09.03.2025, 22:00 ✶
Jasne ślepia dostrzegły oburzenie dziewczyny, stwierdzając, że ta bojowa postawa jest zabawno uroczą mieszanką. Uśmiechnął się pod nosem
-Obawiam się Travers... - zaczął, kręcąc głową nieco rozbawiony- że nigdy nie będzie w takiej pozycji, nawet jakbyście się hajtnęli - wyznał szczerze z myślami. Faye może była urocza i chaotyczna, a jej dusza przypominało duszę szczenięcia - dobrą i delikatną. To jednak ta sama Faye była uparta, butna i nieustępliwa. Taką można wziąć pod but tylko pozornie i tylko na chwilę, bo ostatecznie nie wiadomo kiedy samemu się trafia pod pantofla. Czy to z powodu uroku, czy jej zaciętości. Ah, kobiety. Z nimi źle, bez nich jeszcze gorzej. Każda niby podobna, a każda działająca zupełnie inaczej.
Chociaż dziwił się, że tyle czasu razem, a wciąż nie sformalizowali związku. Nie widział by miała na dłoni pierścionek zaręczynowy. Wciąż się nie oświadczył?
-Już, chodź - skinął głową - pokrzyczysz na mnie jedząc pizze, co? - zgarnął ją ręką na powrót ruszając, aby ułatwić jej decyzje. Jedzenie jakoś tak zawsze pomagało w tego typu sytuacjach, nauczył się tego jeszcze w czasach szkolnych. Widział jej nastawienie, widział jej oburzenie i prawdopodobnie niezrozumienie, także postanowił wyjaśnić powoli i spokojnie, chcąc ją zabrać z tego miejsca. Wolał aby nie została tu ani chwili dłużej, a tym bardziej by nie poszła gdzieś zła. Maddox by mu nie wybaczył jeśli coś by się jej stało.
-Nie miałem na myśli niczego złego, Travers... Po prostu gdybyś ty wiedziała, że gdzieś jest niebezpiecznie chciałabyś go puszczać tam samego? - zerknął na nią - chodziło mi o zwykłą troskę... Ja bym odchodził od zmysłów, gdyby kobieta mojego życia włóczyła się sama nocą po nokturnie... nieważne jak silna i zaradna by była. Rozumiesz?- zerknął na nią. Nie wiedział na jakim etapie był jego brat i Faye, wiedział natomiast (a przynajmniej tak mu się wydawało), że spotykali się od czasów szkolnych, a to kazało sądzić, że między nimi jest coś więcej niż niezobowiązująca przygoda. Nie wiedział jedynie jak skomplikowana była ich sytuacja.
-Obawiam się Travers... - zaczął, kręcąc głową nieco rozbawiony- że nigdy nie będzie w takiej pozycji, nawet jakbyście się hajtnęli - wyznał szczerze z myślami. Faye może była urocza i chaotyczna, a jej dusza przypominało duszę szczenięcia - dobrą i delikatną. To jednak ta sama Faye była uparta, butna i nieustępliwa. Taką można wziąć pod but tylko pozornie i tylko na chwilę, bo ostatecznie nie wiadomo kiedy samemu się trafia pod pantofla. Czy to z powodu uroku, czy jej zaciętości. Ah, kobiety. Z nimi źle, bez nich jeszcze gorzej. Każda niby podobna, a każda działająca zupełnie inaczej.
Chociaż dziwił się, że tyle czasu razem, a wciąż nie sformalizowali związku. Nie widział by miała na dłoni pierścionek zaręczynowy. Wciąż się nie oświadczył?
-Już, chodź - skinął głową - pokrzyczysz na mnie jedząc pizze, co? - zgarnął ją ręką na powrót ruszając, aby ułatwić jej decyzje. Jedzenie jakoś tak zawsze pomagało w tego typu sytuacjach, nauczył się tego jeszcze w czasach szkolnych. Widział jej nastawienie, widział jej oburzenie i prawdopodobnie niezrozumienie, także postanowił wyjaśnić powoli i spokojnie, chcąc ją zabrać z tego miejsca. Wolał aby nie została tu ani chwili dłużej, a tym bardziej by nie poszła gdzieś zła. Maddox by mu nie wybaczył jeśli coś by się jej stało.
-Nie miałem na myśli niczego złego, Travers... Po prostu gdybyś ty wiedziała, że gdzieś jest niebezpiecznie chciałabyś go puszczać tam samego? - zerknął na nią - chodziło mi o zwykłą troskę... Ja bym odchodził od zmysłów, gdyby kobieta mojego życia włóczyła się sama nocą po nokturnie... nieważne jak silna i zaradna by była. Rozumiesz?- zerknął na nią. Nie wiedział na jakim etapie był jego brat i Faye, wiedział natomiast (a przynajmniej tak mu się wydawało), że spotykali się od czasów szkolnych, a to kazało sądzić, że między nimi jest coś więcej niż niezobowiązująca przygoda. Nie wiedział jedynie jak skomplikowana była ich sytuacja.