07.03.2025, 22:12 ✶
— Odważniejsza? — zważyła pod każdym możliwym kątem. — Wydaje mi się, że pani Diana już teraz igra z ogniem. Ale jeśli zamierza rozpalić jeszcze większy płomień… Jestem ciekawa, kogo tym razem spali na popiół — odparła i przesunęła palcami po grzbiecie wcześniej czytanego Smoczego króla. Więcej iskry, więcej ryzyka — czy jak tam starzy Rowlowie mawiali. — Mhm, ja uwielbiam ją. Zazwyczaj sięgam po te wszystkie… — wykonała niedbały gest ręką, wskazując na stosy książek wokół nich na wystawionych straganach. Targi książki były istnym chaosem, ale takim, w którym każdy miłośnik literatury potrafił odnaleźć swój własny rytm. Rzędy stoisk uginały się pod ciężarem opowieści z najróżniejszych światów, a romanse oczywiście miały swoje również miejsce. I było ich najwięcej. — Romansidła, bo fajnie jest poczytać o miłości, której nigdy nie było dane nam doświadczyć — zawahała się na momencik. Na bogów, kiedy przestanie myśleć o tym Prewecie? Nic dobrego, a na co to komu. — Ale pani Diana zrobiła na mnie wrazenie na samym wejściu. Ta książka ma sens, a co najważniejsze rzeczywiście odnosi się wrażenie jakby chciała coś powiedzieć czytelnikowi. Jakby traktowała go jak równego sobie, a nie jak bezmyślnego odbiorcę ckliwych westchnień i przewidywalnych uniesień — jej usta wygięły się w zaczepnym uśmiechu. — Nie robi z niego antyintelektualnej pierdoły — skwitowała.