Uśmiech nie schodził Heather z twarzy od kiedy zobaczyła Camerona, oczy jej błyszczały, naprawdę lubiła jego towarzystwo i cieszyła się, że spędzą dzisiaj razem trochę czasu. Szczególnie, że mieli trochę rzeczy do obgadania, więc dobrze połączyć przyjemne z użytecznym. - Jaka przesada, idealnie komponuje się z Twoimi oczami. - Nie miała najmniejszego problemu z sypaniem komplementami z rękawa, szczególnie kiedy chodziło o Lupina. Sprawiało jej to przyjemność i wiedziała, że również jego podbudowuje w pewien sposób.
Wood wybrała stolik na uboczu, żeby mogli sobie na spokojnie porozmawiać. Inaczej pewnie nie poruszałaby tego tematu, w końcu musieli być ostrożni, nie wiadomo gdzie i kiedy spotkać mogą kogoś kto mógłby zaszkodzić sprawie. Sprawa była poważna, w końcu zamordowali Christie i brata Charliego, a również prawie i jego. Nie wróżyło to nic dobrego. Wood również słała sowy do Charliego, tak jak ją prosił. W końcu istotne było, aby udawali, że wszystko jest jak dawniej i że nic nie wiedzą, musieli odgrywać te role, co wcale nie należało do najłatwiejszych czynności.
- Tak, ma szczęście, że znalazł sobie miejsce, przynajmniej na teraz, nie wiem, jak długo może tam zostać. Ten pomysł z nową tożsamością, też nie najgorszy. - Nachyliła się bliżej twarzy Camerona i mówiła szeptem, nie chciała, żeby którekolwiek z tych słów dotarły do kogoś kto siedział niedaleko.
- Też się trochę boję, bo wiem, jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji. Martwi mnie, że chęć pomszczenia ich może przejąć władzę nad jego zdrowym rozsądkiem. - Nie oszukiwała się, że będzie inaczej. Śmierciożercy zabili bliskich Charlesa i na niego polowali. On na pewno nie będzie chciał tego tak zostawić. - On wie, że ma nasze wsparcie, martwię się jednak, że będzie działał sam, wolałabym tego uniknąć. - Już lepiej, żeby miał ich przy sobie, to zawsze we trójkę jakoś sobie poradzą, takie rozwiązanie działało od lat.
- Dla mnie to samo co dla kolegi. - Powiedziała jeszcze do kelnera. Wolała zdecydowanie pozostać przy ulubionych smakach, niżeli próbować niewiadome. Szczególnie, że nawet dla niej większość nazw potraw w menu brzmiała bardzo obco.
- Nie jestem wyluzowana Cami, gotuje się we mnie. - Heather starała się tego nie pokazywać, ale roznosiło ją. Czuła się trochę odpowiedzialna, w końcu nie było jej przy Charliem podczas tego ataku. Bawili się z Cameronem w blasku fleszy, kiedy tamtych mordowano. Sama tam myśl powodowała, że robiło się jej niedobrze. - Musimy grać w tę grę, udawać, inaczej może mu się stać krzywda, a tego bym sobie nie wybaczyła. - Wiedziała, że to jest teraz najważniejsze dla Rookwooda. - Trafił w dobre miejsce, ale martwię się, że nie usiedzi za długo na dupie w spokoju, wiesz jaki on jest, a też nie możemy ciągle go pilnować. - Nie widziała żadnego rozwiązania, jedyne co to powinna porozmawiać z Brenną na temat tego wszystkiego.