06.03.2025, 15:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2025, 21:20 przez Anthony Shafiq.)
Szli, pędzili, Anthony konsekwentnie ignorował przedziwne stragany pełne kuriozalnych, makabrycznych, zbyt intensywnych do oglądania rzeczy. To byłoby kuszące, hipnotyczne i tracące ich niezbędny czas na to, by umknąć z pułapki. Wiedział zbyt wiele o tych klątwach by dać się złapać. Widział w upiornych duszach krążących wokół drzew parku otaczających Ambasadę zbyt wiele straconych historii, straconych żyć.
Śmiał się nawet z propozycji ciotecznego siostrzeńca, doceniając jak ten próbuje przynieść mu komfort w trudnej sytuacji. Ciężar odpowiedzialności za jego życie był słodki od lat, ale Shafiq czuł się winny, że nie przewidział tak paskudnego ruchu ze strony Jackie. Nim więc dotarli do sprzedawcy, którego oczy wraz z gałkami były czarne jak bezgwiezdne niebo podczas nowiu, zatrzymał się gwałtownie i przytulił go mocno do siebie.
– Nie targuj się, to pułapka – szepnął do chłopaka troskliwie. – Jedno wspomnienie, to mała cena. Cały czas coś zapominamy. – uśmiechnął się pocieszająco, choć udawał i to bardzo, bo było wiele wspomnień, które pielęgnował troskliwie latami. Wiele wspomnień, których nigdy, przenigdy nie chciałby stracić. Myślodsiewnia. Kupi ją po powrocie, to pewne.
Odetchnął i poklepał Jaspera po ramionach.
– Jak zastrzyk. Damy radę. – Pocieszał jego czy siebie?
Zaraz potem odwrócił się do handlarza i przemówił do niego po arabsku, chwilę potem jednak mężczyzna uśmiechnął się bardzo, bardzo szeroko, eksponując szczękę, której mleczne zęby lśniły srebrzyście.
– Wy nie pierwsi goście z kontynentu. Mogę pomóc, oczywiście. Wystarczy że spojrzenie w moje lustro – Pochylił się, by spod lady wyciągnąć ramę. Całą sceneria wokół zamgliła się lekko, kupcy i ich klienci zwolnili nieznacznie, dźwięki stały się przytłumione.
– Ja mogę pierwszy – mruknął Anthony, powstrzymując się by nie otrzeć spoconych dłoni o materiał swojego ubrania.
Śmiał się nawet z propozycji ciotecznego siostrzeńca, doceniając jak ten próbuje przynieść mu komfort w trudnej sytuacji. Ciężar odpowiedzialności za jego życie był słodki od lat, ale Shafiq czuł się winny, że nie przewidział tak paskudnego ruchu ze strony Jackie. Nim więc dotarli do sprzedawcy, którego oczy wraz z gałkami były czarne jak bezgwiezdne niebo podczas nowiu, zatrzymał się gwałtownie i przytulił go mocno do siebie.
– Nie targuj się, to pułapka – szepnął do chłopaka troskliwie. – Jedno wspomnienie, to mała cena. Cały czas coś zapominamy. – uśmiechnął się pocieszająco, choć udawał i to bardzo, bo było wiele wspomnień, które pielęgnował troskliwie latami. Wiele wspomnień, których nigdy, przenigdy nie chciałby stracić. Myślodsiewnia. Kupi ją po powrocie, to pewne.
Odetchnął i poklepał Jaspera po ramionach.
– Jak zastrzyk. Damy radę. – Pocieszał jego czy siebie?
Zaraz potem odwrócił się do handlarza i przemówił do niego po arabsku, chwilę potem jednak mężczyzna uśmiechnął się bardzo, bardzo szeroko, eksponując szczękę, której mleczne zęby lśniły srebrzyście.
– Wy nie pierwsi goście z kontynentu. Mogę pomóc, oczywiście. Wystarczy że spojrzenie w moje lustro – Pochylił się, by spod lady wyciągnąć ramę. Całą sceneria wokół zamgliła się lekko, kupcy i ich klienci zwolnili nieznacznie, dźwięki stały się przytłumione.
– Ja mogę pierwszy – mruknął Anthony, powstrzymując się by nie otrzeć spoconych dłoni o materiał swojego ubrania.
Rzut Emocje 1d25 - 19
Las (Harmonia)
Las (Harmonia)