09.03.2025, 19:17 ✶
- Osobiście spruję się do Ministerstwa, jeżeli to jest ustawione i nie uda nam się wygrać - powiedziała ze śmiechem, chociaż gdyby faktycznie okazało się, że nie wygrają tej zbiórki wody, to... No, wtedy pewnie byłaby zła. A zła pewnie byłaby dlatego, że byłaby głodna. No bo tu nie chodziło i jakąś wyższą ideę, Faye lubiła pomagać innym, to fakt, lecz zwykle skupiała się na swoim własnym podwórku, a nie na jakiejś Etiopii czy gdzie tam chcieli tę wodę dostarczyć. Teraz jej przyszło do głowy, że taki transport to byłby w zasadzie idiotyzm, ale nie skomentowała tego na głos. Po prostu przyjęła za pewnik fakt, że stary Longbottom był nie do końca teges, jeśli chodzi o myślenie i logikę. Ot, zdarza się że niektórym na starość odbija.
(...)
Gdy udało im się przetransportować w ten sam sposób kilka beczek, było już późno. I były cholernie, cholernie spocone i zmęczone. Ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie w tej sytuacji? Raczej nie - bo udało im się całkiem sprawnie ogarnąć to, co miały. Na dodatek nikt ich nie przyłapał, więc podwójna wygrana. Faye wzięła na siebie większość fizycznej pracy, widząc jak chuda i drobna jest Scarlett. Ona sama co prawda również nie należała do osób wysokich i najlepiej zbudowanych, ale w jej ramionach mięśnie pamiętały każdy trening i każdy wycisk, który im dawała, byleby tylko utrzymać swoją sprawność fizyczną. Kilka razy o mało co nie upuściły beczek, ale od czego miały magię?
- Nie no, bez przesady - roześmiała się, opadając tyłkiem na miękką, zieloną trawę ogródka. Chwilę tak siedziała, podziwiając swoje deszczówkowe dzieło, a potem glebnęła się plecami na ziemię, by móc spojrzeć w niebo. Było piękne o tej porze roku, i chociaż ona sama zdecydowanie wolała jesień, to sierpień akceptowała bardziej niż chciałaby się do tego przyznać. Traversówna odpaliła papierosa i zaciągnęła się dymem, patrząc na błękit, który powoli przeplatał się z granatem. Gdy słońce znikało za horyzontem, to niebo potrafiło się pięknie zaróżowić. Dzisiaj jednak było pomarańczowo-czerwone. Urokliwe. - Wygląda trochę, jakby płonęło, nie?
Zagadnęła przyjaciółkę, nie spuszczając wzroku z zachodzącej tarczy słońca. Lubiła słońce, chociaż jej domeną był księżyc. Domeną, Panią i Właścicielem. Milczała, pozwalając jej myślom płynąć spokojnie swoim torem, zanim nie postanowiła się znowu odezwać.
- Teraz to musimy się napić, a potem napiszę list do Longbottoma, że udało nam się zebrać dużo wody. W zasadzie to odniosłam wrażenie, że część ludzi miała głęboko w dupie to jego ogłoszenie, więc wydaje mi się, że uda nam się wygrać, wiesz? - Faye przewróciła się na brzuch, by móc swobodnie obrócić ku Scarlett głowę. - Myślisz, że serio chcą ją gdzieś transportować, czy stary Morpheus nagle odkrył w sobie miłość do ogrodnictwa?
(...)
Gdy udało im się przetransportować w ten sam sposób kilka beczek, było już późno. I były cholernie, cholernie spocone i zmęczone. Ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie w tej sytuacji? Raczej nie - bo udało im się całkiem sprawnie ogarnąć to, co miały. Na dodatek nikt ich nie przyłapał, więc podwójna wygrana. Faye wzięła na siebie większość fizycznej pracy, widząc jak chuda i drobna jest Scarlett. Ona sama co prawda również nie należała do osób wysokich i najlepiej zbudowanych, ale w jej ramionach mięśnie pamiętały każdy trening i każdy wycisk, który im dawała, byleby tylko utrzymać swoją sprawność fizyczną. Kilka razy o mało co nie upuściły beczek, ale od czego miały magię?
- Nie no, bez przesady - roześmiała się, opadając tyłkiem na miękką, zieloną trawę ogródka. Chwilę tak siedziała, podziwiając swoje deszczówkowe dzieło, a potem glebnęła się plecami na ziemię, by móc spojrzeć w niebo. Było piękne o tej porze roku, i chociaż ona sama zdecydowanie wolała jesień, to sierpień akceptowała bardziej niż chciałaby się do tego przyznać. Traversówna odpaliła papierosa i zaciągnęła się dymem, patrząc na błękit, który powoli przeplatał się z granatem. Gdy słońce znikało za horyzontem, to niebo potrafiło się pięknie zaróżowić. Dzisiaj jednak było pomarańczowo-czerwone. Urokliwe. - Wygląda trochę, jakby płonęło, nie?
Zagadnęła przyjaciółkę, nie spuszczając wzroku z zachodzącej tarczy słońca. Lubiła słońce, chociaż jej domeną był księżyc. Domeną, Panią i Właścicielem. Milczała, pozwalając jej myślom płynąć spokojnie swoim torem, zanim nie postanowiła się znowu odezwać.
- Teraz to musimy się napić, a potem napiszę list do Longbottoma, że udało nam się zebrać dużo wody. W zasadzie to odniosłam wrażenie, że część ludzi miała głęboko w dupie to jego ogłoszenie, więc wydaje mi się, że uda nam się wygrać, wiesz? - Faye przewróciła się na brzuch, by móc swobodnie obrócić ku Scarlett głowę. - Myślisz, że serio chcą ją gdzieś transportować, czy stary Morpheus nagle odkrył w sobie miłość do ogrodnictwa?