07.03.2025, 17:25 ✶
— Ja… Co? Nie, nie, to nic — odparła. — Coś ty, co najwyżej tylko śliwka będzie — palce natrafiły na wilgoć, ale kobieta to oraz pytania o zawroty głowy zignorowała i jedynie otarła ją o rękaw płaszcza. Jej ubrania widziały gorsze ciecze (mogła napisać książkę o magicznych zwierzętach w tym obszarze), nie zamierzała robić z tego afery. — Nie jest zbyt późno? Nie musisz psuć sobie wieczoru tylko dlatego, że miałam zderzenie z cegłą. Nie chcę się narzucać — a więc spróbowała obrócić to wydarzenie — przypierdolenie w ścianę — w żart, bo właściwie czemu nie? Może gdyby się z tego śmiała, wszystko wróciłoby do normy. Może udałoby się zapomnieć o zapachu spalonego cukru i dławiącym strachu, że coś w tej ciemności może jednak było. Ale czy naprawdę sądziła, że po tym wszystkim Icarus po prostu by ją zostawił? Że puściłby ją samą? Oczywiście, że nie. Nie chodziło, że nie miał w sobie na tyle empatii, aby zignorować osobę leżącą na brudnej ziemi i odurzoną jakimś banana splitem w ciemnej alejce wieczorem. Był na to zbyt kochany. Szło raczej o to, że… Nie był niczemu zobowiązany.
— Wystarczy, że potowarzysz mi do Horyzontalnej, chyba mogę iść sama… — ale kiedy próbowała się podnieść, kolana natychmiast się ugięły, w rudej główce się zakręciło, a ona ponownie złapała Icarusa za ramię mocniej. Następnie podciągnęła się na nogi dzięki Prewettowi i wyprostowała plecy, ale proteza dziwnie się wygięła pod materiałem. — Może… Może tylko się oprę, jeśli… Umm, nie masz nic przeciwko — nie chciała, aby czuł, że musiał się nią zajmować. — A to całkiem śmieszna sprawa, bo w… W sierpniu? Tak, w sierpniu jakoś pisałam do twojego brata, żeby spojrzał na moje ramię… — zaczęła mamrotać. — Ale potem nie odpisałam i nie miałam okazji, żeby się umówić… Ostatnio trochę ignoruję lekarzy — co też nie było najmądrzejszą rzeczą w jej obecnym stanie, ale Mona nigdy nie była najbystrzejszym ołówkiem w piórniku.
— Wystarczy, że potowarzysz mi do Horyzontalnej, chyba mogę iść sama… — ale kiedy próbowała się podnieść, kolana natychmiast się ugięły, w rudej główce się zakręciło, a ona ponownie złapała Icarusa za ramię mocniej. Następnie podciągnęła się na nogi dzięki Prewettowi i wyprostowała plecy, ale proteza dziwnie się wygięła pod materiałem. — Może… Może tylko się oprę, jeśli… Umm, nie masz nic przeciwko — nie chciała, aby czuł, że musiał się nią zajmować. — A to całkiem śmieszna sprawa, bo w… W sierpniu? Tak, w sierpniu jakoś pisałam do twojego brata, żeby spojrzał na moje ramię… — zaczęła mamrotać. — Ale potem nie odpisałam i nie miałam okazji, żeby się umówić… Ostatnio trochę ignoruję lekarzy — co też nie było najmądrzejszą rzeczą w jej obecnym stanie, ale Mona nigdy nie była najbystrzejszym ołówkiem w piórniku.