01.02.2023, 21:40 ✶
Był niepocieszony. Oj, był bardzo niepocieszony. Tyle godzin spędził w tym przeklętym kasynie i tylko stracił galeony. Niech to szlag, musiał pomylić się w obliczeniach numerologicznych. Za nic w świecie nie przyzna się do swojego uzależnienia. Musiał jakoś odreagować swoją sytuację oraz wieczne odseparowanie od dostawy słońca więc przesiadywał w swoim ulubionym acz niezdrowym dla rozsądku i portfela miejscu. Nie obchodziła go pogoda bo jakby nie patrzeć, nie było mu zimno bowiem w krwiobiegu płynęła wciąż ciepła wypita w ciągu dnia krew. To bardzo zabawne odkrycie, gdzie jedyne co go interesowało to poziom nasycenia. Wiedział, że miał jeszcze parę godzin zanim będzie musiał zmyć się z powrotem do pracowni Willa i jęczeć mu, że nie wie co robić.
Powinien pójść po rozum do głowy i nie chodzić ciemnymi alejkami skoro w jednych z nich zginął. Wiedział od której trzymać się z daleka a teraz miał ochotę odwiedzić Alice, której mógłby ponarzekać na swój żywot. Szedł energicznym krokiem z kapturem na rudej głowie, i rękoma w kieszeniach kurtki. Psioczył w myślach na stracone pieniądze i zastanawiał się gdzie zasięgnąć jeszcze wróżbiarskiej rady aby następnym razem udało mu się wygrać zakłady. Nie spodziewał się, że wychodząc zza rogu na kogoś wpadnie. Wpadł zaś z pełnym impetem energicznego marszu. Od razu poczuł, że ten ktoś był zbyt miękki aby miał szansę utrzymać się na nogach. Gwałtownie się zatrzymał w kontakcie z żywą przeszkodą.
- O kurwa, przepraszam.- pełna kultura musi być, nawet w takich okolicznościach. Wyciągnął ręce z kieszeni i od razu pochylił się nad swoją ofiarą. Wróć. Nie może tak myśleć. To złe, to kuszące, to niemoralne.
- Myślałem, że to jakiś dementor czy coś. Nic ci nie jest? - wyciągnął do niej letnią w dotyku rękę aby w razie czego pomóc jej wstać. Modlił się w duchu aby nie była ranna. W takiej sytuacji z potencjalnego bohatera transmutuje się w brutalnego złoczyńcę. Zamrugał w tym półmroku betonowej uliczki i przyjrzał się osobie. Na gacie Merlina, jaka ona była mała. Źrenice Cody'ego rozszerzyły się ze szczerych obaw, że coś jej złamał a jak wiadomo, był tragiczny w jakichkolwiek medycznych potrzebach. Jeszcze nie przyjrzał się jej ślicznej twarzy; z lekką paniką patrzył czy nie widzi żadnej kości ani krwi.
- Na gacie Merlina, nie spodziewałem się tu nastolatki. Uciekłaś ze szkoły czy jak? Sprawdź czy nic sobie nie złamałaś. - gadał aby stłamsić w sobie stresik. Nie lubił tratować ładnych dziewczyn, zwłaszcza tych o nieprzeciętnej urodzie.
Powinien pójść po rozum do głowy i nie chodzić ciemnymi alejkami skoro w jednych z nich zginął. Wiedział od której trzymać się z daleka a teraz miał ochotę odwiedzić Alice, której mógłby ponarzekać na swój żywot. Szedł energicznym krokiem z kapturem na rudej głowie, i rękoma w kieszeniach kurtki. Psioczył w myślach na stracone pieniądze i zastanawiał się gdzie zasięgnąć jeszcze wróżbiarskiej rady aby następnym razem udało mu się wygrać zakłady. Nie spodziewał się, że wychodząc zza rogu na kogoś wpadnie. Wpadł zaś z pełnym impetem energicznego marszu. Od razu poczuł, że ten ktoś był zbyt miękki aby miał szansę utrzymać się na nogach. Gwałtownie się zatrzymał w kontakcie z żywą przeszkodą.
- O kurwa, przepraszam.- pełna kultura musi być, nawet w takich okolicznościach. Wyciągnął ręce z kieszeni i od razu pochylił się nad swoją ofiarą. Wróć. Nie może tak myśleć. To złe, to kuszące, to niemoralne.
- Myślałem, że to jakiś dementor czy coś. Nic ci nie jest? - wyciągnął do niej letnią w dotyku rękę aby w razie czego pomóc jej wstać. Modlił się w duchu aby nie była ranna. W takiej sytuacji z potencjalnego bohatera transmutuje się w brutalnego złoczyńcę. Zamrugał w tym półmroku betonowej uliczki i przyjrzał się osobie. Na gacie Merlina, jaka ona była mała. Źrenice Cody'ego rozszerzyły się ze szczerych obaw, że coś jej złamał a jak wiadomo, był tragiczny w jakichkolwiek medycznych potrzebach. Jeszcze nie przyjrzał się jej ślicznej twarzy; z lekką paniką patrzył czy nie widzi żadnej kości ani krwi.
- Na gacie Merlina, nie spodziewałem się tu nastolatki. Uciekłaś ze szkoły czy jak? Sprawdź czy nic sobie nie złamałaś. - gadał aby stłamsić w sobie stresik. Nie lubił tratować ładnych dziewczyn, zwłaszcza tych o nieprzeciętnej urodzie.