Rita, Theo i Atreus
Atreus szybko zdał sobie sprawę, że może niekoniecznie dobrze, że tak szybko do nich podszedł. Rodzeństwo nie wychodziło z roli i szybko przeszło od słów do czynów. Z coraz trudniejsze do opanowanie rozbawienie Rity przebijające w jej mimice i zduszonym chichocie mogłoby pokrzyżować im plany, niestety (albo właśnie może stety?) Theo postanowił popchnąć Ritę na tyle niefortunnie, że sam z impetem wylądował w wodzie skupiając tym samym na sobie uwagę wszystkich, wzbudzając przy tym spontaniczną salwę śmiechu i podekscytowanych rozmów.
Zbiornik wodny, był wygodny przede wszystkim do pływania, ale nie stanowił wyzwania, aby z niego wyjść. Spora część gości tymczasem zaangażowała się w sprawy pary.
– Nie wiedziałem, że to pool party!– krzyknął ktoś – Kto następny?!
– Ten garnitur... to jest nie do odratowania... – stęknęła kobieta na co stojący przy niej mężczyzna dodał rubasznie – Sam bym Cię wrzucił jakbyś przymilała się do gości, nie patrząc na cenę Twojej sukni.
Co najważniejsze - chaos wzmagał, moment później ktoś został popchnięty z drugiej strony basenu, ktoś wskoczył całkiem spontanicznie i z własnej woli od strony żywopłotu. Strażnicy ruszyli do tego miejsca, próbując spokojnie acz stanowczo informować podpitych gości, że mają natychmiast opuścić wodę i że pływanie nie zostało przewidziane na ten wieczór.
Pewne było, że ktokolwiek chciałby teraz dostać się oknem do gabinetu lub wydostać z niego do ogrodu, raczej nie powinien być zauważony.
Morpheus i Basilius
Słowa Basiliusa przypominały bzyczenie namolnej muchy i taki wyraz przyjęła twarz maga, gdy lekarz się odezwał. Z drugiej strony Morpheus, mimo irytującego towarzystwa sam w sobie wystosował na tyle ciekawą ofertę, że uwaga mężczyzny skupiła się na nim. Jego leniwy uśmiech nie sięgał oczu, dłoń monotonnie przejeżdżała po kocim futrze.
– Doprawdy? Cóż taki łazęga, cóż taki złodziej zakradający się wieczorową porą do gabinetu mojego mecenasa mógłby mi zaoferować? – zapytał niespiesznie.
Tymczasem Basilius dostrzegł to czego szukał - szkatułę umieszczoną tuż pod oknem, której zdobienia stanowiły runiczne zaklęcia ochronne, uniemożliwiające ot tak otwarcie jej nawet z odpowiednimi mugolskimi narzędziami. Ponad wszelką wątpliwość był to ten przedmiot i to bardzo blisko potencjalnego miejsca ucieczki. Morpheus zaś nie odpowiedział mężczyźnie od razu, obserwując również, ale nie przestrzeń a czas, który przed nimi się rozkładał. Tak szybkie filtrowanie możliwych odnóg nie było wcale proste, ale spośród strzępek rozmów, które zdały mu się korzystne, strzępki słów dotyczące Muzeum Brytyjskiego i wystawy poświęconej Księdze Umarłych, zdawały się wzbudzać najkorzystniejszy odbiór. Towar za towar? Nie mógł być tego pewien, ale wizja transakcji wiązanej została mu posmakiem w ustach.
Mag zdawał się być świadom tego cóż właśnie anglik przed nim uczynił. Unosił tylko jedną brew w przedłużającym się oczekiwaniu. Tymczasem z ogrodu dobiegały dźwięki ożywionych rozmów, śmiechów pokrzykiwań i niekończącego się chlupotu wody.
Tura trwa do 17.03