07.03.2025, 20:09 ✶
Poruszył się niespokojnie, kiedy wspomniała o swoich kończących się siłach. Była z nim otwarta i jak nic cenił jej szczerość i zaufanie, widząc - również z niekłamaną ulgą - że podziela jego pragnienia, choć ewidentnie nie widzi możliwości, które dopiero miały się ukształtować i ukonstytuować. Pierwszy etap był najtrudniejszy, cud narodzin, mający dokonać niemożliwego - zgromadzenia najróżniejszych ludzi, indywiduów, którzy wszelkimi dostępnymi środkami, płacąc czasem za to swoją duszą, doprowadziliby do wyeliminowania lidera sekty z gry. Na tym etapie bardzo wierzył, że ryba bez głowy uschnie, a całe szaleństwo się kończy.
Problemy przedstawiała Victoria oczywiście były zasadne, a to co chciał jej przekazać, zdawało się mrzonką, dzikim snem w szalonym świecie, utopią niemożliwą do osiągnięcia. To nie było tak, że o tym nie myślał. Od tygodnia rzadko kiedy robił cokolwiek innego, zbierając zasoby, analizując wszelkie za i przeciw do strategii. Wiedział, że to nie wystarczy. Potrzebowali ludzi. Potrzebowali struktury, delegowania obowiązków, działania w zakresie specjalizacji. A czasu było coraz mniej...
Moc pozostawała tajemnicą, być może trzeba było nauczyć się ją okiełznywać, aby nie czyniła ciału szkody.
– Victorio, właśnie o tym mówię. Energia... Twoja energia, powinna w całości skupić się na tym, co w Tobie tkwi i jakie są tego możliwości. Może jak to ukierunkować, może jak się tego pozbyć. Departament tajemnic... cóż, specjalizuje się jak sama nazwa wskazuje w tajemnicach. – Cień przemknął przez jego twarz, oczy na moment uciekły w stronę zaciemnionej strony ogrodu, która zawierała całkiem na widoku jedną z największych jego tajemnic. Alcuin, pierwszy partner mężczyzny pracował w tym Departamencie. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. Jego bliscy lgnęli do tego przeklętego onyksowego miejsca, a potem milczeli. Niewymowni, nie mogli za bardzo mówić o tym, co tam odkrywali. Nie powinni. Było to nomen omen tajemnicą. – Mam dostęp do naukowców stamtąd, również takich mniej lojalnych paskowi wypłaty. Jestem sceptyczny, bo myśl tego konkretnego departamentu chodzi własnymi drogami a wcale nie jestem pewny czy Twoje przeniesienie byłoby formalnością czyniącą z Ciebie nie tego kto trzyma skalpel, a kto będzie krojony. – Utrata kontroli, największej świętości w oczach Shafiqa. – Poza tym, nie wiesz, nie możesz być pewną kogo przydzielą do zespołu odgórnie. Prywatne badania dają Ci kontrolę absolutną. Wiedzę, że ten kto zgłębiał by ten sekret bez Ciebie nie wykorzysta go przeciwko Tobie. – w końcu nie tylko po stronie walczącej z zamaskowanymi postaciami byli Zimni.
– Niemniej... rozumiem. Są też inne możliwości. Możemy spróbować do minimum zredukować Twoje obowiązki względem biura, tak aby śledztwo które prowadzisz nie obarczało Cię zbytnio. Działania pozorowane, które odpowiednio zaprezentowane jawią się, jako wielkie zaangażowanie w pracę... To kolejna z opcji. Mniej szlachetna, ale wojna wymaga brudnych zagrań. – Umilkł rozważając trzecie i czwarte możliwości. Kształtując zasłony dymne, pozwalające zachować Victorii kartę dostępu do źródła. – Ale wiesz... właśnie o tym mówię. Jesteśmy pod tym względem podobni. Lubimy wiedzieć. Lubimy być w centrum, mieć kontrole. Nie rozdzielimy się jednak na czworo. Ludzie. Sieć. Zaufanie. To są słowa kluczowe. Dlatego z Tobą rozmawiam, jako jedną z pierwszych osób. Bo sam nie dam rady. Ani Ty sama. Chciałbym zgromadzić ludzi z potencjałem, ludzi u władzy, ludzi, którzy nie potrafią się odnaleźć w tym chaosie i tak jak my chcą go skończyć. Syndykat. Różne dziedziny działalności, różne dziedziny zainteresowań, różne intencje stojące za decyzją. Zachowanie autonomii działań przy jednoczesnym wzajemnym wspieraniu się, adekwatnie do zasobów i możliwości. Wspieranie cywilów to coś, co na przykład mi leży na sercu. Kojenie nastrojów antyczystokrwistych, przy jednoczesnym zabezpieczaniu ich bezpieczeństwa. Wsparcie rzemieślników, cechów, w celu wyłuskania dostawców śmierciożerców i zasuszenia im tych dostaw. Twoje słowo, rada w tym zakresie są na wagę złota, ale w tym czasie moje złoto może wesprzeć Twoje badania. Potrzebujemy z pewnością księgowych i prawników, którzy umożliwiliby nam dostęp do zasobów Ministerstwa, myślałem też o zasilenie szeregów - choćby na niższym szczeblu - o osoby konserwatywne, ale jeszcze nie zradykalizowane, w celu pozyskiwania informacji, tropieniu śladów ewentualnej rekrutacji. Ludzie w niespokojnych czasach są zagubieni. I bardzo źle, jeśli tymi zagubionymi osobami są ludzie u władzy. A oboje wiemy jak to obecnie wygląda. – Uśmiech nie sięgnął oczu. – Daj mi trochę czasu, na zorientowanie się jak wygląda finansowanie badań ze strony Ministerstwa, które wychodzą poza Departament wiadomy. Ach... – sapnął z irytacją – OMSHM nigdy mi nie wadził, lubiłem to spokojne miejsce, z kontrolą nad przepływem na granicy, ale teraz... na bogów, teraz wydaje mi się on stanowczo zbyt ciasny. – Nie był to problem rzędu straszliwej klątwy po wizycie w innym świecie, ale dał upust własnej irytacji, którą normalnie skrywał. Była szczera w swoich emocjach, w swoim strachu i cichych zwierzeniach. Anthony czuł się na tyle swobodnie, że odważył się pokazać własne zmęczenie, nawet jeśli były to dopiero pierwsze kroki na ścieżce bezsennych nocy.
Problemy przedstawiała Victoria oczywiście były zasadne, a to co chciał jej przekazać, zdawało się mrzonką, dzikim snem w szalonym świecie, utopią niemożliwą do osiągnięcia. To nie było tak, że o tym nie myślał. Od tygodnia rzadko kiedy robił cokolwiek innego, zbierając zasoby, analizując wszelkie za i przeciw do strategii. Wiedział, że to nie wystarczy. Potrzebowali ludzi. Potrzebowali struktury, delegowania obowiązków, działania w zakresie specjalizacji. A czasu było coraz mniej...
Moc pozostawała tajemnicą, być może trzeba było nauczyć się ją okiełznywać, aby nie czyniła ciału szkody.
– Victorio, właśnie o tym mówię. Energia... Twoja energia, powinna w całości skupić się na tym, co w Tobie tkwi i jakie są tego możliwości. Może jak to ukierunkować, może jak się tego pozbyć. Departament tajemnic... cóż, specjalizuje się jak sama nazwa wskazuje w tajemnicach. – Cień przemknął przez jego twarz, oczy na moment uciekły w stronę zaciemnionej strony ogrodu, która zawierała całkiem na widoku jedną z największych jego tajemnic. Alcuin, pierwszy partner mężczyzny pracował w tym Departamencie. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. Jego bliscy lgnęli do tego przeklętego onyksowego miejsca, a potem milczeli. Niewymowni, nie mogli za bardzo mówić o tym, co tam odkrywali. Nie powinni. Było to nomen omen tajemnicą. – Mam dostęp do naukowców stamtąd, również takich mniej lojalnych paskowi wypłaty. Jestem sceptyczny, bo myśl tego konkretnego departamentu chodzi własnymi drogami a wcale nie jestem pewny czy Twoje przeniesienie byłoby formalnością czyniącą z Ciebie nie tego kto trzyma skalpel, a kto będzie krojony. – Utrata kontroli, największej świętości w oczach Shafiqa. – Poza tym, nie wiesz, nie możesz być pewną kogo przydzielą do zespołu odgórnie. Prywatne badania dają Ci kontrolę absolutną. Wiedzę, że ten kto zgłębiał by ten sekret bez Ciebie nie wykorzysta go przeciwko Tobie. – w końcu nie tylko po stronie walczącej z zamaskowanymi postaciami byli Zimni.
– Niemniej... rozumiem. Są też inne możliwości. Możemy spróbować do minimum zredukować Twoje obowiązki względem biura, tak aby śledztwo które prowadzisz nie obarczało Cię zbytnio. Działania pozorowane, które odpowiednio zaprezentowane jawią się, jako wielkie zaangażowanie w pracę... To kolejna z opcji. Mniej szlachetna, ale wojna wymaga brudnych zagrań. – Umilkł rozważając trzecie i czwarte możliwości. Kształtując zasłony dymne, pozwalające zachować Victorii kartę dostępu do źródła. – Ale wiesz... właśnie o tym mówię. Jesteśmy pod tym względem podobni. Lubimy wiedzieć. Lubimy być w centrum, mieć kontrole. Nie rozdzielimy się jednak na czworo. Ludzie. Sieć. Zaufanie. To są słowa kluczowe. Dlatego z Tobą rozmawiam, jako jedną z pierwszych osób. Bo sam nie dam rady. Ani Ty sama. Chciałbym zgromadzić ludzi z potencjałem, ludzi u władzy, ludzi, którzy nie potrafią się odnaleźć w tym chaosie i tak jak my chcą go skończyć. Syndykat. Różne dziedziny działalności, różne dziedziny zainteresowań, różne intencje stojące za decyzją. Zachowanie autonomii działań przy jednoczesnym wzajemnym wspieraniu się, adekwatnie do zasobów i możliwości. Wspieranie cywilów to coś, co na przykład mi leży na sercu. Kojenie nastrojów antyczystokrwistych, przy jednoczesnym zabezpieczaniu ich bezpieczeństwa. Wsparcie rzemieślników, cechów, w celu wyłuskania dostawców śmierciożerców i zasuszenia im tych dostaw. Twoje słowo, rada w tym zakresie są na wagę złota, ale w tym czasie moje złoto może wesprzeć Twoje badania. Potrzebujemy z pewnością księgowych i prawników, którzy umożliwiliby nam dostęp do zasobów Ministerstwa, myślałem też o zasilenie szeregów - choćby na niższym szczeblu - o osoby konserwatywne, ale jeszcze nie zradykalizowane, w celu pozyskiwania informacji, tropieniu śladów ewentualnej rekrutacji. Ludzie w niespokojnych czasach są zagubieni. I bardzo źle, jeśli tymi zagubionymi osobami są ludzie u władzy. A oboje wiemy jak to obecnie wygląda. – Uśmiech nie sięgnął oczu. – Daj mi trochę czasu, na zorientowanie się jak wygląda finansowanie badań ze strony Ministerstwa, które wychodzą poza Departament wiadomy. Ach... – sapnął z irytacją – OMSHM nigdy mi nie wadził, lubiłem to spokojne miejsce, z kontrolą nad przepływem na granicy, ale teraz... na bogów, teraz wydaje mi się on stanowczo zbyt ciasny. – Nie był to problem rzędu straszliwej klątwy po wizycie w innym świecie, ale dał upust własnej irytacji, którą normalnie skrywał. Była szczera w swoich emocjach, w swoim strachu i cichych zwierzeniach. Anthony czuł się na tyle swobodnie, że odważył się pokazać własne zmęczenie, nawet jeśli były to dopiero pierwsze kroki na ścieżce bezsennych nocy.