14.03.2025, 10:33 ✶
O zmarłych nie powinno się mówić źle, ale być może to wszystko sprowadzało się do Deadalusa, który w swojej osobie skondensował wszystko, co najgorsze we wszystkich Prewettach razem wziętych. Wydarzenie sprzed dziesięciu lat, kiedy to drobna sugestia pociągnęła jak lawina za sobą dwa złamane serca. Icarus raz odszedł, dlaczego nie miałby i drugi? Rzecz w tym, że tę możliwość same skreśliły jego słowa. „Nawet gdyby porosła cię całą smocza łuska, kochałbym…” To było pierwsze. Potem zrobiło się tylko gorzej. Bo nagle coś w niej pękło. Piorun strzelił albo była to strzała Kupidyna — w każdym razie efekt był ten sam. Jak mogłaby nie wyłapać tego? Chciała swojego wyznania pod księżycem, a gdy je dostała, była prawie pewna, że zaraz usłyszałaby: hej, zostańmy przyjaciółmi.
— Aha — wykrztusiła, bo to zdecydowanie była zbyt duża ilość emocji jak na osobę, która przed chwilą jebnęła głową w ścianę. Dlatego też, że Mona nigdy zbytnio nie była w tym dobra. To on umiał operować słowami. Jak mogła być piękna skoro jej ręka kończyła się na przedramieniu i przypominała ile rzeczy zrobiła źle? Ari sądził też, że była inteligentna. To akurat było najdziwniejsze. Nigdy nie uchodziła za szczególnie głupią, ale inteligentna? Gdyby była, nie zgodziłaby się na to, aby ktoś taki jak Icarus Prewett zniknął z jej życia.
— Popełniłam błąd — powiedziała nagle. Miała na myśl ten stary lipcowy wieczór. Coś ścisnęło ją za gardło, wszystkie lata tłumionego bólu się o sobie upomniały. — Chodziło mi o ciebie, Ari — dodała ciszej. — Głupi Prewett. Właściwie to najgłupszy — bo się nie zgadzała z tym, co powiedział. Nie była ani piękna, ani mądra. — Ale mój — mruknęła. — Wtedy powinnam była ci to powiedzieć, ale zamiast tego pozwoliłam ci odejść — w tamtym momencie po prostu się poddała. Westchnęła cicho oraz oparła się czołem o jego ramię. — Czy gdybym powiedziała, że nigdy nie przestałam cię kochać, to czy tym razem byś został?
— Aha — wykrztusiła, bo to zdecydowanie była zbyt duża ilość emocji jak na osobę, która przed chwilą jebnęła głową w ścianę. Dlatego też, że Mona nigdy zbytnio nie była w tym dobra. To on umiał operować słowami. Jak mogła być piękna skoro jej ręka kończyła się na przedramieniu i przypominała ile rzeczy zrobiła źle? Ari sądził też, że była inteligentna. To akurat było najdziwniejsze. Nigdy nie uchodziła za szczególnie głupią, ale inteligentna? Gdyby była, nie zgodziłaby się na to, aby ktoś taki jak Icarus Prewett zniknął z jej życia.
— Popełniłam błąd — powiedziała nagle. Miała na myśl ten stary lipcowy wieczór. Coś ścisnęło ją za gardło, wszystkie lata tłumionego bólu się o sobie upomniały. — Chodziło mi o ciebie, Ari — dodała ciszej. — Głupi Prewett. Właściwie to najgłupszy — bo się nie zgadzała z tym, co powiedział. Nie była ani piękna, ani mądra. — Ale mój — mruknęła. — Wtedy powinnam była ci to powiedzieć, ale zamiast tego pozwoliłam ci odejść — w tamtym momencie po prostu się poddała. Westchnęła cicho oraz oparła się czołem o jego ramię. — Czy gdybym powiedziała, że nigdy nie przestałam cię kochać, to czy tym razem byś został?