Ach, tak. Nora. Czy mówili już o niej kiedyś? A może to się pojawiło dopiero dzisiaj? Mówili coś więcej, zdania ułożyły się w głębszą opowieść? Nie wiedział. Cukierniczka, którą była Nora. Prawdziwa słodycz chyba dla wszystkich - szkoda tylko, że od jakiegoś czasu miał z nią znikomy kontakt. Ciężko było utrzymać te relacje, by się nie rozluźniały, gdy wokół działo się tyle, że czas stawał się przeklęcie ograniczony. Rzeczywiście - nie miało to znaczenia.
Wielkiego znaczenia nie miał też ruch Flynna. Laurent poruszył się o tyle, o ile poruszyły się jego oczy, bo nawet nie drgnęła jego głowa. Spojrzał za nim. Za jego twarzą, za jego oczami. Czasami słowa były niepotrzebne, ale zazwyczaj bywały niezbędne. Teraz były zbędne od strony Laurenta. Jego spojrzenie mówiło za usta - zrobiłeś. Mówisz jedno, robisz drugie. Na czym więc można się opierać i czemu wierzyć? Czynom? Jeśli nie szły w parze ze słowami to były zwykłą zdradą. Dowodem na to, że komuś nie można ufać. Więc lepiej zachęcać, by mówić nic? Sytuacja wcale nie była lepsza. Może ich dwójka od początku spisana była na porażkę i te wielkie słowa od początku nie miały żadnego znaczenia. Nie chciał myśleć tymi kategoriami, ale nie odnajdował w sobie żadnej chęci walki z nimi. Walki z... czymkolwiek. Słowa mogły nieść ze sobą wiele fałszu, ale tak samo czyny. Jedno wcale nie było lepsze od drugiego. Flynn lubił działać, o tak. Był też pogubiony w tym, jak ma działać i jak to zwerbalizować, by miało sens.
- To prawda. - Nie cofniesz czasu. Opisałeś się słowami i czynami - nie tylko jednym. Brak słów też byłby tutaj nadmiernie wymowny. Powiedział tylko tyle - albo aż tyle. Nie wysnuwając zaprzeczeń do wszystkiego, co zostało powiedziane, bo jaki był w tym sens? Zgadzał się z tymi słowami. Próżno mówić, że Flynn był bez grzechu, ale nie miało celu dociskanie tej kwestii. Samego siebie wystarczająco już przygniatał do ziemi poczuciem winy. - To nie przeczy temu, w co wierzysz. - Na to już mógł cicho zaprotestować. Czarnowłosy widział jedną stronę tej monety, a przecież, jak to bywało w ludzkich uczuciach, nigdy nic nie było wystarczająco proste. - Nie chcesz tego wszystkiego i starasz się, żeby tak nie było. Ale nie chcesz też być sam. Wierzysz w miłość. W to, że ci pomogę. Nie werbalizujesz sobie może tego w swojej głowie, ale potrzebujesz pomocy, bo nie radzisz sobie sam z tym ciężarem. To nic złego, Flynn. Każdy czasem potrzebuje pomocy. - Widząc, jak zaciął się w swoim zdaniu, jak zaciął się w swoich ruchach, w tym drżeniu, wyciągnął do jego głowy rękę. Zapraszająco go do siebie przyciągnął. Żeby przytulić go do swojej klatki piersiowej i zamknąć go w tych ramionach tak jak człowiek chciał schować się przed kołdrą, szukając ochrony ciepła przed zimnem tego świata.