08.03.2025, 19:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.03.2025, 19:07 przez Gabriel Montbel.)
Z perspektywy czasu mogła wypunktować przesłanki uprzedzające ją o tym, co się wydarzy. Ten dziwny, błysk w błękitnych oczach, psotny uśmiech, który wcześniej wyglądał tylko na radość z faktu że w ogóle zgodziła się przyjść. Tą swobodę z jaką już godzinę później pojawił się w jej komnatach sługa, któremu jak najbardziej zależało na oddaniu stroju Ariadny, niekoniecznie z dokładnością historyczną, a kilkoma atutami pozwalającymi rozpoznać mitologiczną postać bez najmniejszych problemów. Wyszywana w zawiłe labirynty suknia, złota nić pokrywająca transparentne rękawy… roztaczał przed nią wizję, precyzował detale. Czemu tak łatwo mu uwierzyła, że gospodarz ma przygotowany strój Boreasza, północnego wiatru? W sumie, dlaczego miałaby mu nie wierzyć, w końcu sam przygotowywał ten strój.
Kilka nocy zleciało szybko w gościnie u hrabiego, aż w końcu przyszedł ten dzień. Fête galante rozpoczęła się o zmierzchu. Trzy służki pomogły młodej wampirzycy wyglądać należycie, w milczeniu i z należną pieczołowitością pilnując ułożenia wszystkich kolejnych warstw wystawnej sukni. Mimo tematyki przyjęcia, stroje musiały jak najbardziej odpowiadać wyśrubowanym standardom dworu. A więc głęboki dekolt i miękko wykończone rękawy na barkach zwężającej się, zabezpieczonej gorsetem talii dawały wrażenie, jakby tułów niewieści był w kształcie serca osadzonego na szerokim postumencie bioder. Warstw było wiele, biel sukni lśniła złotym labiryntem pojedynczej nici prowadzącej od koronkowego mankietu prawej dłoni. Według swojego uznania Lucy mogła dobrać, czy pragnie ufryzować własne czarne włosy, czy jednak preferuje przygotowaną przez modystę perukę, w której białych puklach już znajdowały się liście winorośli i rubinowe grona przynależne jej małżonkowi.
Gdy została poprowadzona do ogrodów, miała szansę z dystansu przez moment obserwować tłoczących się ludzi. Zgodnie ze słowami hrabiego bardzo dużo kobiet przebranych było za nimfy i driady, część przebrań jednak nie była możliwa do odcyfrowania, przez wzgląd za zbyt odległe skojarzenie ówczesnych wizażystów. Królowała mieszanina wyobrażań wzronictwa starożytnej grecji, wiele dekoracji powczepianych było w misterne, piętrowe fryzury. Mężczyźni bynajmniej nie odbiegali w tym od kobiet, jeden z podstarzałych możnych zamiast laski posługiwał się trójzębem, inny nosił złocistą maskę byka. W tle grał skromny zespół ubrany o wiele bardziej nieskromnie, stylizowany na grupę satyrów. Delikatny dźwięk fletu traverso splatał się z łagodnością lutni przy oszczędnych uderzeniach w tamburyno. Stoły uginające się od malusieńkich przekąseczek byy bardzo niskie, zmuszające gości do pochylania się ku nim, nikt jednak nie śmiał. Jeszcze nie. Obserwujące to wszystko posągi nosiły na swoich głowach ciężkie winne wieńce.
Doglądający przebiegu spotkania majordomus ujął delikatnie dłoń przybyej wampirzycy i swoją długą laską o złocistych okuciach trzykrotnie uderzył o marmurowe stopnie prowadzące do wydzielonej na plenerową zabawę przestrzeni.
– Lady Northanger Abbey, królowa Ariadna pilnująca, aby Bachus nie skąpił dzisiejszej nocy swoich błogosławieństw – oznajmił zarządzający przyjęciem, a wszystkie twarze zwróciły się ku niej. Część nie kryła zdziwienia, część maskowała je całkiem skutecznie. I wtedy jej nić zapłonęła, choć nie dosłownie. Złoto zaczęło wypuszczać szmaragdowe liście winnego krzewu, przetkane rubinowymi gronami, koralikami mieniącymi się w świetle poustawianych lamp, ognisk, których prymitywność skrywała się za zmyślnie ustawionymi kloszami. Dość skromna suknia ziemskiej księżniczki teraz syciła oczy splendorem boginii, z gardeł widzów dobywając westchnienia zachwytu.
– Jeszcze Twoja złota korona moja Pani. – cichy, rozbawiony męski głos zaskoczył ją, w jej ojczystej mowie. Czyż to gospodarz nie powinien mieć Wejścia, przez duże W? Tymczasem hrabia de la Rochefoucauld najwidoczniej przesmyknął się ku niej podczas tej niewinnej transformacji stroju, w dłoniach skrywanych za bielą rękawiczek trzymając złocistą tiarę mieniącą się rubinowym blaskiem osadzonych w niej klejnotów. Jego oczy skrywała złocista wiązana maska, zaś w długie, złote, utrepowane zgodnie z modą kosmyki wplecione były laurowe liście. Jego doskonale skrojona kurta nosiła na sobie identyczny co jej, lśniący w światłach wzór, choć w przeciwieństwie do pozostałych gości całość formalnie przyjętego męskiego ubioru przepasał po przekątnej dodatkowo białym materiałem, szarfą mającą na myśl przywodzić mimo wszystko togę, z pojedynczą złotą spinką na wysokości lewego barku.
– Bachusie daj nam wino i śpiew! – wyrecytował zgodnie z rolą majordomus odsuwając się od pary, gdy korona znalazła się na skroniach honorowego gościa. Zgodnie z prośbą, fontanny wytrysnęły słodkim trunkiem, prześcigując się swoim kolorycie, tak bliskim krwi. Muzycy rozpoczęli wybijać rytm otwierającej przyjęcie pawany, a jego dłoń bezceremonialnie wsunęła się pod palce Lucy. Nie było króla, więc to oni stanowili pierwszą parę.
– Jesteś głodna? – zapytał swobodnie, zupełnie jakby nie wciągnął jej przemocą w samo centrum uwagi wszystkich zebranych. Rozmowa podczas tańca… zgodnie z obyczajem, nawet nie mogli patrzeć na siebie, tylko przed siebie, kroki poddając pulsacji pawany. Maska działała jednak na jego przewagę. Aż tak nie było widać oczu śledzącej jej ruchy, jej prezencje w przygotowanej kreacji. – Powiedz mi co lubisz moja Pani, a ja jak uformuje się orszak powiem Ci który rząd mógłby zainteresować Cię najbardziej. – Zaraz po tych słowach ruszyli na ten dziwny “francuski obchód”, para za parą, przy dźwiękach fletu i lutni.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Kilka nocy zleciało szybko w gościnie u hrabiego, aż w końcu przyszedł ten dzień. Fête galante rozpoczęła się o zmierzchu. Trzy służki pomogły młodej wampirzycy wyglądać należycie, w milczeniu i z należną pieczołowitością pilnując ułożenia wszystkich kolejnych warstw wystawnej sukni. Mimo tematyki przyjęcia, stroje musiały jak najbardziej odpowiadać wyśrubowanym standardom dworu. A więc głęboki dekolt i miękko wykończone rękawy na barkach zwężającej się, zabezpieczonej gorsetem talii dawały wrażenie, jakby tułów niewieści był w kształcie serca osadzonego na szerokim postumencie bioder. Warstw było wiele, biel sukni lśniła złotym labiryntem pojedynczej nici prowadzącej od koronkowego mankietu prawej dłoni. Według swojego uznania Lucy mogła dobrać, czy pragnie ufryzować własne czarne włosy, czy jednak preferuje przygotowaną przez modystę perukę, w której białych puklach już znajdowały się liście winorośli i rubinowe grona przynależne jej małżonkowi.
Gdy została poprowadzona do ogrodów, miała szansę z dystansu przez moment obserwować tłoczących się ludzi. Zgodnie ze słowami hrabiego bardzo dużo kobiet przebranych było za nimfy i driady, część przebrań jednak nie była możliwa do odcyfrowania, przez wzgląd za zbyt odległe skojarzenie ówczesnych wizażystów. Królowała mieszanina wyobrażań wzronictwa starożytnej grecji, wiele dekoracji powczepianych było w misterne, piętrowe fryzury. Mężczyźni bynajmniej nie odbiegali w tym od kobiet, jeden z podstarzałych możnych zamiast laski posługiwał się trójzębem, inny nosił złocistą maskę byka. W tle grał skromny zespół ubrany o wiele bardziej nieskromnie, stylizowany na grupę satyrów. Delikatny dźwięk fletu traverso splatał się z łagodnością lutni przy oszczędnych uderzeniach w tamburyno. Stoły uginające się od malusieńkich przekąseczek byy bardzo niskie, zmuszające gości do pochylania się ku nim, nikt jednak nie śmiał. Jeszcze nie. Obserwujące to wszystko posągi nosiły na swoich głowach ciężkie winne wieńce.
Doglądający przebiegu spotkania majordomus ujął delikatnie dłoń przybyej wampirzycy i swoją długą laską o złocistych okuciach trzykrotnie uderzył o marmurowe stopnie prowadzące do wydzielonej na plenerową zabawę przestrzeni.
– Lady Northanger Abbey, królowa Ariadna pilnująca, aby Bachus nie skąpił dzisiejszej nocy swoich błogosławieństw – oznajmił zarządzający przyjęciem, a wszystkie twarze zwróciły się ku niej. Część nie kryła zdziwienia, część maskowała je całkiem skutecznie. I wtedy jej nić zapłonęła, choć nie dosłownie. Złoto zaczęło wypuszczać szmaragdowe liście winnego krzewu, przetkane rubinowymi gronami, koralikami mieniącymi się w świetle poustawianych lamp, ognisk, których prymitywność skrywała się za zmyślnie ustawionymi kloszami. Dość skromna suknia ziemskiej księżniczki teraz syciła oczy splendorem boginii, z gardeł widzów dobywając westchnienia zachwytu.
– Jeszcze Twoja złota korona moja Pani. – cichy, rozbawiony męski głos zaskoczył ją, w jej ojczystej mowie. Czyż to gospodarz nie powinien mieć Wejścia, przez duże W? Tymczasem hrabia de la Rochefoucauld najwidoczniej przesmyknął się ku niej podczas tej niewinnej transformacji stroju, w dłoniach skrywanych za bielą rękawiczek trzymając złocistą tiarę mieniącą się rubinowym blaskiem osadzonych w niej klejnotów. Jego oczy skrywała złocista wiązana maska, zaś w długie, złote, utrepowane zgodnie z modą kosmyki wplecione były laurowe liście. Jego doskonale skrojona kurta nosiła na sobie identyczny co jej, lśniący w światłach wzór, choć w przeciwieństwie do pozostałych gości całość formalnie przyjętego męskiego ubioru przepasał po przekątnej dodatkowo białym materiałem, szarfą mającą na myśl przywodzić mimo wszystko togę, z pojedynczą złotą spinką na wysokości lewego barku.
– Bachusie daj nam wino i śpiew! – wyrecytował zgodnie z rolą majordomus odsuwając się od pary, gdy korona znalazła się na skroniach honorowego gościa. Zgodnie z prośbą, fontanny wytrysnęły słodkim trunkiem, prześcigując się swoim kolorycie, tak bliskim krwi. Muzycy rozpoczęli wybijać rytm otwierającej przyjęcie pawany, a jego dłoń bezceremonialnie wsunęła się pod palce Lucy. Nie było króla, więc to oni stanowili pierwszą parę.
– Jesteś głodna? – zapytał swobodnie, zupełnie jakby nie wciągnął jej przemocą w samo centrum uwagi wszystkich zebranych. Rozmowa podczas tańca… zgodnie z obyczajem, nawet nie mogli patrzeć na siebie, tylko przed siebie, kroki poddając pulsacji pawany. Maska działała jednak na jego przewagę. Aż tak nie było widać oczu śledzącej jej ruchy, jej prezencje w przygotowanej kreacji. – Powiedz mi co lubisz moja Pani, a ja jak uformuje się orszak powiem Ci który rząd mógłby zainteresować Cię najbardziej. – Zaraz po tych słowach ruszyli na ten dziwny “francuski obchód”, para za parą, przy dźwiękach fletu i lutni.
Dziękuję za awek wspaniałej @Scarlett Mulciber