Heather siedziała przy biurku, burczała pod nosem krótkie przekleństwa, bo nie znosiła tej części swojej pracy. Papierologia była okrutnie nudna, ale czasem niestety musiała zajmować się również i tym. Czas płynął jej wyjątkowo wolno, okrutnie wolno, liczyła na to, że może dostanie jakieś pilne zgłoszenie, ktoś wyciągnie ją z biura. Tak, wiele by dała, żeby tak się stało. Nie przewidziała jednak, że jej prośby zostaną wysłuchane, na pewno nie zakładała, że wydarzy się coś TAKIEGO..
Zerwała się zza biurka, nie do końca wiedziała, co powinna robić, bo kurde, Londyn płonie - brzmiało jakby całe miasto stanęło w ogniu, czy w ogóle było to możliwe?
BRENNA, LONDYN PŁONIE, LONDYN PŁONIE, GDZIE JESTEŚ??? Próbowała przesłać informację Longbottom przy pomocy fal. Miała nadzieję, że partnerka wpuści ją do swojego umysłu, że dotrze do niej ta wiadomość, że też coś takiego musiało się wydarzyć, kiedy ona akurat miała wolne.
No nic, nie mogła zwlekać, ruszyła swój tyłek za resztą funkcjonariuszy, musieli się przegrupować i w ogóle zobaczyć co się dzieje.
Tak doszło do tego, że wylądowała w towarzystwie Victorii, która również miała tego dnia dyżur.
- Dzięki. - Powiedziała kiedy wzięła od niej eliksir do ochrony przed ogniem. - Na jakiej zasadzie to działa? - Zdążyła tylko mruknąć, gdy wzięła od kobiety fiolkę, a później tamta złapała ją za rękę i się teleportowały.
Ruda nie znosiła tego sposobu transportu, przy lądowaniu więc, jakoś udało jej się utrzymać na nogach, ale niestety standardowo dla siebie niemalże od razu puściła rękę aurorki i odwróciła się w drugą stronę, żeby zwymiotować. Tak już miała, od zawsze.
Dopiero wtedy podniosła głowę, żeby zobaczyć to, o czym się dowiedziały. Przetarła dłonią usta, żeby doprowadzić się do porządku. Widok był przerażający. Znajdowały się na Pokątnej, uczęszczanej o tej porze przez tłumy ludzi. Ogień rozprzestrzeniał się wszędzie wokół. Było wyjątkowo jasno, chociaż miasto powinna ogarniać ciemność, jednak nie tej nocy. To było straszne. Tutaj też znajdował się sklep jej taty, nie mogła jednak teraz pozwolić sobie na to, żeby iść ratować swoją rodzinę. Przecież wszyscy potrzebowali pomocy. To było straszne.
- To chyba całe miasto, wszędzie się świeci. - Było to naprawdę głupie, ale nie wydawało jej się, aby gdziekolwiek mogła dostrzec jakąkolwiek kamienicę, która nie zajmowałaby się ogniem. Jakim cudem mieli pomóc wszystkim? JAK? To przecież nie było możliwe.
Przypomniało jej się Beltane, tam również musiała walczyć z żywiołem, pamiętała zapach włosów, które się nim zajęły. Teraz do jej płuc docierał zapach dymu, popiół sypał się z nieba. Nie miała pojęcia od czego powinny zacząć, co one dwie mogły zrobić przeciwko temu wszystkiemu?
Wypełniały ją różne emocje, wiedziała, że musi się skupić na tym, aby je uspokoić, bo brakowało tylko tego, żeby jej klątwa się aktywowała, z drugiej strony? W tej chwili to mogłoby nawet pomóc, wolała jednak mieć pewność, że posiada kontrole nad swoim ciałem.
rzucam na kształtowanie ◉◉◉◉○, żeby zobaczyć, czy uda się zapanować nad klątwą i emocjami
Sukces!
korzystam z przewagi FALE