01.02.2023, 23:18 ✶
Niepocieszenie minęło jak ręką odjął. Uśmiechnął się od ucha do ucha na jej słowa.
- Masz rację, o swoje tyły trzeba dbać żeby absolutnie nic im się nie stało. - odważna z niej pannica, wspomina o walorach pośladkowych w ciemnej uliczce i to do zakapturzonego "napastnika", który ją dodatkowo stratował. Owszem, przeprosił, może zbyt barwnie ale zreflektował się. Na końcu języka miał parę żartów i gorętszych tekstów, które aż prosiły się o napomknięcie jednak fakt faktem nie chciał sprawić aby ta ślicznotka uciekła z wrzaskiem z ciemnej uliczki, krzycząc, że podrywa ją jakiś dziwny typ.
- Dwadzieścia sześć? Wow, zajebiście. - ucieszył się z tych informacji choć trudno stwierdzić dlaczego. Zdał sobie sprawę, że te małe stratowane stworzenie jest od niego starsze i to grubo o parę lat. Chciało mu się śmiać lecz dzielnie powstrzymywał ten odruch w napiętych i z trudem utrzymywanych w kontroli kącikach ust.
- Uff, super, że nic ci nie jest. Lepiej uważać w ciemnych zaułkach. Nie jest tu ani trochę bezpiecznie. Może lepiej przejdź bliżej oświetlonej części ulicy…- wskazał kciukiem przez swoje lewe ramię, na ścieżkę prowadzącą do głównej ulicy Pokątnej. Nie chciał jej nic sugerować ale swoją aparycją, gabarytami i zagubieniem wymalowanym na twarzy kwalifikowała się na bardzo łatwy "łup" dla rzezimieszków. Ta myśl aż zmyła z jego jasnej twarzy uśmiech i zostawiła po sobie zaciśnięcie mięśni wokół ust. Co by sobie pomyślała na wieści, że w takim oto nieciekawym miejscu natknęła się na wampira? Naprawdę miała szczęście, że niczego sobie nie rozcięła. Póki co wciąż na widok parującej krwi nie potrafił wówczas myśleć o niczym innym. To było słabe doświadczenie. Wzdrygnął się i wygonił te myśli z głowy bo gardło mogło zacząć palić żywym ogniem gdyby poświęcił temu za dużo dywagacji. Wsunął ręce do kieszeni kurtki i popatrzył na nią nieco krytycznie.
- Zdradzasz obcemu mężczyźnie, że się tu zgubiłaś…- podrapał się po policzku i posłał jej wymowne spojrzenie. Potrzebował krótkiej chwili na podjęcie decyzji.
- Mogę cię stąd wyprowadzić zanim wpadniesz w oko komuś o kiepskich zamiarach. Masz kaptur? - zerknął w kierunku jej włosów. - Nie masz kaptura. Dotransmutuję ci go, dobra?- zignorował jej tytułowanie per pan i jeśli nie miała nic przeciwko to wyciągnął różdżkę i przytknął jej kraniec do kołnierza jej kurtki. Czekał aż zbierze włosy i wtedy całkiem zgrabnym zaklęciem wyczarował tam równie zielony kaptur. Spojrzeniem zasugerował aby schowała w nim głowę.
- Rzucasz się w oczy, wyglądasz bardzo niewinnie i młodo, zgubiłaś się i jesteś do tego śliczna. To naprawdę słabe połączenie z taką uliczką o tej porze. Tam jest główna ulica, do klubokawiarni jest z dwadzieścia minut marszu. - wskazał ręką bardzo wąskie przejście między dwoma kamienicami z czerwonej cegły. Dosyć dobrze orientował się w Londynie więc znał niektóre zakamarki. Dziewczyna… a raczej kobieta miała święte prawo jego uznać za takiego nieprzyjemnego typa lecz miała szczęście, że w rzeczywistości trafiła na mężczyznę, który kobiety uwielbiał i szanował.
- Masz rację, o swoje tyły trzeba dbać żeby absolutnie nic im się nie stało. - odważna z niej pannica, wspomina o walorach pośladkowych w ciemnej uliczce i to do zakapturzonego "napastnika", który ją dodatkowo stratował. Owszem, przeprosił, może zbyt barwnie ale zreflektował się. Na końcu języka miał parę żartów i gorętszych tekstów, które aż prosiły się o napomknięcie jednak fakt faktem nie chciał sprawić aby ta ślicznotka uciekła z wrzaskiem z ciemnej uliczki, krzycząc, że podrywa ją jakiś dziwny typ.
- Dwadzieścia sześć? Wow, zajebiście. - ucieszył się z tych informacji choć trudno stwierdzić dlaczego. Zdał sobie sprawę, że te małe stratowane stworzenie jest od niego starsze i to grubo o parę lat. Chciało mu się śmiać lecz dzielnie powstrzymywał ten odruch w napiętych i z trudem utrzymywanych w kontroli kącikach ust.
- Uff, super, że nic ci nie jest. Lepiej uważać w ciemnych zaułkach. Nie jest tu ani trochę bezpiecznie. Może lepiej przejdź bliżej oświetlonej części ulicy…- wskazał kciukiem przez swoje lewe ramię, na ścieżkę prowadzącą do głównej ulicy Pokątnej. Nie chciał jej nic sugerować ale swoją aparycją, gabarytami i zagubieniem wymalowanym na twarzy kwalifikowała się na bardzo łatwy "łup" dla rzezimieszków. Ta myśl aż zmyła z jego jasnej twarzy uśmiech i zostawiła po sobie zaciśnięcie mięśni wokół ust. Co by sobie pomyślała na wieści, że w takim oto nieciekawym miejscu natknęła się na wampira? Naprawdę miała szczęście, że niczego sobie nie rozcięła. Póki co wciąż na widok parującej krwi nie potrafił wówczas myśleć o niczym innym. To było słabe doświadczenie. Wzdrygnął się i wygonił te myśli z głowy bo gardło mogło zacząć palić żywym ogniem gdyby poświęcił temu za dużo dywagacji. Wsunął ręce do kieszeni kurtki i popatrzył na nią nieco krytycznie.
- Zdradzasz obcemu mężczyźnie, że się tu zgubiłaś…- podrapał się po policzku i posłał jej wymowne spojrzenie. Potrzebował krótkiej chwili na podjęcie decyzji.
- Mogę cię stąd wyprowadzić zanim wpadniesz w oko komuś o kiepskich zamiarach. Masz kaptur? - zerknął w kierunku jej włosów. - Nie masz kaptura. Dotransmutuję ci go, dobra?- zignorował jej tytułowanie per pan i jeśli nie miała nic przeciwko to wyciągnął różdżkę i przytknął jej kraniec do kołnierza jej kurtki. Czekał aż zbierze włosy i wtedy całkiem zgrabnym zaklęciem wyczarował tam równie zielony kaptur. Spojrzeniem zasugerował aby schowała w nim głowę.
- Rzucasz się w oczy, wyglądasz bardzo niewinnie i młodo, zgubiłaś się i jesteś do tego śliczna. To naprawdę słabe połączenie z taką uliczką o tej porze. Tam jest główna ulica, do klubokawiarni jest z dwadzieścia minut marszu. - wskazał ręką bardzo wąskie przejście między dwoma kamienicami z czerwonej cegły. Dosyć dobrze orientował się w Londynie więc znał niektóre zakamarki. Dziewczyna… a raczej kobieta miała święte prawo jego uznać za takiego nieprzyjemnego typa lecz miała szczęście, że w rzeczywistości trafiła na mężczyznę, który kobiety uwielbiał i szanował.