05.03.2025, 19:22 ✶
Jonathan nawet bez przyzwolenia kuzyna zdecydowanie wmawiał sobie pewne rzeczy, nawet jeśli jednocześnie wmawiał sobie, że nigdy nieczego sobie nie wmawiał.
– Oh, a krzyczy na nas jak urażona Krukonka – powiedział, nieco ciszej, wyraźnie rozbawiony reakcją córki Roberta na ich rozmowę. – No dobrze, nie można przecież kazać lady Crouch tak na siebie czekać, czyż nie?
Jonathan, wciąż z dużym pudłem w dłoni, ruszył za Robertem do salonu, ale zanim tam poszedł, zatrzymał się jeszcze na chwilę przed lustrem, by lepiej się przyjrzeć swojemu nowemu-staremu odbiciu. Wyglądał... Młodo. Ani jednej zmarszczki, chyba że się uśmiechał. Ani jednego siwego kosmyka na czole, które niby nie traktował z wrogością, bo dodawały mu uroku, a jednak wolał je częściej, niż rzadziej farbować. A najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że o ile chętnie odmłodziłby się o kilka lat, tak za nic na świecie nie wróciłby ponownie do czasów Hogwartu. Nie dlatego, że były złe. Absolutnie nie. Po prostu... Nie za bardzo miał co zmieniać, a sam zdecydowanie bardziej wolał żyć chwilą obecną, niż przeszłością i nawet jeśli ppełnił kilka błędów, chociażby przy pewnym wampirze, to może i tak wyszło dobrze?
Otrząsnął się z zamyśleń i ruszył radosnym krokiem przed siebie.
– Enid! Tak, poltergeist. Na pewno będziesz się o nich uczyć. Jak się czujesz moja droga? Scrabble? Z wielką przyjemnością, ale najpierw jak widzisz mam coś dla ciebie. – Z tymi słowami postawił przed nią pudło, w którym znajdowały się, chociaż jeszcze tego nie wiedziała, dwa kryminały Agathy Christie (młoda mogła trafić do Ravenclawu, a Krukoni mieli tendencje do nie rozumienia, że nie tylko sztuką wysoką człowiek żyje), ładne wydawnie Hamleta (bo jednak sztuką wysoką człowiek powinien trochę żyć), trochę słodyczy w tym zestaw lizaków chwilowo zmieniających kolor włosów, paczkę balonów, które jeśli tylko zaczynało się w nie dmuchać, nadmuchiwały się same przybierając kształty różnych zwierząt, a także puzzle, które za pierwszym ułożeniem przedstawiały ładny, wiktoriański domek, a po drugim ten sam domek, ale w wersji nawiedzionej.
Przy okazji, zerknął zarówno na ojca i córkę swoim trzecim okiem, bo chociaż ich bazowe aury doskonale znał, tak był ciekawy jak obecnie prezentowały się ich emocje.
Aurowidzenie na Enid (percepcja III)
Aurowidzenie na Roberta (percepcja III)
– Oh, a krzyczy na nas jak urażona Krukonka – powiedział, nieco ciszej, wyraźnie rozbawiony reakcją córki Roberta na ich rozmowę. – No dobrze, nie można przecież kazać lady Crouch tak na siebie czekać, czyż nie?
Jonathan, wciąż z dużym pudłem w dłoni, ruszył za Robertem do salonu, ale zanim tam poszedł, zatrzymał się jeszcze na chwilę przed lustrem, by lepiej się przyjrzeć swojemu nowemu-staremu odbiciu. Wyglądał... Młodo. Ani jednej zmarszczki, chyba że się uśmiechał. Ani jednego siwego kosmyka na czole, które niby nie traktował z wrogością, bo dodawały mu uroku, a jednak wolał je częściej, niż rzadziej farbować. A najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że o ile chętnie odmłodziłby się o kilka lat, tak za nic na świecie nie wróciłby ponownie do czasów Hogwartu. Nie dlatego, że były złe. Absolutnie nie. Po prostu... Nie za bardzo miał co zmieniać, a sam zdecydowanie bardziej wolał żyć chwilą obecną, niż przeszłością i nawet jeśli ppełnił kilka błędów, chociażby przy pewnym wampirze, to może i tak wyszło dobrze?
Otrząsnął się z zamyśleń i ruszył radosnym krokiem przed siebie.
– Enid! Tak, poltergeist. Na pewno będziesz się o nich uczyć. Jak się czujesz moja droga? Scrabble? Z wielką przyjemnością, ale najpierw jak widzisz mam coś dla ciebie. – Z tymi słowami postawił przed nią pudło, w którym znajdowały się, chociaż jeszcze tego nie wiedziała, dwa kryminały Agathy Christie (młoda mogła trafić do Ravenclawu, a Krukoni mieli tendencje do nie rozumienia, że nie tylko sztuką wysoką człowiek żyje), ładne wydawnie Hamleta (bo jednak sztuką wysoką człowiek powinien trochę żyć), trochę słodyczy w tym zestaw lizaków chwilowo zmieniających kolor włosów, paczkę balonów, które jeśli tylko zaczynało się w nie dmuchać, nadmuchiwały się same przybierając kształty różnych zwierząt, a także puzzle, które za pierwszym ułożeniem przedstawiały ładny, wiktoriański domek, a po drugim ten sam domek, ale w wersji nawiedzionej.
Przy okazji, zerknął zarówno na ojca i córkę swoim trzecim okiem, bo chociaż ich bazowe aury doskonale znał, tak był ciekawy jak obecnie prezentowały się ich emocje.
Aurowidzenie na Enid (percepcja III)
Rzut Z 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Aurowidzenie na Roberta (percepcja III)
Rzut Z 1d100 - 92
Sukces!
Sukces!