02.02.2023, 19:21 ✶
- Nie lekceważę cię przecież – przyznał szczerze, odpuszczając sobie choć na kilka minut rozmowy o swoim ojcu i jego własnych domysłach na temat tego, co też Fergus wyprawiał. Podejrzewał, że jego zdaniem pewnie się gdzieś uchlał i ktoś próbował go zaciukać, wersja podobna do tej, którą sobie wmawiał, utraciwszy kontakt z Saurielem. W obu przypadkach jeden i drugi nie umarł, choć na dwa różne sposoby. No dobra, Rookwood był martwy ciałem, choć zwykle bywało się duchem. Po tylu latach znajomości nie potrafił lekceważyć Nory. Ba, wręcz wiedział, że nie powinien był tego robić, bo potrafiła pokazać pazury i dokopać mu samymi słowami. Nie żeby specjalnie była złośliwa, bardziej rozważna, a to od razu studziło zapał Fergusa do wszelkich głupot.
- Jak na kogoś, kto tyle gada, Brenna wydaje się dość zdawkowa w swoich listach – stwierdził po chwili zastanowienia, dochodząc do wniosku, że rzeczywiście, jeśli Norze poskąpiła słów, to Ollivanderom tym bardziej. Wszelkie szczegóły prędzej podałaby ich wspólnej przyjaciółce. Nadal nie mógł się przekonać do sięgnięcia po pączka, choć zapach wydostający się z pudełka naprawdę go kusił. Wiedział jednak, że każdy gryz utykałby mu w gardle z powodu mdłości, a przede wszystkim przez rozmowę na temat wypadku.
- Bardziej niż tego, że nie mogę się stąd ruszyć, nie znoszę tego, że nie mogę iść zapalić – burknął, próbując skrzyżować ręce na piersi, ale nie było to najlepszym pomysłem. Syknął z bólu, gdy zraniona ręka poczuła nacisk i odpuścił. Postara się leżeć spokojniej, przynajmniej do momentu, aż znowu zapomni o tym, że powinien oszczędzać się w ruchach.
- Nora – zaczął, przerywając jej i oparł na moment czoło na zdrowej dłoni, żeby w jakiś sposób poskładać własne myśli. – Ja nie miałem nad tym pracować. Ja miałem tego w ogóle nie dotykać. A biorąc pod uwagę, że przetrwałem miesiąc kursu na klątwołamacza, powinienem wiedzieć, że nie podchodzi się do czarnomagicznych pudełek bez zaklęć odpornych, co nie? Na swoją obronę mogę dodać, że ta szkatułka miała w sobie coś, co przypominało amortencję.
Miał ochotę się roześmiać z powodu własnej głupoty i bezsilności, ale tylko przygryzł usta, by stłumić tę niekontrolowaną emocję, która była zupełnie nie na miejscu. Tamta woń była tak przyciągająca, że zupełnie stracił rachubę tego, co robił. Mamiła mu wszystkie zmysły, skręcała myśli w taki sposób, że myślał jedynie o tym przedmiocie. Nic dziwnego, że do niego podszedł. Pytanie tylko, dlaczego ta klątwa tak bardzo na niego zadziałała? Czarna magia wyczuwała, że jest na tyle słaby, by w prosty sposób jej ulec?
- Aktualny właściciel tej szkatułki chciał po prostu zdjąć z niej klątwę. Otworzyła się sama, wybuchła też chyba sama, niewiele z niej pozostało – wyjaśnił jeszcze na koniec, odciągając dłoń o twarzy i znów opadając na poduszki. Nie wiedział, ile jeszcze razy będzie musiał opowiedzieć tę samą historię, ale z każdym kolejnym brzmiała coraz bardziej irracjonalnie.
- Jak na kogoś, kto tyle gada, Brenna wydaje się dość zdawkowa w swoich listach – stwierdził po chwili zastanowienia, dochodząc do wniosku, że rzeczywiście, jeśli Norze poskąpiła słów, to Ollivanderom tym bardziej. Wszelkie szczegóły prędzej podałaby ich wspólnej przyjaciółce. Nadal nie mógł się przekonać do sięgnięcia po pączka, choć zapach wydostający się z pudełka naprawdę go kusił. Wiedział jednak, że każdy gryz utykałby mu w gardle z powodu mdłości, a przede wszystkim przez rozmowę na temat wypadku.
- Bardziej niż tego, że nie mogę się stąd ruszyć, nie znoszę tego, że nie mogę iść zapalić – burknął, próbując skrzyżować ręce na piersi, ale nie było to najlepszym pomysłem. Syknął z bólu, gdy zraniona ręka poczuła nacisk i odpuścił. Postara się leżeć spokojniej, przynajmniej do momentu, aż znowu zapomni o tym, że powinien oszczędzać się w ruchach.
- Nora – zaczął, przerywając jej i oparł na moment czoło na zdrowej dłoni, żeby w jakiś sposób poskładać własne myśli. – Ja nie miałem nad tym pracować. Ja miałem tego w ogóle nie dotykać. A biorąc pod uwagę, że przetrwałem miesiąc kursu na klątwołamacza, powinienem wiedzieć, że nie podchodzi się do czarnomagicznych pudełek bez zaklęć odpornych, co nie? Na swoją obronę mogę dodać, że ta szkatułka miała w sobie coś, co przypominało amortencję.
Miał ochotę się roześmiać z powodu własnej głupoty i bezsilności, ale tylko przygryzł usta, by stłumić tę niekontrolowaną emocję, która była zupełnie nie na miejscu. Tamta woń była tak przyciągająca, że zupełnie stracił rachubę tego, co robił. Mamiła mu wszystkie zmysły, skręcała myśli w taki sposób, że myślał jedynie o tym przedmiocie. Nic dziwnego, że do niego podszedł. Pytanie tylko, dlaczego ta klątwa tak bardzo na niego zadziałała? Czarna magia wyczuwała, że jest na tyle słaby, by w prosty sposób jej ulec?
- Aktualny właściciel tej szkatułki chciał po prostu zdjąć z niej klątwę. Otworzyła się sama, wybuchła też chyba sama, niewiele z niej pozostało – wyjaśnił jeszcze na koniec, odciągając dłoń o twarzy i znów opadając na poduszki. Nie wiedział, ile jeszcze razy będzie musiał opowiedzieć tę samą historię, ale z każdym kolejnym brzmiała coraz bardziej irracjonalnie.