06.03.2025, 01:13 ✶
Ambrosia miała rację - polityka magicznej Wielkiej Brytanii od dawna była w rozsypce, a manifest był tylko kolejnym etapem czegoś, co narastało latami. I Isaac mógłby się nad tym rozwodzić, analizować, debatować, rozkładać sytuację na czynniki pierwsze, ale... chyba lepiej będzie, jeśli zrobi to kiedy indziej.
Uśmiechnął się zawadiacko, wyraźnie już w swoim żywiole. Nieważne, ile przeczytał książek, ile wojen przeanalizował i jak bardzo lubił drążyć temat społecznych przemian - zawsze był przede wszystkim człowiekiem, który wolał czerpać z życia. Nie miał już więc ochoty na długie dyskusje. Myślał o czymś zupełnie innym - o tym, jak Ambrosia wyglądałaby bez tej sukienki.
-Odnawianie starych znajomości i wspólne doznania kształtują równie mocno jak podróże.- Zauważył. Z łatwością dołączył do tej gry - lekkiej, pełnej niedopowiedzeń i cichego napięcia, które narastało z każdym kolejnym gestem.
Nie cofnął ręki, kiedy Ambrosia przejechała po niej palcami. Zamiast tego, przysunął się bliżej, zupełnie jakby chciał lepiej słyszeć szeptane przez nią wróżby. Jego druga dłoń - ciepła i przyjemnie ciężka, niby to przypadkiem spoczęła na udzie dziewczyny.
-Są takie książki, których nie uświadczysz na Pokątnej.- Powiedział niskim głosem, przyglądając się jej uważnie.-Literatura zakazana, księgi pełne sekretów, które nigdy nie powinny trafić w niepowołane ręce...- Zawiesił głos, a kącik jego ust drgnął w ledwie dostrzegalnym uśmiechu. Uniósł dłoń z jej uda z niemal niedbałą swobodą, jakby był to najbardziej naturalny ruch na świecie. Przesunął ją lekko w górę, muskając opuszkami palców materiał sukni, zanim spoczęła delikatnie na drobnym ramieniu. Przez krótką chwilę tylko tak trwał, jakby dawał dziewczynie czas na reakcję, po czym leniwym, pewnym gestem odgarnął niesforny kosmyk włosów za jej ucho.
Palce sunęły dalej, powoli, z wyczuciem, aż znalazły się na jej karku. Skóra wydawała się przyjemnie ciepła, miękka pod jego dotykiem, a on nie spieszył się, pozwalając sobie na krótką chwilę eksploracji. Przesunął kciukiem po jej szyi, ledwie wyczuwalnym ruchem, jakby badał pulsującą tam pod skórą energię.
-Ale ja wykorzystuję swoją wiedzę wyłącznie w słusznych celach. Nawet tę tajemną wiedzę. Zdobytą przez wymianę doświadczeń...- Nie oderwał od Ambrosii spojrzenia, czując jak jej palce subtelnie suną po wnętrzu jego dłoni. Czuł przyjemne ciepło rozchodzące się wzdłuż przedramienia.
-A więc co mi przepowiesz? Chciałbym się zatracić...
Uśmiechnął się zawadiacko, wyraźnie już w swoim żywiole. Nieważne, ile przeczytał książek, ile wojen przeanalizował i jak bardzo lubił drążyć temat społecznych przemian - zawsze był przede wszystkim człowiekiem, który wolał czerpać z życia. Nie miał już więc ochoty na długie dyskusje. Myślał o czymś zupełnie innym - o tym, jak Ambrosia wyglądałaby bez tej sukienki.
-Odnawianie starych znajomości i wspólne doznania kształtują równie mocno jak podróże.- Zauważył. Z łatwością dołączył do tej gry - lekkiej, pełnej niedopowiedzeń i cichego napięcia, które narastało z każdym kolejnym gestem.
Nie cofnął ręki, kiedy Ambrosia przejechała po niej palcami. Zamiast tego, przysunął się bliżej, zupełnie jakby chciał lepiej słyszeć szeptane przez nią wróżby. Jego druga dłoń - ciepła i przyjemnie ciężka, niby to przypadkiem spoczęła na udzie dziewczyny.
-Są takie książki, których nie uświadczysz na Pokątnej.- Powiedział niskim głosem, przyglądając się jej uważnie.-Literatura zakazana, księgi pełne sekretów, które nigdy nie powinny trafić w niepowołane ręce...- Zawiesił głos, a kącik jego ust drgnął w ledwie dostrzegalnym uśmiechu. Uniósł dłoń z jej uda z niemal niedbałą swobodą, jakby był to najbardziej naturalny ruch na świecie. Przesunął ją lekko w górę, muskając opuszkami palców materiał sukni, zanim spoczęła delikatnie na drobnym ramieniu. Przez krótką chwilę tylko tak trwał, jakby dawał dziewczynie czas na reakcję, po czym leniwym, pewnym gestem odgarnął niesforny kosmyk włosów za jej ucho.
Palce sunęły dalej, powoli, z wyczuciem, aż znalazły się na jej karku. Skóra wydawała się przyjemnie ciepła, miękka pod jego dotykiem, a on nie spieszył się, pozwalając sobie na krótką chwilę eksploracji. Przesunął kciukiem po jej szyi, ledwie wyczuwalnym ruchem, jakby badał pulsującą tam pod skórą energię.
-Ale ja wykorzystuję swoją wiedzę wyłącznie w słusznych celach. Nawet tę tajemną wiedzę. Zdobytą przez wymianę doświadczeń...- Nie oderwał od Ambrosii spojrzenia, czując jak jej palce subtelnie suną po wnętrzu jego dłoni. Czuł przyjemne ciepło rozchodzące się wzdłuż przedramienia.
-A więc co mi przepowiesz? Chciałbym się zatracić...