Pokiwała więc grzecznie głową, gdy dostała odpowiedź od Victorii na zadane przez siebie pytanie. Teraz już sporo rozumiała, cóż, ona nie była specjalistką od eliksirów, jej narzeczony znał się na nich bardzo dobrze, mimo tego, że przez lata próbował jej wbić co nieco w tej dziedzinie to głowy, to była na tę wiedzę bardzo oporna. Trochę z własnej ignorancji, może wypadałoby się tym nieco bardziej zainteresować? Nie, po co, skoro zawsze i wszędzie znajdowały się osoby, które posiadały taką wiedzę. Nie musiała być biegła we wszystkim, czyż nie?
Głupio jej było ze względu na tę swoją przypadłość związaną z teleportacją, nie udało jej się jednak nic z tym zrobić. Wybrała więc jedyną jak na razie dostępną opcję, a mianowicie zaakceptowanie tego, że wymiotuje za każdym razem, kiedy korzysta z tej umiejetności. Nie było to szczególnie przyjemne, ale zawsze mogło być gorzej, mogłaby na przykład gubić kończyny, a to skutecznie by ją zniechęciło od pomysłu, aby przemieszczać się w ten właśnie sposób.
Ludzie wokół nich panikowali, zresztą nie ma się co dziwić, najwyraźniej całe miasto zajęło się ogniem. Musiały wykazać się większym rozsądkiem. Udało jej się jakoś zachować spokój, klątwa się nie odezwała, więc póki co nie było najgorzej.
- Tak, to wygląda strasznie. - Odpowiedziała jeszcze Victorii spoglądając przed siebie. Nie do końca wiedziała od czego powinny zacząć. Jak właściwie priorytetyzować w tej sytuacji przypadki, one miały decydować o tym, kto potrzebował ich pomocy bardziej. To naprawdę nie było takie proste, bo aktualnie chyba większość mieszkańców Londynu potrzebowała ich pomocy. - Nic mi nie jest, chociaż nie wiem, czy można powiedzieć, że wszystko w porządku. - Zdecydowanie nic nie było w porządku, kiedy spoglądało się na to, co działo się wokół nich.
Nim zrobiła krok sięgnęła po fiolkę z eliksirem, którą nadal trzymała w dłoni i ją wypiła (nie całą, a jedną porcję, resztę zamknęła i schowała), zdecydowanie było jej to teraz potrzebne. Później ruszyła tuż za Victorią, nie chciała jej teraz zgubić, co zresztą wcale nie było nieprawdopodobne w tym tłumie, który znajdował się na ulicach. Dobrze by było, gdyby trzymały się razem, bo przecież były na służbie.
Z każdej strony uderzał w nią popiół i dym, utrudniało to oddychanie, zakrywała sobie twarz lewą ręką, bo w prawej mocno trzymała różdżkę, ale chyba niczego to nie dawało, tak czy siak nie dało się przed tym uciec.
Dotarły do miejsca, które wydawało się być opuszczone, budynek najwyraźniej spłonął w całości, bo pozostały po nim tylko zgliszcza, tyle, że ktoś przed nim klękał. Musiały to sprawdzić, biegła za aurorką, najwyraźniej właśnie znalazły pierwszą osobę, która potrzebowała ich pomocy.
Przystanęła jednak w miejscu, kiedy znalazły się odpowiedniego blisko klęczącego mężczyzny. Najwyraźniej Victoria doszła do takiego samego wniosku, co ona. Ten mężczyzna mógł być jednym z tych, którzy stali za tym, co się tutaj wydarzyło. Aurorka zareagowała od razu i wyczarowała niewidzialne liny, które go spętały. Problem z głowy, powinny go chyba teraz stąd zabrać i oddać w odpowiednie ręce.
Skóra nieznajomego tliła się jak rozżażony węgiel. Ruda nie miała pojęcia, czy był przeklęty jak ona, czy to było coś innego, rozejrzała się wokół, chyba odprawiał tutaj jakiś rytuał, próbowała zrozumieć, co to mogło być. Na szczęście udało im się go przerwać, tylko, czy faktycznie dotarły w porę? Budynek został już spalony, więc nie było czego ratować w tym miejscu.
rzucam na WoS ◉◉○○○, Heather próbuje zrozumieć, co to był za rytuał
Sukces!
(post edytowany za zgodą MG (1/3 dawki eliksiru została wypita)