Stella bywała, a raczej grywała na różnych uroczystościach. Towarzyszyła czarodziejom podczas tych pięknych, wartych zapamiętania dni, jak śluby, urodziny, ale zdarzało się, że przyjmowała też te mniej kolorowe propozycje. Właściwie nie do końca była zachwycona tym, że jej ojciec wrobił ją w tę grę do kotleta, ale Malfoy mówiło samo za siebie. Im się nie odmawiało, ba, wielu by pewnie chciało być na jej miejscu. Powinna być wdzięczna Jacobowi, że to wszystko zorganizował, powinna też wykazywać więcej chęci do życia, powinna wreszcie zapomnieć.
Nie tak łatwo było zapomnieć. Jak mogłaby puścić w niepamięć istnienie własnej, jedynej siostry? Za każdym razem kiedy zamykała oczy uderzał ją widok jej martwej sylwetki, w wannie, w mętnej wodzie, która była taka zimna, jak jej ciało z którego uszło życie. Pamiętała pisk, głośny pisk, który z siebie wydobyła. Później nastała ciemność. Obudziła się dopiero rano, wtedy ponownie musiała przyswoić informację o samobójstwie swojej siostry. Nie tak łatwo zapomnieć ten widok, prześladował ją nocami, wracał do niej każdego dnia. Nie umiała o tym mówić, zresztą komu miała by powiedzieć, rodzicom? Dokładać po tym wszystkim. Nie miała prawa cierpieć, przecież żyła, miała tyle lat przed sobą, nie to co Kordelia, która odebrała sobie życie. Najwyraźniej była nieszczęśliwa, choć w ogóle nie było tego po niej widać, a ona, ona była ślepa. Dotarło to do niej po wszystkim.
Próbowała spełniać oczekiwania rodziców, sądziła, że jeśli zauważą, że się trochę angażuje dadzą jej wreszcie spokój i będzie mogła wrócić do siebie do Londynu. Pojawiła się więc na pogrzebie, z wiolonczelą u boku. Ominęła uroczystość, która działa się na cmentarzu. Od razu skierowała się do miejsca, w którym miała być dalsza część ceremonii. Musiała znaleźć swoje miejsce, przygotować się do przeprowadzenia Simone Malfoy podczas jej ostatniej ścieżki. Zastanawiała się, czy pamięta żonę Elliotta Malfoya. Na pewno była od niej starsza, nie miały możliwości chodzić razem do szkoły. Pamiętała ją jednak z kilku bali, a przynajmniej miała wrażenie, że to była ona. Zapamiętała jej smutny uśmiech, kiedy stała przy boku męża, czy była kolejną kobietą którą tak bardzo bolało życie u boku wybranka na całe życie? Kto ją tam wiedział.
Stella Avery była gotowa do występu. Rozstawiona ze swoją wiolonczelą czekała, aż w środku pojawią się goście. Kiedy zaczęli się schodzić zaczęła grać. Nie byłaby sobą, gdyby nie skorzystała ze swojego uroku, w końcu lubiła gdy wszystkie oczy był skierowane w jej kierunku.
Sukces!