizje… wizje rzeczywiście są niepokojące – przyznała ostrożnie kapłanka.
- Jeśli więc Matka troszczy się o wszystkie swoje dzieci to możemy uznać, że jednocześnie próbuje nas przed czymś ostrzec? – zapytała, specjalnie nawiązując do wcześniejszych słów swojej rozmówczyni.
No dalej, pomyślała prosząco. Powiedz, że mam rację!
- Właściwie to… to można tak to ująć – zgodziła się dość nieśmiało kapłanka.
Daisy posłała jej wdzięczny, ale wciąż mocno zaaferowany uśmiech. W tej chwili, w tym różowym płaszczu, z tym zaaferowanym spojrzeniem, wyglądała na młodszą niż była w rzeczywistości.
- Jak myślicie, przed czym może próbować ostrzec nas Matka?
Na policzkach kapłanki pojawiły się rumieńce. Pewnie już wiedziała jakiej odpowiedzi oczekiwała dziennikarka i nieszczególnie chciała jej udzielić. Może dlatego, że wolała nie wzbudzać paniki?
- Myślę, że… że Matka chciałaby byśmy w tych trudniejszych dniach byli ostrożniejsi i otaczali większą opieką tych, których kochamy – wybrnęła wreszcie, ale na tyle miernie, że od biedy dało się jej słowa jakoś ciekawiej ograć w artykule.
- Słyszałam jeszcze, że podczas przygotowań zdarzył się wypadek. To nie było nic poważnego? – zaryzykowała Daisy.
Nic nie słyszała o żadnym wypadku, ale przygotowania do wielkiego święta były przygotowaniami do wielkiego święta. Z pewnością ktoś zaliczył tu jakiś wypadek. Jak będą mieli szczęście, to Kapłanka sama dopowie im resztę.
- Na szczęście nie – odpowiedziała szybko, chyba bardziej zadowolona ze zmiany tematu niż zastanawiając się nad tym, co właściwie mówiła. – Choć jeden z czarodziei pomagających przy przygotowaniach, spadł z rusztowania, to innemu udało się w porę zareagować. Tylko obydwaj połamali sobie ręce, ale, na szczęście, w Św. Mungo uporali się z tym w kilka chwil. – zapewniła.
Daisy posłała bratu całkiem zadowolone spojrzenie. No, o tym, że Beltaine prawie zaliczyło krwawą ofiarę, mogli pisać…
- Dziękujemy za rozmowę – zakończyła, zanim kapłanka zrozumiała, co właściwie powiedziała i kategorycznie zabroniłaby im o tym pisać.
Odeszła z bratem na bok.
- Udałoby ci się jeszcze je podsłuchać? – zapytała. – Może powiedzą coś ciekawego, teraz kiedy już zaszczepiłeś im w głowach myśli, że niepokojące wizje mogą być związane z jakimś niebezpieczeństwem… - sama nawet, chociaż wcale nie interesowała się polityką, potrafiłaby powiedzieć o jakie zagrożenie mogłoby chodzić. Oczywiście o tym raczej nie mogli napisać w "Proroku", ale parę zdań o tym, że kapłanki zalecają dbanie o własne bezpieczeństwo, już tak.
Kwestia honoru, mściwej pamiętliwości i takich tam różnych. A poza tym, hej, był jej bratem! Nie wyobrażała sobie, by akurat Darcy mógł ją tak paskudnie zdradzić.
Posłała mu dziwne spojrzenie, jakby przez moment nawet rozważała na nim jakąś ogromną i straszliwą karę, gdyby postanowił złamać jej zakaz. W rzeczywistości najwyżej zmyłaby mu głowę i urządziła karczemną awanturę z płaczem, krzykiem, tupaniem, trzaskaniem drzwiami i długą litanią skarg do rodziców. Na więcej, wobec Darcy’ego – którego kochała szczerze i szczerze życzyła mu wszystkiego co najlepsze - nie było jej stać.
Roześmiała się pod nosem, gdy wspomniał o karmieniu za darmo.
- Może nawet mieliby takie malutkie krewetki w koktajlach – podchwyciła. Co prawda, kiedy ostatni raz widziała takie napoje, nie za bardzo była do nich przekonana, ale po czasie, gdy wszystko sobie przemyślała, uznała że mogłaby przynajmniej spróbować. – O połowie skandali i tak nie moglibyśmy napisać ani słowa – przypomniała, trochę mniej entuzjastycznie. – Wyobrażasz, że pozwoliliby nam puścić artykuł o tym, że Avery zdradza żonę a Mulciber sprzedaje trefne kadzidła, którymi zatruł się Black?
Choć marzycielka, Daisy wiedziała jedno: czystokrwiste snoby to czystokrwiste snoby. Pisać o takim coś niepochlebnego to jak szykować się na długą i pełną obelg tyradę połączoną z tuzinem gróźb. Co innego zaatakować czarną owcę rodu albo kogoś kto narobił aż tyle, że nie dało się tego nijak wybronić (ale wtedy musiałby broić na środku Pokątnej albo przy fontannie w Ministerstwie Magii).
Przy kapłankach, tak jak i brat – wyglądała na wcielenie zasłuchanej niewinności. Patrzyła przyjaźnie, ciepło, jakby wcale nie myślała o tym, że kapłanka wyrzuca z siebie tak nudne banały, że równie dobrze mogliby je sami sobie wymyślić bez pytania jej o zdanie.
- Och, ale przyznacie, że wizje, o których wspomniał mój brat brzmią niepokojąco, prawda? Nie wydaje wam się to odrobinę… odrobinę jakby brzmiało jak ostrzeżenie? – zapytała z zaaferowaniem, nagle wypełniającym jej głos. W tym momencie wyglądała jakby naprawdę była głęboko przejęta i zaniepokojona, a nie jakby była tylko wścibską dziennikarką, która założyła sobie, że wyciśnie z tej rozmowy cokolwiek.
- No cóż… wizje… wizje rzeczywiście są niepokojące – przyznała ostrożnie kapłanka.
- Jeśli więc Matka troszczy się o wszystkie swoje dzieci to możemy uznać, że jednocześnie próbuje nas przed czymś ostrzec? – zapytała, specjalnie nawiązując do wcześniejszych słów swojej rozmówczyni.
No dalej, pomyślała prosząco. Powiedz, że mam rację!
- Właściwie to… to można tak to ująć – zgodziła się dość nieśmiało kapłanka.
Daisy posłała jej wdzięczny, ale wciąż mocno zaaferowany uśmiech. W tej chwili, w tym różowym płaszczu, z tym zaaferowanym spojrzeniem, wyglądała na młodszą niż była w rzeczywistości.
- Jak myślicie, przed czym może próbować ostrzec nas Matka?
Na policzkach kapłanki pojawiły się rumieńce. Pewnie już wiedziała jakiej odpowiedzi oczekiwała dziennikarka i nieszczególnie chciała jej udzielić. Może dlatego, że wolała nie wzbudzać paniki?
- Myślę, że… że Matka chciałaby byśmy w tych trudniejszych dniach byli ostrożniejsi i otaczali większą opieką tych, których kochamy – wybrnęła wreszcie, ale na tyle miernie, że od biedy dało się jej słowa jakoś ciekawiej ograć w artykule.
- Słyszałam jeszcze, że podczas przygotowań zdarzył się wypadek. To nie było nic poważnego? – zaryzykowała Daisy.
Nic nie słyszała o żadnym wypadku, ale przygotowania do wielkiego święta były przygotowaniami do wielkiego święta. Z pewnością ktoś zaliczył tu jakiś wypadek. Jak będą mieli szczęście, to Kapłanka sama dopowie im resztę.
- Na szczęście nie – odpowiedziała szybko, chyba bardziej zadowolona ze zmiany tematu niż zastanawiając się nad tym, co właściwie mówiła. – Choć jeden z czarodziei pomagających przy przygotowaniach, spadł z rusztowania, to innemu udało się w porę zareagować. Tylko obydwaj połamali sobie ręce, ale, na szczęście, w Św. Mungo uporali się z tym w kilka chwil. – zapewniła.
Daisy posłała bratu całkiem zadowolone spojrzenie. No, o tym, że Beltaine prawie zaliczyło krwawą ofiarę, mogli pisać…
- Dziękujemy za rozmowę – zakończyła, zanim kapłanka zrozumiała, co właściwie powiedziała i kategorycznie zabroniłaby im o tym pisać.
Odeszła z bratem na bok.
- Udałoby ci się jeszcze je podsłuchać? – zapytała. – Może powiedzą coś ciekawego, teraz kiedy już zaszczepiłeś im w głowach myśli, że niepokojące wizje mogą być związane z jakimś niebezpieczeństwem… - sama nawet, chociaż wcale nie interesowała się polityką, potrafiłaby powiedzieć o jakie zagrożenie mogłoby chodzić. Oczywiście o tym raczej nie mogli napisać w "Proroku", ale parę zdań o tym, że kapłanki zalecają dbanie o własne bezpieczeństwo, już tak.