Całą scenę oświetlał promień. Odbijał się i tańczył na zszarzałej twarzy wspomnienia, swoim ciepłym, ale chybotliwym blaskiem. Kiedy tylko się tam znaleźli, istota podniosła się. To znaczy... ona zawsze stała obok Roberta, jej małe stopy w obdartych bucikach używały jego leżącego płaszcza jak dywanu. Gdy znaleźli się w wieży, jej oczy rozszerzyły się w zachwycie.
– Jak tu pięknie! Jak wysoko i ciepło! Jakie piękne tu wiszą obrazy! Jakie pościele! I Ty... jesteś księciem? – odwróciła ku niemu swoją półprzezroczystą buzię w zaciekawieniu, a wtedy dopiero ujrzała napięcie w jego twarzy, wtedy dopiero jakby dotarł do niej szloch dziecka. – Czy nawet książęta są smutni? Ja też czasem płacze, gdy mama mnie bije. Wiem Pan, nie każdy zauważa, nie każdy się pochyla. Jak nie przynoszę pieniędzy. Dziś nie dostałam płaszcza. Mama powiedziała, że wykarmi nas współczuciem ludzi. I było mi zimno. Ale tu jest ciepło. To miłe miejsce. – jej wątła duchowa pierś odetchnęła głęboko, a potem nagle oczy rozszerzył się i brwi powędrowały ku górze, gdy zadarta główka zrozumiała, że właśnie drewienko dogasa i za moment poparzy mężczyźnie dłonie. Ale co gorsza - za moment zgaśnie. Za moment stąd odejdą.
– Szybko! Szybko kolejną! Szybko zanim... – umilkła, bo zapadła ciemność. Gdy Robert zapalił drugą zapałkę, byli już niestety w zupełnie innym miejscu...
– Jak tu pięknie! Jak wysoko i ciepło! Jakie piękne tu wiszą obrazy! Jakie pościele! I Ty... jesteś księciem? – odwróciła ku niemu swoją półprzezroczystą buzię w zaciekawieniu, a wtedy dopiero ujrzała napięcie w jego twarzy, wtedy dopiero jakby dotarł do niej szloch dziecka. – Czy nawet książęta są smutni? Ja też czasem płacze, gdy mama mnie bije. Wiem Pan, nie każdy zauważa, nie każdy się pochyla. Jak nie przynoszę pieniędzy. Dziś nie dostałam płaszcza. Mama powiedziała, że wykarmi nas współczuciem ludzi. I było mi zimno. Ale tu jest ciepło. To miłe miejsce. – jej wątła duchowa pierś odetchnęła głęboko, a potem nagle oczy rozszerzył się i brwi powędrowały ku górze, gdy zadarta główka zrozumiała, że właśnie drewienko dogasa i za moment poparzy mężczyźnie dłonie. Ale co gorsza - za moment zgaśnie. Za moment stąd odejdą.
– Szybko! Szybko kolejną! Szybko zanim... – umilkła, bo zapadła ciemność. Gdy Robert zapalił drugą zapałkę, byli już niestety w zupełnie innym miejscu...