• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[7.09.1972] Sklep piśmienniczy Bagshotów - Miało być spokojnie… ale przyszli wszyscy

[7.09.1972] Sklep piśmienniczy Bagshotów - Miało być spokojnie… ale przyszli wszyscy
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#5
12.03.2025, 22:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2025, 23:50 przez Isaac Bagshot. Powód edycji: Na prośbę graczy )  
Isaac uniósł wzrok znad gazety i spojrzał na mężczyznę, który właśnie przekroczył próg sklepu. Nie był to klient, jakich widywał na co dzień. Ten człowiek miał w sobie coś niepokojącego, choć było to subtelne - może przez jego posturę, może przez sposób, w jaki się poruszał, jakby każda jego decyzja była przemyślana, a może przez to, że jego spojrzenie zdawało się badać otoczenie bardziej niż powinno.
Bagshot nie dał po sobie poznać, że cokolwiek w tym widoku go zdziwiło. W końcu przyzwyczaił się do tego, że nie wszyscy odwiedzający ten sklep szukali jedynie piór i papieru.
-Dzień dobry.- Powiedział całkiem entuzjastycznie. Odłożył gazetę na ladę, starannie wygładzając strony, jakby to był jakiś codzienny rytuał, który należało dokończyć przed przejściem do rozmowy.-Jeśli szuka pan czegoś konkretnego, chętnie pomogę.- Dodał, przechylając lekko głowę i opierając się o ladę. I nagle coś go tknęło. Znał tego mężczyznę - chodzili razem do Hogwartu i grali w Quidditcha w tej samej drużynie! Aloysius Rokwood.
Isaac nie był jednak pewien, czy Gryfon rozpoznał jego. Z drugiej strony, to, jak mężczyzna unikał jego spojrzenia, jak zbyt gorliwie przeglądał modele statków i próbował zająć czymś ręce, było wymowne. Postanowił więc grać w jego grę.
-Oczywiście, smoki.
- Powtórzył, uśmiechając się lekko. Zdziwił go nieco akcent i sposób wysławiania się mężczyzny. Czyżby się pomylił i nie był to Aloysius? Nie, to niemożliwe - to na pewno był on.-Gobliny nigdy nie byłyby na tyle lekkomyślne, żeby zostawić dowody, prawda? Więc spektakl musiał być przekonujący. Całe to zatonięcie, chaos, ofiary… klasyczne działanie.- W jego głosie nie było kpiny, raczej szczera refleksja. Gobliny rzeczywiście potrafiły być bezwzględne, jeśli w grę wchodziły ich interesy. Historia uczyła, że za wielkimi katastrofami często kryły się bardziej skomplikowane motywy, niż ludzie lubili sądzić. Czy Isaac wierzył w wersję o smoku? Nie. Ale czy zdziwiłby się, gdyby naprawdę istniało coś więcej w tej historii? Absolutnie nie. Teorie spiskowe zawsze go fascynowały, choć bardziej z perspektywy socjologicznej niż faktycznej wiary w ich treść. Lubił analizować, jak niektóre historie powstawały, jak ewoluowały w różnych społecznościach i jakie miały znaczenie dla świata. A skoro jego rozmówca poruszył temat Titanica i goblinów, to równie dobrze sam mógł podzielić się równie absurdalną historią.
Poprawił się lekko na krześle, wyciągając paczkę papierosów z kieszeni i stukając jednym o blat. Przez chwilę obracał go w palcach, jakby ważył słowa, zanim ponownie spojrzał na rozmówcę. A raczej na jego plecy.
-A słyszałeś o Henrym Fordzie? Mówi się, że był czarodziejem, który odkrył sposób na zaklęcie mechaniki, łącząc magię z mugolską inżynierią. Wynalazł pierwszy samochód, który potrafił sam się naprawiać, unikać kolizji, a nawet teleportować kierowcę na krótkie dystanse. Podobno jego pierwsze modele miały wbudowaną zaklętą przekładnię, która pozwalała samochodom na chwilowe zawieszenie w powietrzu - taki pierwowzór mugolskich systemów hamowania awaryjnego. Problem w tym, że Ford doskonale wiedział, iż ten wynalazek sprowadzi na niego kłopoty.- Zrobił krótką pauzę, pozwalając swojemu rozmówcy przyswoić informacje.-Ministerstwo Magii natychmiast się nim zainteresowało. Nie mogli dopuścić do tego, by magiczne samochody pojawiły się w świecie mugoli. Ford odmówił współpracy, a kiedy uzmysłowił sobie, że sytuacja robi się naprawdę niebezpieczna, sfingował własną śmierć. Oficjalnie umarł w 1947 roku, ale niektórzy twierdzą, że w rzeczywistości zbiegł do Kanady, a potem na Alaskę, gdzie założył tajną społeczność czarodziejskich mechaników, którzy do dziś pracują nad ulepszonymi modelami samochodów. Niektórzy mówią, że jeśli wiesz, gdzie szukać, możesz natknąć się na jeden z tych pojazdów - wiesz, te stare modele Fordów, które nigdy się nie psują i zawsze pojawiają się w najmniej spodziewanych miejscach...- Oparł się luźno o ladę i uśmiechnął lekko, obserwując reakcję mężczyzny. I wtedy do sklepu weszła Geraldine w towarzystwie kogoś, kogo również znał z czasów szkolnych - Ambroise Greangass.
Na widok Yaxleyówny natychmiast się rozpromienił. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a w oczach błysnęła szczera radość, jakby jej obecność natychmiast rozjaśniła to szare, nijakie miejsce.
I oczywiście, nie musiała się martwić - nie był typem człowieka, który dąsałby się na niespodzianki, a już na pewno nie na dodatkowe towarzystwo. Wręcz przeciwnie - im więcej ludzi, tym lepiej. Każdy nowy rozmówca to nowe historie, nowe spojrzenie na świat, a jeśli ktoś przychodził w towarzystwie Geraldine, to musiał być przynajmniej intrygujący.
-Nie, nie przeszkadzacie.- Zapewnił.-A co do zmiany w aparycji...- Przejechał dłonią po wąsie, który najwyraźniej zwrócił jej uwagę.-Cóż, próbuję wmieszać się w tłum. Podobno wąs sprawia, że wyglądam bardziej wiarygodnie jako mugolski sklepikarz.- Obrócił się lekko na krześle, jakby dawał jej szansę na pełną ocenę.
Wstał i wyciągnął dłoń w stronę Ambroise, żeby się z nim przywitać. Ton mężczyzny, ten przesadny, niemal teatralny komplement, aż prosił się o równie przerysowaną odpowiedź, ale Bagshot nie zamierzał wchodzić w tę grę. Nie potrzebował specjalnego traktowania, nie miał też zamiaru wdawać się w konwersację o własnym wyglądzie dłużej, niż to konieczne. Nie był typem, który oczekiwał pokłonów czy fałszywych pochwał.
Uśmiechnął się lekko, bardziej z pobłażliwością niż z prawdziwej radości, i pokręcił głową.
-To kwestia praktyczności, nie mody.-Zerknął na Geraldine, jakby oczekiwał, że ona przynajmniej zrozumie jego pragmatyzm, a potem wrócił spojrzeniem do Ambroise’a.-W Dolinie Godryka ostatnio działo się trochę za dużo rzeczy, których mugole nie powinni być świadkami. Wtapianie się w tłum uznałem za rozsądniejsze niż wystawianie się na cudze spojrzenia.
Isaacowi nie umknął sposób, w jaki mężczyzna zaznaczył swoją obecność - subtelny, a jednak jednoznaczny gest, który miał mówić więcej niż jakiekolwiek słowa. Przeniesienie ręki na talię Geraldine, bliskość, sposób, w jaki naturalnie i bez cienia zawahania objął ją ramieniem. To było coś więcej niż zwykła swoboda, to było podkreślenie pewnej pozycji, zaznaczenie granic, których inni - a może konkretnie on - mieli nie przekraczać.
Nie skomentował tego. Nie miał zamiaru reagować. Oczywiście, że podkochiwał się w Geraldine - ale w kim się nie podkochiwał? Był w końcu człowiekiem, który łatwo zauważał piękno i jeszcze łatwiej się nim zachwycał, ale to nie znaczyło, że był gotów wchodzić w cudze gry. Poza tym… znał życie na tyle dobrze, by wiedzieć, że za takimi gestami zawsze kryło się coś więcej. Coś bardziej skomplikowanego, bardziej osobistego. Może był to zwykły nawyk, może manifestacja własnych emocji, może chęć podkreślenia czegoś, co dawno już się rozmyło, a może zupełnie co innego.
Nie oceniał tego. Choć to, co działo się przed nim, było interesującym obrazem, nie pozwolił sobie na zbyt długie zawieszenie myśli na tej scenie. Jeśli czegoś nauczyło go życie, to tego, że nie wszystko wymagało komentarza.
Zamiast tego, skupił się na rozmowie. Na tym, po co przyszli. I na fakcie, że niezależnie od układów i niuansów tej sytuacji, Geraldine zawsze była dla niego ważna. A to oznaczało, że jeśli jej towarzystwo obejmowało także Ambroise’a, gotów był przynajmniej spróbować go polubić.
-Napijecie się czegoś, czy od razu przejdziemy do rzeczy? I jak rozumiem, jesteście tutaj we troje, w tej samej sprawie, tak?- Zerknął na "Benjy'ego" i wyszczerzył się do niego w lekkim uśmiechu.

Isaac wpuścił całą trójkę do pokoju z myślodsiewnią i pozwolił im z niej skorzystać pod swoim nadzorem.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2990), Benjy Fenwick (2467), Geraldine Greengrass-Yaxley (2442), Isaac Bagshot (1907)




Wiadomości w tym wątku
[7.09.1972] Sklep piśmienniczy Bagshotów - Miało być spokojnie… ale przyszli wszyscy - przez Isaac Bagshot - 05.03.2025, 23:43
RE: [7.09.1972] Sklep piśmienniczy Bagshotów - Miało być spokojnie… ale przyszli wszyscy - przez Benjy Fenwick - 06.03.2025, 03:59
RE: [7.09.1972] Sklep piśmienniczy Bagshotów - Miało być spokojnie… ale przyszli wszyscy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.03.2025, 01:18
RE: [7.09.1972] Sklep piśmienniczy Bagshotów - Miało być spokojnie… ale przyszli wszyscy - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 09.03.2025, 02:39
RE: [7.09.1972] Sklep piśmienniczy Bagshotów - Miało być spokojnie… ale przyszli wszyscy - przez Isaac Bagshot - 12.03.2025, 22:30
RE: [7.09.1972] Sklep piśmienniczy Bagshotów - Miało być spokojnie… ale przyszli wszyscy - przez Benjy Fenwick - 14.03.2025, 02:04
RE: [7.09.1972] Sklep piśmienniczy Bagshotów - Miało być spokojnie… ale przyszli wszyscy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.03.2025, 11:47
RE: [7.09.1972] Sklep piśmienniczy Bagshotów - Miało być spokojnie… ale przyszli wszyscy - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.03.2025, 16:36
RE: [7.09.1972] Sklep piśmienniczy Bagshotów - Miało być spokojnie… ale przyszli wszyscy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.06.2025, 21:27

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa