11.03.2025, 12:08 ✶
Charlie skupił się na włosach. Grzywka nie chciała się ułożyć, a przecież musiał wyglądać idealnie. Miał dla kogo! Wiedział jednak, że nie był to czas, by pochwalić się postępem ze Scyllą. Richard i tak by nie zrozumiał. Charlie miał nadzieję, że wyjdzie mu z panną Greyback więcej, aniżeli z Astrid, szkolną miłością, której głównym zadaniem i tak było tylko odkrywanie młodzieńczej seksualności.
Tosty zaczęły pachnieć topiącym się serem, zaś parzona w międzyczasie kawa znalazła drogę do stolika, razem z butelką mleka i cukrem. Richard mógł się częstować.
-... Ale nie muszę. - Mruknął pod nosem, gdy tata nie zainteresował się świeczkami. Chciał się nimi pochwalić, gdy sądził, że jest coraz lepszy, a używanie nowych technik wpłynęło na ich walory estetyczne i zapachowe, lecz jeśli nie wpisało się to w zainteresowania ojca, nie mógł nic zrobić. Nie chciał narzucać się ze swoimi wyrobami, nawet jeśli nie było już wśród nich przyrodzeń.
Odłożył grzebień z nieco zbyt dużą siłą, drewno zastukało o drewno.
- Nie mogłeś tak od razu, tato? Zapytać, co się stało? Zamiast wysyłać mi wyjca, jak małemu dziecku? - Zarzucił Richardowi, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Ciemne oczy, niemal identyczne, jak te ojcowskie, błyszczały, lecz nie łzami, a narastającą złością. Przestawał je poznawać, gdy z każdym dniem traciły dziecięcy blask, a stawały się wyblakłe, a spojrzenie ostre. Zupełnie jak u ojca. Baldwin poszedł na skargę. Czy to Charlesa dziwiło? Wcale. - Nie zamierzam przepraszać, jeśli to masz na myśli. Nie za to, że broniłem się, gdy wpadł tutaj nieproszony, z alkoholem nie tylko w butelce, ale również pewnie we krwi, po czym zaczął obrażać mnie i osoby, na których mi zależy. - Powiedział wprost, skupiając się chwilowo na mankiecie, który bardzo chciał poprawić, choć był niemal idealny. - Nie zapraszałem go, nie prosiłem, żeby wysyłał mi kwiaty i narkotyki - narkotyki, tato!! - w paczkach, po nocy, nie chciałem jego zalotów, gdy zaprosił mnie do swojej brudnej, zaszczurzonej nory, którą nazywa domem. To było tuż po tym, jak się przeprowadziliśmy, wydaje się, jakbym wtedy wciąż niewiele widział o świecie. - Prychnął, rozczarowany własną naiwnością. - Zwabił mnie do siebie groźbą, po tym, jak zobaczył mnie w gazecie, i... Czekaj, tato. - Charlie urwał myśl, wlepiając znów wzrok w ojca. - Mówiłeś, że jak to się nazywało? Necronomicon? Tato! Javla helvete! - Zaklął brzydko, a emocje znalazły ujście w magicznej energii. Dłoń, która dotąd bawiła się materiałem przy nadgarstku, zapłonęła zielonym blaskiem, iskierki posypały się na koszulę, na dywan. Charlie poklepał swoje ubranie, by ugasić żar. - Na bogów, tato! To on zlecił wysłanie penisów do Necronomiconu! Wiedziałem, że skądś kojarzę tę nazwę! - Udeptywanie iskier na dywanie pozwoliło mu spożytkować energię płynącą ze złości. - To przez niego kuzynka Lorraine była zła. Tato, sam widzisz, on robi wszystko, żeby mi zaszkodzić!
Dopiero po wypowiedzeniu tego na głos, Charlie zrozumiał pełnię tych słów: Baldwin rzeczywiście starał się utrudnić mu życie. Odkąd się spotkali, odkąd doszło do nieporozumienia w jego ruderze, Baldwin miał z nim problem.
- Jedyne, czego żałuję, to że uderzyłem go tylko raz. Tato... Mógłby mnie nękać, ale nie wybaczę mu tego, że zdołał nastawić Scarlett przeciwko nam.
Tosty zaczęły pachnieć topiącym się serem, zaś parzona w międzyczasie kawa znalazła drogę do stolika, razem z butelką mleka i cukrem. Richard mógł się częstować.
-... Ale nie muszę. - Mruknął pod nosem, gdy tata nie zainteresował się świeczkami. Chciał się nimi pochwalić, gdy sądził, że jest coraz lepszy, a używanie nowych technik wpłynęło na ich walory estetyczne i zapachowe, lecz jeśli nie wpisało się to w zainteresowania ojca, nie mógł nic zrobić. Nie chciał narzucać się ze swoimi wyrobami, nawet jeśli nie było już wśród nich przyrodzeń.
Odłożył grzebień z nieco zbyt dużą siłą, drewno zastukało o drewno.
- Nie mogłeś tak od razu, tato? Zapytać, co się stało? Zamiast wysyłać mi wyjca, jak małemu dziecku? - Zarzucił Richardowi, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Ciemne oczy, niemal identyczne, jak te ojcowskie, błyszczały, lecz nie łzami, a narastającą złością. Przestawał je poznawać, gdy z każdym dniem traciły dziecięcy blask, a stawały się wyblakłe, a spojrzenie ostre. Zupełnie jak u ojca. Baldwin poszedł na skargę. Czy to Charlesa dziwiło? Wcale. - Nie zamierzam przepraszać, jeśli to masz na myśli. Nie za to, że broniłem się, gdy wpadł tutaj nieproszony, z alkoholem nie tylko w butelce, ale również pewnie we krwi, po czym zaczął obrażać mnie i osoby, na których mi zależy. - Powiedział wprost, skupiając się chwilowo na mankiecie, który bardzo chciał poprawić, choć był niemal idealny. - Nie zapraszałem go, nie prosiłem, żeby wysyłał mi kwiaty i narkotyki - narkotyki, tato!! - w paczkach, po nocy, nie chciałem jego zalotów, gdy zaprosił mnie do swojej brudnej, zaszczurzonej nory, którą nazywa domem. To było tuż po tym, jak się przeprowadziliśmy, wydaje się, jakbym wtedy wciąż niewiele widział o świecie. - Prychnął, rozczarowany własną naiwnością. - Zwabił mnie do siebie groźbą, po tym, jak zobaczył mnie w gazecie, i... Czekaj, tato. - Charlie urwał myśl, wlepiając znów wzrok w ojca. - Mówiłeś, że jak to się nazywało? Necronomicon? Tato! Javla helvete! - Zaklął brzydko, a emocje znalazły ujście w magicznej energii. Dłoń, która dotąd bawiła się materiałem przy nadgarstku, zapłonęła zielonym blaskiem, iskierki posypały się na koszulę, na dywan. Charlie poklepał swoje ubranie, by ugasić żar. - Na bogów, tato! To on zlecił wysłanie penisów do Necronomiconu! Wiedziałem, że skądś kojarzę tę nazwę! - Udeptywanie iskier na dywanie pozwoliło mu spożytkować energię płynącą ze złości. - To przez niego kuzynka Lorraine była zła. Tato, sam widzisz, on robi wszystko, żeby mi zaszkodzić!
Dopiero po wypowiedzeniu tego na głos, Charlie zrozumiał pełnię tych słów: Baldwin rzeczywiście starał się utrudnić mu życie. Odkąd się spotkali, odkąd doszło do nieporozumienia w jego ruderze, Baldwin miał z nim problem.
- Jedyne, czego żałuję, to że uderzyłem go tylko raz. Tato... Mógłby mnie nękać, ale nie wybaczę mu tego, że zdołał nastawić Scarlett przeciwko nam.