13.03.2025, 20:14 ✶
Zatrzymał się na chwilę w miejscu i spojrzał na Monę z lekkim niedowierzaniem. To chodziło o jego nastawienie? Przecież nie było nic mniej ważnego w porównaniu z jej zdrowiem! A ona myślała, że jakkolwiek zmieniłby zdanie?
— Mo, nawet gdyby porosła cię całą smocza łuska, kochałbym... znaczy... lubiłbym cię tak samo — wypalił, jednocześnie kłopocząc się gdzieś w połowie zdania. Co za fatalny moment na wyznanie miłości! Czy już jej zresztą nie wyznawał? Przecież tego uczucia był pewny... właściwie bardziej niż czegokolwiek. Problem stanowiło to, że nie miał pojęcia, czy Mona odwzajemniała jego uczucia. — Jesteś dla mnie bardzo ważna i strasznie istotne jest, żebyś dbała o swoje zdrowie. Nie dla mnie, ani dla nikogo innego, tylko dla siebie. Chciałbym, żebyś kiedyś zobaczyła siebie moimi oczami. Zobaczyłabyś, jaka jesteś niesamowita. I to ze względu na to, że... po prostu jesteś sobą. I to jaka jesteś piękna i inteligentna...
Jego policzki przykrył lekki rumieniec, tak jakby był nastolatkiem, a nie dorosłym facetem. To nie był jakiś głupawy flirt, mówił o swoich uczuciach i o tym, co uważał za najzwyczajniej prawdziwe. Bolało go, że Mona nie zauważała swojej wartości, że wątpliwości przesłaniały mu te fakty.
Nie, żeby on się czuł jak najlepszy Prewett. Właściwie nie wiedział, czy do końca był pełnoprawnym Prewettem. Tylko na mocy jednego wielkiego oszustwa nosił ojcowskie nazwisko. Był... kanciarzem. Może paradoksalnie ten fakt był w nim najbardziej Prewettowy.
— Czyli poznałaś mojego kuzyna Laurenta — odpowiedział pół-żartem.
— Mo, nawet gdyby porosła cię całą smocza łuska, kochałbym... znaczy... lubiłbym cię tak samo — wypalił, jednocześnie kłopocząc się gdzieś w połowie zdania. Co za fatalny moment na wyznanie miłości! Czy już jej zresztą nie wyznawał? Przecież tego uczucia był pewny... właściwie bardziej niż czegokolwiek. Problem stanowiło to, że nie miał pojęcia, czy Mona odwzajemniała jego uczucia. — Jesteś dla mnie bardzo ważna i strasznie istotne jest, żebyś dbała o swoje zdrowie. Nie dla mnie, ani dla nikogo innego, tylko dla siebie. Chciałbym, żebyś kiedyś zobaczyła siebie moimi oczami. Zobaczyłabyś, jaka jesteś niesamowita. I to ze względu na to, że... po prostu jesteś sobą. I to jaka jesteś piękna i inteligentna...
Jego policzki przykrył lekki rumieniec, tak jakby był nastolatkiem, a nie dorosłym facetem. To nie był jakiś głupawy flirt, mówił o swoich uczuciach i o tym, co uważał za najzwyczajniej prawdziwe. Bolało go, że Mona nie zauważała swojej wartości, że wątpliwości przesłaniały mu te fakty.
Nie, żeby on się czuł jak najlepszy Prewett. Właściwie nie wiedział, czy do końca był pełnoprawnym Prewettem. Tylko na mocy jednego wielkiego oszustwa nosił ojcowskie nazwisko. Był... kanciarzem. Może paradoksalnie ten fakt był w nim najbardziej Prewettowy.
— Czyli poznałaś mojego kuzyna Laurenta — odpowiedział pół-żartem.