06.03.2025, 12:15 ✶
Mieszkanie było uporządkowane, jak zwykle, skazą była jedynie zawinięta płachta, na której Charlie pracował, nie mając lepszej pracowni czy nawet przeznaczonego do tego kawałka blatu. Poplamiony kolorowym woskiem materiał skrywał resztki po wczorajszej bójce i przybory, razem z brokatem, a raczej resztką, którą Charlesowi udało się zebrać z powrotem do pudełka.
Dziecinny i naiwny Charlie nie wiedział o niebezpieczeństwach, jakie na niego czyhały. Wręcz przeciwnie, z upływem dni, z kolejnymi problemami, którym stawiał czoła, uważał się za dorosłego bardziej i bardziej, sądząc, że jest gotowy na wszystko, co rzuci mu los. Nawet konfrontację z ojcem. Nie spodziewał się po nim niczego innego, jak spokoju, przynajmniej na początku. Ojciec wiedział, jak ważyć słowa.
Krzywiąc lekko usta i ni to wzdychając, ni to fukając z niezadowoleniem, młody uniósł gładko ogolony podbródek, by pozwolić ojcu związać krawat. Ciemna satyna dobrze pasowała do bladoniebieskiej koszuli w prążki. Chociaż Charlie sądził, że pierwszą wypłatę wyda na przybory do świeczek, szybko okazało się, że musi odświeżyć najpierw swoją garderobę, by dobrze prezentować się w przybytku Dolohovów. Szczęśliwie od prasowania miał magię! Był cierpliwy, gdy Richard wiązał krawat z wprawą zdecydowanie większą, niż jego syn. Złość, którą budował w sobie od otwarcia oczu, powoli mijała.
- Dzięki, tato. - Mruknął, rozumiejąc, że nie może być na Richarda zły... Nawet za wyjca, nawet za rozczarowanie. Miał przecież do tego prawo, gdy Charles dał mu powód do zawodu. Zmarszczka między brwiami chłopaka wygładziła się, a na twarz wrócił neutralny wyraz. - Zjesz śniadanie, tatuś? Ja jeszcze nie jadłem, mam tosty. - Podzielił się, mając nadzieję, że tym razem ojciec skusi się na coś więcej aniżeli tylko kawę.
Pytanie o włosy zbiło go z tropu. Poprawił krawat, chowając go schludnie pod kołnierzykiem, po czym przeczesał włosy, zaraz zerkając na dłoń.
- ... Brokat? - Zgadł. - Nie przejmuj się, tato, rozsypał mi się i teraz jest wszędzie... Myślałem, że wypłukałem wszystko... Uważaj, gdzie siadasz, bo możesz mieć błyszczące spodnie. Przepraszam, tego nie da się w pełni posprzątać.
Dziecinny i naiwny Charlie nie wiedział o niebezpieczeństwach, jakie na niego czyhały. Wręcz przeciwnie, z upływem dni, z kolejnymi problemami, którym stawiał czoła, uważał się za dorosłego bardziej i bardziej, sądząc, że jest gotowy na wszystko, co rzuci mu los. Nawet konfrontację z ojcem. Nie spodziewał się po nim niczego innego, jak spokoju, przynajmniej na początku. Ojciec wiedział, jak ważyć słowa.
Krzywiąc lekko usta i ni to wzdychając, ni to fukając z niezadowoleniem, młody uniósł gładko ogolony podbródek, by pozwolić ojcu związać krawat. Ciemna satyna dobrze pasowała do bladoniebieskiej koszuli w prążki. Chociaż Charlie sądził, że pierwszą wypłatę wyda na przybory do świeczek, szybko okazało się, że musi odświeżyć najpierw swoją garderobę, by dobrze prezentować się w przybytku Dolohovów. Szczęśliwie od prasowania miał magię! Był cierpliwy, gdy Richard wiązał krawat z wprawą zdecydowanie większą, niż jego syn. Złość, którą budował w sobie od otwarcia oczu, powoli mijała.
- Dzięki, tato. - Mruknął, rozumiejąc, że nie może być na Richarda zły... Nawet za wyjca, nawet za rozczarowanie. Miał przecież do tego prawo, gdy Charles dał mu powód do zawodu. Zmarszczka między brwiami chłopaka wygładziła się, a na twarz wrócił neutralny wyraz. - Zjesz śniadanie, tatuś? Ja jeszcze nie jadłem, mam tosty. - Podzielił się, mając nadzieję, że tym razem ojciec skusi się na coś więcej aniżeli tylko kawę.
Pytanie o włosy zbiło go z tropu. Poprawił krawat, chowając go schludnie pod kołnierzykiem, po czym przeczesał włosy, zaraz zerkając na dłoń.
- ... Brokat? - Zgadł. - Nie przejmuj się, tato, rozsypał mi się i teraz jest wszędzie... Myślałem, że wypłukałem wszystko... Uważaj, gdzie siadasz, bo możesz mieć błyszczące spodnie. Przepraszam, tego nie da się w pełni posprzątać.