12.03.2025, 17:46 ✶
Isaac uważnie obserwował panią Johnson. Dostrzegł, jak zbladła, jak zacisnęła palce na framudze drzwi, jak nerwowo obejrzała się za siebie, zanim odpowiedziała. W jej głosie pobrzmiewała obawa, niepewność - wyraźnie coś wiedziała.
Spoglądał więc na kobietę ze spokojem, jakby chciał zapewnić, że nie mieli złych intencji. Po prawdzie… miał nadzieję, że usłyszą, iż Mark rzeczywiście po prostu wyjechał, że wolał dmuchać na zimne. To byłoby najlepsze wyjaśnienie. Ale coś w zachowaniu kobiety kazało mu sądzić, że sprawa była bardziej skomplikowana.
-Tak, Beltane to prawdziwa tragedia, która nie powinna mieć miejsca.- Przyznał.-Nie dziwię się, że ktoś mógł uznać, że bezpieczniej będzie na jakiś czas zniknąć. Jeśli to była jego decyzja, to dobrze. Lepiej zniknąć z własnej woli niż... zostać do tego zmuszonym. Chociaż w tym przypadku obawiam się po prostu, że Mark mógł zostać do tego zmuszony. Dlatego chcielibyśmy pomóc i dowiedzieć się, co, a raczej kto, go do tego zmusił.- Ostatnie słowa wypowiedział ciszej, tonem bardziej refleksyjnym. Wiedział, że presja wywierana na niektóre osoby w społeczeństwie czarodziejów stawała się coraz silniejsza.
Westchnął cicho i spojrzał kobiecie w oczy, starając się, by jego spojrzenie było ciepłe, a nie przytłaczające. Nie chciał jej przestraszyć.
-Czy w takim razie mogłaby pani zrobić nam tę uprzejmość i przekazać mu list?- Zapytał, wyciągając z kieszeni notes i długopis.-Jeśli jest bezpieczny, nie zamierzam go niepokoić. Ale chciałbym mieć pewność, że wszystko u niego w porządku. Napisałbym dosłownie kilka słów.- Spoglądał na nią, czekając na reakcję. Dał jej chwilę na zastanowienie. Wiedział, że jeśli odmówi, to nie było sensu dalej jej naciskać.
Po chwili spojrzał na Brennę.
-Chyba że... chyba że uważasz, że najlepiej będzie jednak zgłosić zaginięcie Marka w Ministerstwie.- To nie była groźba, raczej stwierdzenie faktu. Jeśli Mark wyjechał i nie chciał, by ktoś go szukał, to zgłoszenie zaginięcia mogłoby jedynie narobić mu kłopotów. Z drugiej jednak strony, dlaczego zniknął w takim pośpiechu? Isaac bardzo chciał to wiedzieć.
Spojrzał ponownie na panią Johnson, marszcząc lekko brwi.
Spoglądał więc na kobietę ze spokojem, jakby chciał zapewnić, że nie mieli złych intencji. Po prawdzie… miał nadzieję, że usłyszą, iż Mark rzeczywiście po prostu wyjechał, że wolał dmuchać na zimne. To byłoby najlepsze wyjaśnienie. Ale coś w zachowaniu kobiety kazało mu sądzić, że sprawa była bardziej skomplikowana.
-Tak, Beltane to prawdziwa tragedia, która nie powinna mieć miejsca.- Przyznał.-Nie dziwię się, że ktoś mógł uznać, że bezpieczniej będzie na jakiś czas zniknąć. Jeśli to była jego decyzja, to dobrze. Lepiej zniknąć z własnej woli niż... zostać do tego zmuszonym. Chociaż w tym przypadku obawiam się po prostu, że Mark mógł zostać do tego zmuszony. Dlatego chcielibyśmy pomóc i dowiedzieć się, co, a raczej kto, go do tego zmusił.- Ostatnie słowa wypowiedział ciszej, tonem bardziej refleksyjnym. Wiedział, że presja wywierana na niektóre osoby w społeczeństwie czarodziejów stawała się coraz silniejsza.
Westchnął cicho i spojrzał kobiecie w oczy, starając się, by jego spojrzenie było ciepłe, a nie przytłaczające. Nie chciał jej przestraszyć.
-Czy w takim razie mogłaby pani zrobić nam tę uprzejmość i przekazać mu list?- Zapytał, wyciągając z kieszeni notes i długopis.-Jeśli jest bezpieczny, nie zamierzam go niepokoić. Ale chciałbym mieć pewność, że wszystko u niego w porządku. Napisałbym dosłownie kilka słów.- Spoglądał na nią, czekając na reakcję. Dał jej chwilę na zastanowienie. Wiedział, że jeśli odmówi, to nie było sensu dalej jej naciskać.
Po chwili spojrzał na Brennę.
-Chyba że... chyba że uważasz, że najlepiej będzie jednak zgłosić zaginięcie Marka w Ministerstwie.- To nie była groźba, raczej stwierdzenie faktu. Jeśli Mark wyjechał i nie chciał, by ktoś go szukał, to zgłoszenie zaginięcia mogłoby jedynie narobić mu kłopotów. Z drugiej jednak strony, dlaczego zniknął w takim pośpiechu? Isaac bardzo chciał to wiedzieć.
Spojrzał ponownie na panią Johnson, marszcząc lekko brwi.