- Nora Figg. Z Nory Nory przy Ulicy Pokątnej. Rozmawiam z nią od jakiegoś czasu. - Wydawało mu się, że mówił o tym wcześniej, ale odgonił tę myśl, bo nie miała żadnego znaczenia. Zamiast się nad tym rozwodzić, przełknął ślinę i próbował zebrać się do zerwania sobie z rany bolesnego plastra. - Mówienie. Słuchanie. - Obiekt jego największych pragnień i lęków. Rozmowa z drugim człowiekiem. - O to właśnie chodzi. - Sam nie wierzył, że to przyznał. - Mówienie i słuchanie. - Odetchnął głęboko i podniósł się lekko. Położył głowę Laurenta na swojej ręce, wciąż przytwierdzonej do materaca i leżąc bokiem do niego przesunął palcami wzdłuż jego boku. Głos wciąż nie wybijał mu się ponad granicę szeptu. - Ja... Niewiele mówię, Laurent. Przy tobie mówię coś więcej, przy nim też mi się zdarzało. Ale ja nigdy nie byłem kimś, kto mówi. Ja zawsze byłem kimś, kto działa. Byłem opisywany jako największy chuj Podziemi, ale co zrobiłem to moje, w tym sporze o człowieczeństwo opowiadałem się po jakiejś stronie tym, co robiłem. A tobie naopowiadałem rzeczy o tym co myślę w środku, a później zrobiłem coś, co jest tego kompletnym zaoraniem. - Brakowało w tym chyba tylko tego, żeby mu mówił, jak wspaniale mu się żyje w tym domu, zajmując się głupotkami, a później nacisnął spust z lufą między zębami. - Kim jest człowiek? Tym co zrobił, czy tym jakie były jego przekonania? Kto może powiedzieć, że jakiś jest? Ktoś, kto wierzy w dobre zakończenie, ale pozostaje wiernym, czy kimś, kto w nie nie wierzy, ale działa ku jego spełnieniu? - Dla niego odpowiedź była oczywista. Zawsze miał się za człowieka czynów. To on dźwigał na plecach ciężary innych i pracował nad tym, nad czym bali się pracować inni. Kiedy miał jasny cel... to w takich chwilach nie lękał się śmierci. - To jest coś, co ona pomogła mi zrozumieć. - Nora Figg. Tamtego wieczoru z Fantasmagorii, kiedy pokazywał jej, jak to jest skakać nad widownią pomiędzy zaklętymi przy sklepieniu gwiazdami. - Była ze mną pewnego dnia w cyrku i bawiliśmy się na trapezie. Przyszedł Alexander i zachowywał się jak wredny dziad. I ja go zacząłem bronić, próbując przykryć to wszystko, co się stało płaszczem własnych wyobrażeń i tego co o sobie niby myślimy, ale... Przecież co to zmienia. To, że ja miałem o nim jakieś mniemanie a on o mnie, skoro ten czynił to co mu podpowiadała natura? - Ale to nie była opowieść o Alexandrze, nigdy nie miała nią być. Bardzo szybko ją porzucił, a mina, jaką przybrał, wskazywała na głęboki żal do sytuacji. - To... mnie określiło. I już nigdy się nie odstanie. - Unikał kontaktu wzrokowego. - Mam władzę nad tym co robię i zrobiłem to. - Nic człowieka nie upokarzało bardziej niż własne czyny. - Jestem tym, co zrobiłem. - Miał na rękach krew cudzą i swoją. Już na zawsze. - I nie cofnę już czasu. - Wszystko, co się wydarzyło, stawało się rzeczywistością. Nie wybrzmiewał w nim większy lęk egzystencjalny niż to, że nie dało się wymazać własnych błędów, trzeba było codziennie zasypiać, będąc najedzonym rozczarowaniem. - Nie chcę... cię zostawiać, ale poderżnąłem sobie gardło. Nie chcę, żebyś miał przeze mnie kłopoty, więc włamałem się do pierdolonego zamku w Keswick. Nie chcę, żebyś niósł mój krzyż, ale i tak poprosiłem cię o to, żebyś wrócił do domu. Nie chcę, żebyś się przy mnie czuł jak przy innych, a i tak ciągle o tym myślę i cię do tego prowokuję. Jakby coś we mnie siedziało i pracowało nad zaprzeczeniem wszystkiemu, w co wierzę. - Ręce drżały mu już od kilku zdań, ale teraz zadygotał wręcz. Po co on mu to wszystko opowiedział? Chyba tylko po to, żeby przypieczętować swój popaprany los. Nie chciał, żeby jego rola w życiu Laurenta kończyła się tu i teraz. Z nikim... nie rozmawiał w ten sposób... - Jak... - radzić sobie z tym uczuciem w sercu, którego nie rozumiał? Ale nie dokończył tego pytania. Zamarł w bezruchu, wsparty nad nim na łokciu, na moment zaciskając oczy. Znów się zaciął i nie będzie nic mówił. Będzie tak trwał z falą loków przysłaniającą jego oblicze, jakby ciemność nocy nie robiła tego wystarczająco dobrze.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.