Czemu powiedziała, że chciała być Ariadną? Chyba po prostu z przekory, bo rozbawiła ją wizja księżniczki Krety, zakochanej w mityczny herosie, która ostatecznie skończyła ślubując wierności bogowi wina i teatru. Najwidoczniej miłość do zatracania się używkach zarówno tych materialnych, jak i kulturowych, była sukcesem na udane małżeństwo. Czyżby dlatego skończyła jak skończyła? Za życia chodziła za rzadko do teatru i nigdy się nie upijała?
Nie miała problemu z hojnością hrabiego w pomocy przy jej kreacji. Skoro już ją zaprosił i skoro musiała iść, to mogła równie dobrze skorzystać ze środków wpływowego wampira, zwłaszcza, że oh… Nie cierpiała się za tę myśl, ale było w tym wszystkim, w tej sukni, służkach, peruce którą oczywiście wybrała, coś takiego, że gdyby tylko było w stanie, jej serce ponownie zabiłoby z ekscytacji, a na twarzy wyrósł uśmiech.
I ta nie częsta radość utrzymywała się dość długo, gdy szła na miejsce fete galante próbując nie przyglądać się za bardzo tej mitycznej scenerii, do której przeniosło ją zaproszenie hrabiego, gdzie satyrowie wygrywali swoje melodie, Hera, niemalże bluźnierczo, chichotała z Posejdonem, a sama Lucy ponownie patrzyła na życie przez błyszczące się w zachwycie oczy.
Oh i jeszcze ją zapowiedzieli, a jej suknia…
Oj.
Oj.
Oj nie nie nie nie.
Przeklęty napuszony wampir, nie lepszy niż ktokolwiek inny w tym krwiopijczym grajdołku znudzonych egzystencja karykatur życia. Mógł dostrzec, jak blask znika z jej oczu, gdy nakładał jej na skronie koronę, przyjęcie zostało oficjalnie otwarte, a oni ruszyli do tańca.
Upokorzył ją. Postawił ją niezapowiedzianie w centrum uwagi tych wszystkich ludzi i chociaż nie miała się za nieśmiałą, to nikt chyba nie byłby zachwycony takim zwrotem akcji.
A najgorsze, że musiała teraz tańczyć z nim, nie mogąc nawet się w niego wpatrywać ze złością.
– Mężczyzn, którzy nie zapraszają kobiet na zabawę tylko po to, by gwałtownie rzucić je w szpony plotek socjety – powiedziała gładko bez ani chwili zawahania, żałując, że i ona nie mogła skryć się za maską. – Ale nigdy ostatecznie nie mam na nich apetytu. Tak niewielu zostało ich na tym świecie, że bez sensu nadwyrężać ich zdrowie.