Gwałtowne wejścia Scarlett do gabinetu Richarda, nie zdarzały się często. Jak dobrze pamiętał z ich mieszkania w Norwegii. Dzisiejszego jej wybuchu nie spodziewał się. Nie podniósł nawet głowy z nad zeszytu, coś nim notując, kiedy córka podeszła bez pukania wprosiła się do środka. Stanęła przed biurkiem, żądając działania. Wręcz sycząc, co w kolejnych swoich słowach wyznała, że coś zrobi jednemu ze swoich braci. Czy może, miała namyśli obojga?
Po tym wyznaniu, Richard kończąc pisanie słowa, podniósł poważny wzrok na córkę.
Odpowiedział z dziwnym spokojem, który udało mu się przez te godziny uzyskać, koncentrując się na swojej pracy, wypaliwszy prawie całą zawartość papierosów, jakie miał w pamiątkowej papierośnicy. Nawet nie potrzebował zapalać zwróconych kadzideł od Lorraine.
Uświadomił córkę, że nawet jeżeli podejmie się bratobójstwa, to jedynaczką nie zostanie. Jak znał swoje dzieci, wiedział o konflikcie między Leonardem a Scarlett. Jedno za drugim nie przepadało. Mógłby być nawet przekonanym o tym, że chodziło o jego starszego syna. Bo przecież Scarlett, nie powiedziała, o którego z braci chodzi. Z Charlesem byli przecież dla siebie nierozłączni.
Wrócił spojrzeniem na zeszyt, aby spojrzeć na zapisane i niedokończone zdanie. Aby móc zamoczyć pióro w kałamarzu, żeby końcówką namoczoną atramentem, dokończyć zapis. Scarlett nie umożliwiała mu skupienia się na pracy. Zdążył zamoczyć pióro w atramencie, lecz gdy ta dodała kolejne polecenia. Zatrzymał się w swojej czynności. Zmarszczył brwi, po chwili przenosząc spojrzenie na córkę.
"... ja w przeciwieństwie do niego nie przynoszę rodzinie wstydu." – te słowa zaszczepiły się w jego pamięci.- Mówisz o Charlesie?
Zapytał z powagą. Odłożył zaraz pióro na podstawkę. Tylko jedno z jego dzieci przynosiło wstyd rodzinie. Przynosiło problemy i to dość częste. Miało się to przecież skończyć.
- Usiądź. Wyjaśnił mi, co się dzieje?
W przeciwieństwie do niej nie żądał, ale poprosił. Starał się z opanowaniem do tego podejść. Nawet, jeżeli rankiem i jego samego ogarnęła frustracja i gniew. Odsunął zeszyt na bok, aby pozwolić wyschnąć atramentowi. Skupił i poświęcił teraz uwagę córce, która miała potrzebę wyżalenia się i naskarżenia na swojego brata. Musiało pójść naprawdę o coś poważnego, widząc jej zachowanie.