13.03.2025, 20:09 ✶
– Tak myślisz? – zdziwił się nieco chłopiec z Kniei, który już nie był chłopcem, ale wciąż wychowywał się w na pół zdziczałych warunkach a jego matka miała dość specyficzne podejście do kwestii bezpieczeństwa. Zaraz potem jednak przygryzł skórkę od paznokci i rozwinął swój plan przed Brenną, trochę żeby ją uspokoić, trochę żeby poćwiczyć opowiadanie go przed Norą. Jeśli ta oczywiście zapyta bo kto wie, może nie zapyta.
– Nie planowałem latania. Wiesz, mam takie przekonanie, że radość z relacji z braćmi fauny nie polega tylko na wykorzystywaniu ich do pracy czy własnych rozrywek. To przede wszystkim wzajemna opieka i troska. To sprzątanie w stajni. Czyszczenie futra i lotek. Piłowanie pazurów. To wiedza o tym, jak to zwierzę funkcjonuje, co lubi, czego nie, co je i kiedy. Jak można mu pomóc w razie czego. Latanie to wspólna zabawa. Mały promil tego, co można robić razem. Nigdy nie powinno być celem. Tak myślę. – I bardzo chciałby, żeby Mabel to rozumiała, szczególnie miał nadzieję teraz, kiedy bardzo chciał przekazać jej swoje wartości. Swoją miłość do świata, który był tak odmienny od tego, do czego miała dostęp w Londynie.
Podniósł się i otrzepał z trawy. Uziemiony. Spokojniejszy.
– Może. Ale to nie było w żaden sposób ludzkie a zdawało się bardzo, bardzo bardzo materialne. Tak to widziałem. Brenna, ja wiem, że mój krogulec nie jest zarejestrowany, ale mogę... nie wiem jak to zrobić, ale myślałem o tym, czy da się go jakoś dopisać. Ginny wyjaśniła mi, że nasza krew tak ma, że nikogo nie powinno to dziwić, a ja sam powinienem być dumny ze swojej rodziny. Jako krogulec mogę robić obserwacje z góry. On chyba mnie nie widział jak wracał do leża. Mogę... Brenna ja bardzo chcę pomóc. Oczywiście, zaznaczę na mapie, chociaż wiesz no mmm... nie ogarniam za bardzo map. Mogę Cię tam zaprowadzić bez problemu, choćby teraz. – zaproponował drapiąc się mocno po karku, bo martwił się, że zaznaczy źle i nikt nie uwierzy w to jak straszny straszny potwór czai się w Kniei. Potwór zjadający dusze z drzew.
Zaraz potem skinął głową na jej poradę i uśmiechnął się ciepło, po czym nie czekając dłużej objął ją i przytulił mocno. Pachniał ziołami i świeżo struganym drewnem.
– Mam wsparcie ludzi z Munga, jeden taki śmieszny chłopak przynosi mi eliksiry na uspokojenie. Wygląda jak przerośnięta tchórzofretka. Polubiłabyś go myślę. – Zasugerował, niepomny na to, że Brenna musiała go znać, skoro był na plaży. Ale na plaży podziały się inne rzeczy, a cała głowa Samuela i tak kręciła się głównie wokół jego ukochanej.
– Nie planowałem latania. Wiesz, mam takie przekonanie, że radość z relacji z braćmi fauny nie polega tylko na wykorzystywaniu ich do pracy czy własnych rozrywek. To przede wszystkim wzajemna opieka i troska. To sprzątanie w stajni. Czyszczenie futra i lotek. Piłowanie pazurów. To wiedza o tym, jak to zwierzę funkcjonuje, co lubi, czego nie, co je i kiedy. Jak można mu pomóc w razie czego. Latanie to wspólna zabawa. Mały promil tego, co można robić razem. Nigdy nie powinno być celem. Tak myślę. – I bardzo chciałby, żeby Mabel to rozumiała, szczególnie miał nadzieję teraz, kiedy bardzo chciał przekazać jej swoje wartości. Swoją miłość do świata, który był tak odmienny od tego, do czego miała dostęp w Londynie.
Podniósł się i otrzepał z trawy. Uziemiony. Spokojniejszy.
– Może. Ale to nie było w żaden sposób ludzkie a zdawało się bardzo, bardzo bardzo materialne. Tak to widziałem. Brenna, ja wiem, że mój krogulec nie jest zarejestrowany, ale mogę... nie wiem jak to zrobić, ale myślałem o tym, czy da się go jakoś dopisać. Ginny wyjaśniła mi, że nasza krew tak ma, że nikogo nie powinno to dziwić, a ja sam powinienem być dumny ze swojej rodziny. Jako krogulec mogę robić obserwacje z góry. On chyba mnie nie widział jak wracał do leża. Mogę... Brenna ja bardzo chcę pomóc. Oczywiście, zaznaczę na mapie, chociaż wiesz no mmm... nie ogarniam za bardzo map. Mogę Cię tam zaprowadzić bez problemu, choćby teraz. – zaproponował drapiąc się mocno po karku, bo martwił się, że zaznaczy źle i nikt nie uwierzy w to jak straszny straszny potwór czai się w Kniei. Potwór zjadający dusze z drzew.
Zaraz potem skinął głową na jej poradę i uśmiechnął się ciepło, po czym nie czekając dłużej objął ją i przytulił mocno. Pachniał ziołami i świeżo struganym drewnem.
– Mam wsparcie ludzi z Munga, jeden taki śmieszny chłopak przynosi mi eliksiry na uspokojenie. Wygląda jak przerośnięta tchórzofretka. Polubiłabyś go myślę. – Zasugerował, niepomny na to, że Brenna musiała go znać, skoro był na plaży. Ale na plaży podziały się inne rzeczy, a cała głowa Samuela i tak kręciła się głównie wokół jego ukochanej.