Prawie zamknął drzwi przed nosem Dumy, który zerwał się i poszedł krok w krok za nim - ale wpuścił go do środka. Pozwolił jarczukowi przejść, zanim sam sięgnął drżącymi dłońmi do umywalki. Odkręcił kran. Głównie po to, żeby w razie czego zagłuszyć swój głęboki wdech. Zaraz po tym nie był już TYLKO po to. Ochlapał sobie twarz i pozwolił sobie na to, by zsunąć się na kafelki przy tej szumiącej wodzie. Duma zapiszczał, trącił go nosem - uniósł więc dłoń kolejny raz i znów przesunął palcami po krótkiej sierści stworzenia.
Delikatność należało bronić, a skoro chciano trącać ją nożem to przewartościowanie tej sytuacji było więcej niż naturalne. Powinno być nauczką dla Flynna. Albo potrzebował większej? Takiej, żeby na pewno zapamiętał, by nigdy więcej czegoś takiego nie robić? Och tak, wcale nie zamierzał tak tego zostawić bez echa. Ale o tym Flynn dowie się dopiero po tym, jak Basilius opuści ten dom.
Siedział na zimnej podłodze, chociaż na początku nie było mu zimno. Było mu wręcz za ciepło od mulenia w brzuchu. Kolejne obrazy, których widzieć się nie chce, ale człowiek się w końcu uodparniał. Obraz za obrazem, tragedia za tragedią. Krew za krwią. Nie da się ochronić delikatności, kiedy nie ma żadnych jej obrońców. Och, byli - tylko nie tutaj. I jak pech chciał - nigdy nie byli w stanie ustrzec przed wszystkich Laurenta, który miał zwyczajnego pecha w życiu, a niektórym z tych nieszczęść dopomagali osoby, których kuło w oczy układanie sobie życia jakkolwiek lepiej. Może kiedyś zostanie tylko notatka w tym dzienniku, który nosił, że już się stało. Że poszło mu znacznie łatwiej, niż lekko.
Szybko zaczął odtajać i dreszcze przebiegły po jego ciele. Szybko zaczęło mu się robić zimno. Szybko wyschła woda na jego twarzy. Duma trzymał łeb na jego nogach i szybko też poczuł jego ciężar. Odetchnął, podrapał go za uchem i zaczął się podnosić. Chyba lepiej, że nie skręciło go tak, żeby zwymiotować. Albo... chyba gorzej. Odliczał każdą kolejną rysę na szkle, która zamazywała pogląd na piękno. Kiedy widzisz wystarczająco wiele brudu, przestajesz się nim tak przejmować.
Przemył twarz jeszcze raz, zakręcił kran. Nastała cisza, a on zawisnął nad umywalką, starając się wsłuchać w rozmowę w salonie. Niczego nie słyszał. Żadnych podniesionych głosów. Żadnego rabanu, który zwiastowałby najgorszą z klęsk. Otarł skórę ręcznikiem, przesunął grzebieniem po włosach, nieszczególnie się śpiesząc i powoli wyszedł na korytarz. Nie zamierzał panom przerywać, kiedy wolnym krokiem, z Dumą przy boku, powoli wrócił do stołu.