13.03.2025, 16:21 ✶
Anthony nie odpuścił. Trzymał go mocno, jakby od tego zależało jego życie. Blisko, z desperacją, o którą sam by się nie podejrzewał. Podczas tych wszystkich bezsennych nocy wizualizował sobie wiele, wiele scenariuszy. Widział ewakuacje, widział pogrzeby, widział siebie realizującego ostatnią wolę wielu, wielu osób, w tym drugiej połowy swojej duszy, która jeszcze w szkole oznajmiła mu prawdę o swojej śmierci. Widział to wszystko i widział też Selwyna. Zawsze obok, niezmiennie od tylu lat. Być może było to okrutne zakładać, że jego śniący o losie bohatera przyjaciel nie wsiadł na koń gdy rozpoczęła się wojna. Być może ów przyjaciel mógłby uznać to za potwarz, ale Anthony głęboko wierzył, że w wieku czterdziestu lat nie będzie mu się chciało. Że swoje ideały przekuje w zawoalowane szekspirem postulaty polityczne, a nazwisko i status uchronią go przed jakąkolwiek krzywdą. I był zły i wściekły, ale przemawiała przez niego czysta bezsilność, gdy z każdą sekundą jego oczy przestały nieść iskry, a ich srebro matowiało jak spopielona kartka.
Dłonie nieznacznie rozluźniły się, choć wciąż mięły spocony kołnierzyk mężczyzny, gdy padło to nienaturalnie ciche wobec wcześniejszej rozmowy, głuche pytanie:
– Jak długo?
Dłonie nieznacznie rozluźniły się, choć wciąż mięły spocony kołnierzyk mężczyzny, gdy padło to nienaturalnie ciche wobec wcześniejszej rozmowy, głuche pytanie:
– Jak długo?