Morpheus słyszał zbyt wiele. Widział zbyt wiele, iskry losu, splotu magii, przenikały przez niego i rozwijały niezrozumiałe kombinacje runiczne i geomagnetyczne. Mógł je dostrzec. Jeszcze nie zrozumieć, ale już dostrzec. Coś, co przez tak wiele lat ukrywało się przed nim. I teraz, patrząc na mężczyznę, naolejowany zarost, połyskujący w sztucznym, mugolskim świetle.
Zrobił krok do przodu, w otwartej pozie, ze swoim klasycznym, nieco zmęczonym uśmiechem, po czym splótł dłonie przed sobą, jak nauczyciel przed uczniakiem, chociaż nie mógł stwierdzić wieku swojego oponenta. Nigdy nie potrafił tego dobrze ocenić, a już zwłaszcza na odmiennych od brytyjskich rysach.
Oparł rękę o siedzenie fotela dla petentów.
— Szukałem pana, panie Al-Shakit — wyjawił, niby w sekrecie. Nie było to kłamstwo, nie była to do końca prawda. — Pan ma coś, czego ja chcę, ja mogę mieć coś, czego pan chce.
Usiadł swobodnie, jakby wcale ich nie przyłapano na niezbyt legalnych praktykach, z których słynęli Anglicy w koloniach.
Charyzma ◉◉◉○○ + kłamstwo, bogacz, próba przekonania, że współpraca ze mną jest bardziej opłacalna niż z mugolem
Sukces!
Percepcja ◉◉◉◉◉ + Genetyka jasnowidzenia, chcę zobaczyć możliwe wersje tej rozmowy
Sukces!