-Moment, co? Wracamy do przedszkola? - spytał, zdziwiony. -Dziennik się spalił, a śmietnik ocalił? - przynajmniej taką wersję zapamiętał. -I jak to "co to za randka w ciemno"? Psia randka w ciemno. Taka, wiesz, dla psów.
W innej sytuacji, gdyby ktoś zasugerował mu pójście na randkę z Electrą, zaśmiałby się, pokręcił głową, albo przewrócił oczami, w zależności od tego, ile razy by to usłyszał. Electra była jego przyjaciółką, jedną z niewielu osób ze szkoły, z którymi utrzymywał kontakt, i nie chciał tego psuć nieporozumieniami, czy niezręcznością. Nawet jeśli swego czasu myślał o niej cieplej.
-Spodziewałbym się wykładu na temat tego, czemu nie powinienem się wstydzić, albo... A nieważne - machnął ręką. -I gdybym faktycznie zaprosił jakąś dziewczynę na randkę, to raczej ja powinienem płacić, nie Jonathan.
Czy Theo wiedział, że Jessie miał dziewczynę, czy nie, tego Jasper nie wiedział. Nie zwierzał się zbyt wylewnie rodzeństwu ze swoich spraw sercowych, a nawet jeśli Theodore coś widział lub słyszał, to nie poruszał tego tematu.
Buziak w czoło, obietnica, że przedstawi matce swoją wybrankę po trzeciej miesięcznicy, i był to koniec rozmowy.
Dopóki w Jessiego nie uderzyły słowa matki, które wcześniej chyba go ominęły.
-Czekaj! Ran... Z Electrą? Chyba nie zamierzasz serio do niej pisać, prawda? Mamo?!