09.03.2025, 22:59 ✶
Hajtnęli... Faye uśmiechnęła się szeroko, ale coś w jej serduszku poruszyło się niespokojnie. Czy ktokolwiek kiedykolwiek wierzył w to, że ona i Maddox mogliby się pobrać i wieść spokojne, staromałżeńskie życie? Na wszystkich bogów, ona go zostawiła zaraz po tym, jak zerwali. A gdy wróciła, to przypadkiem wyszła za mąż, o czym nie wiedział absolutnie nikt poza nią i Leviathanem. Ten pieprzony ślub był jednym z powodów, dla których Traversówna nigdy nie będzie mogła wyjść za mąż - bo najpierw musiałaby dostać rozwód, a Rowle prędzej by ją zabił, niż pozwolił komukolwiek dowiedzieć się, że się z nią ożenił.
- Teraz mówisz jak prawdziwy dżentelmen - jej początkowe oburzenie w odpowiedzi na jego słowa prysło jak bańka mydlana. Jeżeli chodziło o jedzenie, to Faye niemal zawsze dawała się przekupić. Potrafiła jeść tak pokaźne porcje, że w pewnym momencie jej matka zaczęła się zastanawiać, czy córeczka nie zabiera do pokoju 5 talerzy, z czego 4 rozdaje psom bo to niemożliwe, żeby ktoś tak mały potrafił zjeść aż tyle. Traversówna miała świetną przemianę materii, na dodatek ciągle była w ruchu - no i, do czego się raczej nie przyznawała, zdarzało jej się przemieniać poza pełnią, co pochłaniało ogromne ilości energii, którą musiała wykorzystywać. - Maddox jest u ojca.
Mruknęła niechętnie, jakby to miało wszystko wyjaśnić. Wiedziała przecież, gdzie żył i jak żył. To nie dlatego go szukała, ale na samą myśl zaczynało ją coś kłuć w żołądku. Odwróciła na moment głowę, niby tylko po to by skontrolować kieszeń, z której wyciągała papierosa, ale tak naprawdę po to, by Hati nie dostrzegł błysku strachu, który pojawił się w jej oczach. Nie bała się Greybacka - ani tego, który teraz stał obok, ani tego, którego pokochała ani tego, który dowodził Sforą. A jednak bała się o tego, który był teraz w podziemnych korytarzach i... Który cholera wie co teraz robił. To ją bolało, tak cholernie bolało - szczególnie gdy Hati teraz stał przed nią w dobrych, czystych ciuchach, podczas gdy jego brat żył jak szczur pod ziemią. I chuj z tym, że sam wybrał takie życie? Powinna mu była wysłać ten sweter.
- On nigdy nie będzie bezpieczny, Hati. Muszę z tym żyć - mruknęła przez zaciśnięte wargi, odpalając papierosa przy pomocy zippo. Zezowała na Greybacka spod przymrużonych oczu, jakby zastanawiała się nad czymś, co powiedział. Wydmuchnęła dym nosem i posłusznie ruszyła do jego lokalu. - Kobieta jego życia? Tak ci powiedział? Że jestem kobietą jego życia?
Może zareagowała nieco ZBYT emocjonalnie na tę wieść, bo i oczka jej się rozszerzyły, i usta wygięły w uśmiechu pełnym niedowierzania.
- Teraz mówisz jak prawdziwy dżentelmen - jej początkowe oburzenie w odpowiedzi na jego słowa prysło jak bańka mydlana. Jeżeli chodziło o jedzenie, to Faye niemal zawsze dawała się przekupić. Potrafiła jeść tak pokaźne porcje, że w pewnym momencie jej matka zaczęła się zastanawiać, czy córeczka nie zabiera do pokoju 5 talerzy, z czego 4 rozdaje psom bo to niemożliwe, żeby ktoś tak mały potrafił zjeść aż tyle. Traversówna miała świetną przemianę materii, na dodatek ciągle była w ruchu - no i, do czego się raczej nie przyznawała, zdarzało jej się przemieniać poza pełnią, co pochłaniało ogromne ilości energii, którą musiała wykorzystywać. - Maddox jest u ojca.
Mruknęła niechętnie, jakby to miało wszystko wyjaśnić. Wiedziała przecież, gdzie żył i jak żył. To nie dlatego go szukała, ale na samą myśl zaczynało ją coś kłuć w żołądku. Odwróciła na moment głowę, niby tylko po to by skontrolować kieszeń, z której wyciągała papierosa, ale tak naprawdę po to, by Hati nie dostrzegł błysku strachu, który pojawił się w jej oczach. Nie bała się Greybacka - ani tego, który teraz stał obok, ani tego, którego pokochała ani tego, który dowodził Sforą. A jednak bała się o tego, który był teraz w podziemnych korytarzach i... Który cholera wie co teraz robił. To ją bolało, tak cholernie bolało - szczególnie gdy Hati teraz stał przed nią w dobrych, czystych ciuchach, podczas gdy jego brat żył jak szczur pod ziemią. I chuj z tym, że sam wybrał takie życie? Powinna mu była wysłać ten sweter.
- On nigdy nie będzie bezpieczny, Hati. Muszę z tym żyć - mruknęła przez zaciśnięte wargi, odpalając papierosa przy pomocy zippo. Zezowała na Greybacka spod przymrużonych oczu, jakby zastanawiała się nad czymś, co powiedział. Wydmuchnęła dym nosem i posłusznie ruszyła do jego lokalu. - Kobieta jego życia? Tak ci powiedział? Że jestem kobietą jego życia?
Może zareagowała nieco ZBYT emocjonalnie na tę wieść, bo i oczka jej się rozszerzyły, i usta wygięły w uśmiechu pełnym niedowierzania.