07.03.2025, 16:03 ✶
Powtórzył, nie myśląc nawet o tym, jak łatwo mu to przychodziło i ile zyskiwał na tej drobnej przewadze, zwinnego języka i gardzieli, mogącej dostosować się do każdego języka, którym płynnie włada choć jeden żyjący... ktokolwiek. Był też wdzięczny Rodolphusowi, że zajął się słodkim przekupstwem, o ileż jednak tańszym niż złote krążki przetaczające się czasem po ministerialnych korytarzach.
Sfinalizował rozmowę i kiedy powrócił do Rodolphusa, nie wyglądał aż tak entuzjastycznie nastawiony, jak miało to miejsce wcześniej. Jego dotknięta słońcem twarz zdradzała pewne zaniepokojenie, gdy ściągniętymi brwiami rozglądał się niezobowiązująco po okolicy, wyciągając ze złocistej papierośnicy elegancką czarną cygaretkę i oczywiście proponując ją spowinowaconemu z nim mężczyźnie.
– Nie zapowiada się to dobrze mój drogi – powiedział miękko, zaciągając się papierosem. Nie żeby lubił palić, ale czasem, w dni takie jak ten, gdy słońce ledwie za moment osiągnie swoje letnie przesilenie, dobrze było sięgnąć po tytoń. Pasowało to do atmosfery, do aury tego miejsca i leniwej sjesty przetkanej morską bryzą.
– Biały kot okazał się kawiarenką pół mili stąd, w tamtym kierunku. Niestety ów mężczyzna nie był mi w stanie opowiedzieć czegokolwiek więcej o tej guślarce, ponad fakt, że przyjmuje ona każdego, kto niedomaga i że ów zupełnie zwyczajnego mężczyznę wyleczyła z podagry, bardzo zwyczajnej choroby. – Uniósł brwi wysoko przy słowie "każdego", po czym przetoczył oczami po okolicy. – Każdego oznacza dosłownie każdego – skrzywił się, znając zapatrywania swojego towarzysza na zarówno mugoli, jak i tych, którzy czasem wychodząc z jego łona mieli predyspozycje magiczne. Sam z resztą pozostawał niechętny – Szczerze mówiąc straciłem trochę zapał do tego, aby tam iść. Myśl o tym, że drzwi otwarte realnie to właśnie oznaczają, napawa mnie sporą niechęcią. Nie chcę jednak, żebyś był stratny skoro już wyciągnąłem Cię z pracy na tę małą wycieczkę. Niedaleko jest punkt przerzutowy, – żeby nie powiedzieć teleportacyjny – moglibyśmy skoczyć do Barcelony, przejrzeć ichnią bibliotekę, czy znajdzie się cokolwiek dla osłody wobec tej farsy. A ja już prywatnie rozliczę się z osobą polecającą to miejsce i umawiającą nas na spotkanie – sapnął, kierując kroki swojego spaceru w stronę nieco odmienną niż tą, którą wskazał przed momentem. Biały kot może poczeka na kiedy indziej, chociaż szczerze w to wątpił. Ostatecznie, cóż mógłby im zaoferować ktoś tracący swój cenny czas na leczenie mugoli?
Sfinalizował rozmowę i kiedy powrócił do Rodolphusa, nie wyglądał aż tak entuzjastycznie nastawiony, jak miało to miejsce wcześniej. Jego dotknięta słońcem twarz zdradzała pewne zaniepokojenie, gdy ściągniętymi brwiami rozglądał się niezobowiązująco po okolicy, wyciągając ze złocistej papierośnicy elegancką czarną cygaretkę i oczywiście proponując ją spowinowaconemu z nim mężczyźnie.
– Nie zapowiada się to dobrze mój drogi – powiedział miękko, zaciągając się papierosem. Nie żeby lubił palić, ale czasem, w dni takie jak ten, gdy słońce ledwie za moment osiągnie swoje letnie przesilenie, dobrze było sięgnąć po tytoń. Pasowało to do atmosfery, do aury tego miejsca i leniwej sjesty przetkanej morską bryzą.
– Biały kot okazał się kawiarenką pół mili stąd, w tamtym kierunku. Niestety ów mężczyzna nie był mi w stanie opowiedzieć czegokolwiek więcej o tej guślarce, ponad fakt, że przyjmuje ona każdego, kto niedomaga i że ów zupełnie zwyczajnego mężczyznę wyleczyła z podagry, bardzo zwyczajnej choroby. – Uniósł brwi wysoko przy słowie "każdego", po czym przetoczył oczami po okolicy. – Każdego oznacza dosłownie każdego – skrzywił się, znając zapatrywania swojego towarzysza na zarówno mugoli, jak i tych, którzy czasem wychodząc z jego łona mieli predyspozycje magiczne. Sam z resztą pozostawał niechętny – Szczerze mówiąc straciłem trochę zapał do tego, aby tam iść. Myśl o tym, że drzwi otwarte realnie to właśnie oznaczają, napawa mnie sporą niechęcią. Nie chcę jednak, żebyś był stratny skoro już wyciągnąłem Cię z pracy na tę małą wycieczkę. Niedaleko jest punkt przerzutowy, – żeby nie powiedzieć teleportacyjny – moglibyśmy skoczyć do Barcelony, przejrzeć ichnią bibliotekę, czy znajdzie się cokolwiek dla osłody wobec tej farsy. A ja już prywatnie rozliczę się z osobą polecającą to miejsce i umawiającą nas na spotkanie – sapnął, kierując kroki swojego spaceru w stronę nieco odmienną niż tą, którą wskazał przed momentem. Biały kot może poczeka na kiedy indziej, chociaż szczerze w to wątpił. Ostatecznie, cóż mógłby im zaoferować ktoś tracący swój cenny czas na leczenie mugoli?
Koniec sesji